1. zasada kibica: „Oglądanie powtórek to przykra ostateczność!”

Wiele osób, które mnie zna, wie, że jestem w stanie zrobić niemal wszystko, żeby zobaczyć upragnione wydarzenie na żywo, tj. w czasie rzeczywistym w telewizji. Za wszelką cenę unikam powtórek, czy retransmisji. Pora na kolejny „wykład”, w którym wytłumaczę, dlaczego tak robię.

Spotykam się zarówno z pochwałami – za wytrwałość, pasję itp., ale niemało jest również głosów, że tracę czas, tylko sobie szkodzę i jest to bez sensu. Faktycznie, gdy wydarzenie sportowe ma miejsce w innej strefie czasowej, niewygodnej dla Polaków, zdarza mi się poświęcić kilka lekcji w szkole lub parę godzin snu, co nie zawsze ma pozytywny wpływ.

Wszystko po to, by być na żywo ze sportowcami. Oczywiście nie wszystkimi, gdyż jest to niemożliwe. Do takich posunięć jestem zdolny przy piłce nożnej, siatkówce, formule 1 i skokach narciarskich, czyli tych moich czterech najbardziej ukochanych dyscyplin. Dla innych dziedzin zdarza mi się to rzadko.

No dobrze, pora na argumenty. Pierwszy, najważniejszy już padł, czyli pasja, ale nie zawsze ona wystarczy. Drugi, bardzo ważny powód, to byt powtórek. Zdarza się, że ich w ogóle nie ma. Wynika to np. z praw do pokazywania danego wydarzenia, czasu antenowego, czy profilu stacji. Jeśli przegapisz środowy mecz Ligi Mistrzów w Polsacie otwartym, to następnego dnia nie znajdziesz już tam jego powtórki . Trzeba sypnąć pieniędzmi – albo na nagrywarkę, albo na nSport.

Dalej mamy sam sposób pokazania retransmisji. Rzadko się zdarza, że obejrzysz cały wyścig/mecz/konkurs. Telewizja ma obowiązek zmieścić się w czasie antenowym i basta. Zawody mogły trwać dwie lub trzy godziny, a powtórka musi zająć na przykład 90 minut. Do tego dochodzą jeszcze reklamy i niestety nie jesteśmy w stanie wszystkiego zobaczyć. Dlatego ucina się mecze siatkarskie o seta, ewentualnie o kilka akcji do którejś przerwy technicznej, a z 80 skoków narciarskich w konkursie oglądamy maksymalnie połowę. Po czymś takim napisanie kilku słów jest zdecydowanie utrudnione.

Zdarza się też, że powtórka jest pokazywana o nieodpowiedniej dla wielu porze – późnym rankiem, wczesnym popołudniem albo późno w nocy. Nie jest to zabieg częsty, ale czasem po prostu nie ma innego wyjścia, bo trzeba transmitować inne mecze, już na żywo.

Nie jest też tak, że winna jest wyłącznie telewizja. Zwykle niefajnie jest mieć świadomość, że się czegoś nie oglądało, zwłaszcza, gdy znajomi będą w naszym towarzystwie dzielić się wrażeniami. To jest tak, jak z ulubionym serialem, tyle, że tam następny odcinek może nam nieco pomóc w nadrobieniu zaległości, a tu nie ma takiej możliwości.

Zawsze pozostaje jeszcze nagranie transmisji na dysku (a jeszcze 3-4 lata temu czyniłem to na kasecie VHS) i nikt nam niczego nie skróci (o ile nastawimy na odpowiednio długi czas). Jednakże w moim przypadku relację z odtworzenia trzeba zobaczyć jak najszybciej, bo świat sportu stale idzie naprzód, od czasu do czasu nawet przyspiesza, a nie zawsze jest to możliwe.

Podczas oglądania retransmisji, nie czuje się już takich emocji, jak gdyby śledziło się na żywo. Już to motywuje do oglądania w czasie rzeczywistym. Resztki kibicowskiej adrenaliny da się zachować, gdy kompletnie „odetnie się od świata”. Jest to jednak bardzo trudne w dzisiejszych czasach, bo nawet przypadkiem otwierając stronę główną jakiegoś większego portalu, czy podczas skakania po kanałach w telewizji, może pojawić się informacja o wyniku.

Jeśli już naprawdę jestem skazany na powtórkę, to nakładam na siebie zakaz wchodzenia do internetu, a w szczególności na facebooka. Każdy, kto ma lub miał konto na fejsie, wie, że to w tej chwili jest najszybsze źródło informacji, choć nie zawsze wiarygodne. Jedno niewłaściwe kliknięcie i bach, wynik meczu – a nierzadko wraz z nim jego przebieg – mamy jak na tacy. Dla osoby, która była do tego momentu zdeterminowana, ażeby zobaczyć zawody na ekranie telewizora, ta chwila to spory zawód. Przyjemność z „przeżywania” rywalizacji sportowej znika, niczym przebita bańka mydlana.

Swoją drogą, dzięki oglądaniu meczu w środku nocy bądź wcześnie rano, można przeżyć fajne przygody i więcej się zapamiętuje z takich wydarzeń. A ile jest satysfakcji, jeśli dodatkowo nasi faworyci osiągną sukces! Jestem dumny, że oglądałem na żywo wygraną naszych siatkarzy z Rosją w 2006 roku na MŚ, czy z Włochami na ubiegłorocznym PŚ. Kosztowało mnie to kilka opuszczonych godzin w szkole, ale teraz jestem przekonany, że warto było!

Tak więc jeśli ktoś traktuje poważnie oglądanie sportu, będzie zdolny do poświęceń i unikania retransmisji. Nie wiem, ilu jest takich zagorzałych fanów w naszym kraju, ale zdecydowanie się z nimi utożsamiam. Są oczywiście ludzie, którzy przeżyją bez jednego meczu, konkursu, zawodów. Ja teoretycznie też, ale przychodzi mi to z wielkim bólem.

Mam nadzieję, że wiele osób, które dotarły do tego akapitu zrozumiało lub chociaż przyjęło do wiadomości mój punkt widzenia. W razie jakichkolwiek pytań, czy dyskusji, proszę zostawić komentarz pod poniższym wpisem, chętnie rozwieję wszelkie wątpliwości.

PS. Mała rada: Pamiętaj, żeby podczas nocnego oglądania wyposażyć się w coś do jedzenia i picia oraz nie próbuj oglądać w pozycji leżącej z łóżka, bo skończy się to nagłym zaśnięciem i niecenzuralnymi zwrotami po przebudzeniu.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl