Gdzie jest Puchar Nike? Niebywała historia pewnego trofeum

Ostatnio po Polsce i Ukrainie wędrował Puchar Henri Delaunaya. Wszyscy robili sobie z nim „switaśnie fotki”. Ukraińskie feministki wykorzystały go, aby pokazać swoje atuty(?).  Znacznie ciekawszą historię ma Puchar Nike (trofeum dla mistrza świata do 1970r.), którą postaram się Wam przybliżyć.

FIFA to organizacja, która zrzesza dziś więcej państw niż NATO czy inne tego typu układy. Jej głównym założeniem jest organizacja imprez sportowych, czyli Mistrzostw Świata i wielu mniej prestiżowych turnieju, zarówno kobiet i mężczyzn.

Podczas kongresu w 1928 r. działacze postanowili po raz pierwszy zorganizować mistrzostwa świata. W tamtych czasach kolejek państw do organizacji nie było, zgłosił się jeden kandydat. Urugwaj, który chciał w ten sposób uczcić stulecie niepodległości kraju. FIFA zwróciła za pewne uwagę na fakt, iż reprezentacja tego kraju świetnie poczynała sobie w futbolu, co udokumentowała dwoma złotymi medalami na Igrzyskach Olimpijskich. Urugwajczycy mieli przed sobą trudne zadanie, ale nie zawiedli oczekiwań FIFY. Ba, wybudowali stadion, który pomieścił prawie sto tysięcy ludzi. Warto także nadmienić, że wybudowali go w 7 miesięcy (!).

Dobrze, mistrzostwa już ustalone, stadiony są, ekipy do grania są, ale czym te drużyny przetransportować? Na mundialu wystąpiły tylko drużyny z Ameryki Południowej i Europy, które udało się jakoś dowieść. Były to zespoły ściśle związane z ówczesnym prezesem, Julesem Rimetem. Zawodnicy i cała europejska świta działaczy przypłynęli do Urugwaju statkiem, na którym przywieźli nagrodę dla zwycięzcy – Złotą Nike. Drogocenne trofeum ufundował sam prezes FIFY. Było to niezłe „cacuszko”,  miało wysokość ok. 30 cm., ważyło 3,8 kg., w czym 2 kg. czystego złota. Wykonany został przez znanego francuskiego artystę, Abla La Fruera. Urugwaj nie zawiódł kibiców, w finale wygrał 4:2 z Argentyną, tym samym zostając pierwszym mistrzem świata.

Kolejny mundial odbywał się we Włoszech, wtedy państwie niedemokratycznym, rządzonym autorytarnie przez Benito Mussoliniego (na pewno na historii coś o nim słyszeliście). Wygrali Włosi, pokonując w finale Czechosłowację, dzięki czemu Mussolini urósł nieco w oczach rodaków. Prawdziwe apogeum uwielbienia dla Mussoliniego było 4 lata później, na mistrzostwach świata we Francji. Italia drugi raz z rzędu sięgnęła po najbardziej prestiżowy tytuł. Nawet włoskie gazety (te w miarę obiektywne, ale i tak cenzurowane) stawiały pomniki, pisały ody do włoskiego przywódcy. Ależ ta piłka miała wtedy wpływ na ludzkość. Dyktator, polityk, który niósł ideę faszyzmu, kompan Hitlera niesłychanie zaimponował Włochom.

Puchar Nike, ten dla zwycięzcy znajdował się we Włoszech, gdy wybuchła II Wojna Światowa. Schronił go wtedy pewien działacz piłkarski, owy puchar przez kilka lat był za jego łóżkiem w starym kartonie.  Facet tak dobrze go zakonserwował, że nadawał się do użytku i w kolejnych latach zwycięskie ekipy unosiły go do góry.

W 1966 roku, chwilę przed mistrzostwami został skradziony. Podczas wystawy znaczków pocztowych w Londynie ktoś go wziął, wywąchał go pies Pickles (ma bogatą biografie na Wikipedi). Podczas spaceru ze swoim panem odnalazł trofeum zawinięte w gazety, ukryte gdzieś w żywopłocie na południu Londynu. Anglia zdobyła wtedy jedyne  jak dotąd mistrzostwo świata, a Pickles został zaproszony na uroczysty bankiet, na którym piłkarze i działacze angielscy opijali sukces.

Zamysłem fundatora Pucharu, Julesa Rimeta była reguła, która mówiła, że trzykrotny zwycięzca dostanie trofeum na zawsze. I tak się stało. W 1970 r. „Canarinhos” wygrali mundial po raz trzeci i dostali puchar na zawsze. Ale w 1983 r. dostał się w niepowołane ręce, jakiś złodziej ukradł go i pewnie przetopił na złoto.

O tej barwnej historii mówi film dokumentalny „Niewiarygodne Dzieje Pucharu Świata”. Będzie go można zobaczyć, jutro, tj. 31 maja o godzinie 20.00 w TVP Historia. Naprawdę warto !


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.