100 dni przed w naszej piłkarskiej świątyni [cz. 2]

Do Mistrzostw Europy pozostało już tylko 99 dni. Część druga mojego wpisu o meczu z Portugalią będzie już o aspektach czysto sportowych. Atmosferę zostawmy na boku, bo nasi kibice gwiazdy (Naniego, C. Ronaldo) wygwizdują…

Zacznę od tego, że nasza linia defensywna nie spisywała się wcale źle, jak zwykła to ostatnimi czasy czynić. Nie wiadomo wprawdzie, na ile % zagrali podopieczni Paulo Bento, a na ile Franciszka Smudy, ale tzw. wrażenie artystyczne było niezłe. Nie potrafiliśmy tylko znaleźć sposobu na indywidualne popisy Naniego. Nawiasem mówiąc, sądzę, że zagrał od lepiej od CR7, lecz nie będę wyciągał żadnych pochopnych wniosków, przez wzgląd na rangę starcia.

Mniej więcej w połowie pierwszych 45 minut, w nasze szeregi wkradła się pewna nerwowość. Nie jestem w stanie ocenić, czy to przez pochłonięcie przez atmosferę Stadionu Narodowego, czy też była to oznaka zmęczenia. W każdym razie, od tej chwili częściej traciliśmy futbolówkę, a goście mieli dogodne okazje bramkowe. Jedno niedokładne podanie między obrońcami i już trzeba było wycofywać do Szczęsnego, który nie miał czasu pomyśleć do kogo wykopie, byle dalej od własnej bramki.

Dało się zobaczyć, że pierwsza połowa była dla nas ciężka. W środku pola dominowali rywale, stąd uformowała się taka statystyka w posiadaniu piłki. Brakowało nam tempa w ofensywie. Wiem, że ładnie na skrzydłach radzili sobie Rybus,  Błaszczykowski, Wawrzyniak, ale nie udawało nam się odnaleźć takiej dziury w obronie Portugalczyków, jakie oni u nas znajdywali. Dlatego tyle mówi się o sytuacji stuprocentowej Irka Jelenia. Z takimi rywalami nie będzie nam się trafiać wiele akcji podbramkowych, więc trzeba wykorzystywać te, które się ma. Niestety, nasi zawodnicy dobrze znają teorię, ale nie potrafią jej przełożyć na praktykę…

Pomimo tego, że spotkanie było towarzyskie, Raulowi Meirelesowi udzieliły się niezdrowe emocje. Stale grał na granicy faulu, wdawał się w dyskusje (ta, która się najbardziej rzuciła w oczy – z Perquisem), a sam często upadał, jakby został nie wiadomo jak mocno poturbowany. Takich osobników nie lubię i nie chcę oglądać.

Najlepszy fragment w grze Biało-Czerwonych, to początek drugiej połowy. Środek boiska należał do nas, inicjatywa zatem również. Znów szkoda, że tak niewiele zabrakło do pokonania Rui Patricio w bramce. Ma czego żałować Ludo Obraniak. A tak btw. zauważyliście, że w pierwszych minutach po przerwie gdzieś przepadli kibice z sektorów na przeciwko kamer? Czyżby obiekt był tak wielki, że nie zdążyli się jeszcze po nim przespacerować?

Pomimo tego, iż mecz zakończył się bezbramkowym remisem, to nie należało narzekać na nudę. Jak to się mówi: momenty były, choć każda z drużyn powinna przynajmniej po bramce strzelić. Uważam, że Nani do uderzenia z doliczonego czasu gry I połowy się nie przyłożył. Wystarczyło podciąć piłkę nad Wojtkiem Szczęsnym… Swoją drogą, martwi mnie to, że kolejny raz najlepszym piłkarzem polskiej reprezentacji był właśnie bramkarz Arsenalu. Gdyby nie on – inauguracja Stadionu Narodowego nie byłaby dla nas taka radosna.

Mieliśmy jeszcze moment, gdy przycisnęliśmy Portugalczyków w końcówce. Począłem się martwić, że być może zespoły się umówiły na jakiś rezultat, gdyż goście przez ostatnie minuty nie kwapili się specjalnie do grania. O ich lekkiej nonszalancji świadczy rozegranie rzutu rożnego z 73. minuty. Wówczas się ona zaczęła. Rzut rożny wykonali jak rzut wolny – Nani przebiegł obok piłki, a dośrodkowywać próbował Fernandez. Efekt był kiepski, lecz było to chyba najciekawsze zagranie tego wieczoru.

Ogólnie rzecz biorąc, reprezentacja Polski nie prezentowała się źle, choć prawdopodobne jest, że nie ujrzeliśmy wszystkiego, na co ja aktualnie stać. Podobnie można powiedzieć o Portugalii. Żałuję, że nie doczekaliśmy się bramki. Mam nadzieję, iż nie jest to początek jakiejś klątwy nad kadrą Smudy. Oby w późniejszych meczach nasi strzelali tam jak najwięcej goli!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl