1 lutego 2014 – tę datę trzeba zapamiętać

Luty rozpoczął się doskonale dla polskich skoków narciarskich. Tylko w pierwszym dniu tego miesiąca nasi reprezentanci zanotowali trzy znaczące osiągnięcia w tej dyscyplinie. 

Pierwszy, najbardziej medialny, ale też chyba najmniej spektakularny to oczywiście triumf Kamil Stocha. Medialny, bo osiągnięty w prestiżowym konkursie Pucharu Świata na skoczni w Willingen. Najmniej spektakularny, bo Kamil pomału przyzwyczaja nas do takich osiągnięć. Jest mistrzem świata, konkursy pucharowe wygrywał już dziesięciokrotnie. Nie chcę  w tym miejscu obniżać rangi tego sukcesu. doskonale wiem, że każdy wygrany konkurs to efekt godzin ciężkiego treningu, ale powtarzalność pewnych osiągnięć powoduje przyzwyczajenie do nich. Zresztą – Stoch wygrał tydzień przed Igrzyskami w Soczi, jeśli z nich nie wróci jako medalista olimpijski, nikt nie będzie pamiętał jego triumfu w Willingen. Dlatego do sobotniego triumfu podchodzę z szacunkiem, ale bez większego zachwytu. To tylko krok w drodze na szczyt, ważny, ale nie epokowy.

Ważniejsze rzeczy w sobotę działy się gdzie indziej. Na przykład w Val di Fiemme, gdzie nasza drużyna juniorów zdobyła złoto MŚ. Polacy zdominowali rywalizację podczas światowego czempionatu – Jakub Wolny został przecież mistrzem indywidualnie. Aleksander Zniszczoł, Jakub Wolny, Krzysztof Biegun i Klemens Murańka to polisa nadzieja na przyszłość. Na czas po Stochu, Kocie, Żyle i Kubackim. Cieszę się, że w poważnie od mistrzostw podszedł Klimek Murańka, który miał ambicje być teraz w drodze do Soczi, a nie we Włoszech. Z jego obozu, szczególnie od taty popłynęło kilka niepotrzebnych słów, stąd miałem obawy co do tego, jak w dalszej części sezonu będzie startował ten skoczek. Na wszystko przyjdzie czas, ważne by juniorską dominację stopniowo przekładać na osiągnięcia seniorskie. Jestem o to jakoś dziwnie spokojny, przecież ci chłopcy już zdążyli zaistnieć w Pucharze Świata. Przyszłość jest przed nimi, jeden warunek, to odpowiednie pokierowanie ich karierami.

Na chwilę warto też spojrzeć w stronę austriackiego Hinzenbach. Tam podczas zawodów Pucharu Świata kobiet pierwsze w historii punkty dla Polski zdobyła Magdalena Pałasz. Na razie tylko trzy, za 28. miejsce, ale od czegoś trzeba zacząć. To dla mnie najważniejsze wydarzenie tej soboty, bo sygnalizuje, że w przyszłości możemy mieć pociechę także w skokach pań. Najtrudniejszy jest pierwszy krok i on został został przez Magdę postawiony. Do wielkich sukcesów droga jeszcze daleka, ale na jej końcu widać światełko – to blask kolejnych medalowych szans – czy to w zawodach indywidualnych czy w drużynie mieszanej. Może nie stanie się to za cztery lata na Igrzyskach w Korei Południowej, może nie będzie tam Magdy, ale już zawsze trzeba będzie pamiętać, że ona była tą pierwszą i przetarła szlak.


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk

29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć „coś” ciekawego w każdej dyscyplinie sportu.
Obserwuj mnie na Twitterze

http://www.pubsport.pl/