182 minuty bez gola.

2 mecze na wyjeździe, jeden remis i jedna porażka. Blisko 190 minut bez gola, 7 miejsce w tabeli.Jedna czerwona kartka i 14 żółtych. Kolejne dwa oczka oddalające Królewskich od mistrzostwa. Kolejny wagon z trzema punktami dla Realu odjechał, dodatkowych się nie przewiduje.

Zespół z Kantabrii jest pogrążony w kryzysie. Nad jego finansami został ustanowiony zarząd komisaryczny. Klub jest na skraju bankructwa jak część zespołów Primera i Segunda Division. Racing Santander mógł łatwo przegrać, ale Real nie wykorzystał sytuacji tak jak trzy dni wcześniej w Walencji. Verdiblancos wywalczyli jeden punkt, a po czterech kolejkach z dwoma punktami znajdują się tuż nad strefa spadkową.

Santander nie grał dobrze, nie zamurował się w swoim polu karnym. Czyhał na kontrataki. Real nie potrafił posłać jednego celnego podania w pole karne i oddać strzału na bramkę w ciągu pierwszych 45 minut. Pierwszy celny strzał w meczu padł w 46 minucie po główce Callejona. Piłka znalazła się w rękach Tono. Pierwszy raz zdarzyła się sytuacja, by bramkarz drużyny przeciwnej miał tak mało pracy w ciągu 90 minut. Zabrakło dynamiki, Real nie grał w piłkę, nie potrafił wymienić między sobą 7 czy 8 podań, w dwóch meczach oddał tylko 4 celne strzały.

Tak jak w meczu z Levante, gra Królewskich się nie kleiła od początku. Real przeważał, miał posiadanie piłki 63% do 37% w pierwszej połowie, z którego nie wynikało nic. Nie było kogoś kto nadawał by tempo akcjom. Wśród Blancos brakowało zawodnika, który pociągnąłby grę, rozszerzyłby ją, błysnął jednym celnym podaniem. Według potwierdzonych składów Christiano Ronaldo był na boisku. Brawo dla tych, którzy wytężali wzrok i go znaleźli. W ciągu 90 minut, bił widoczny przy uderzeniach z wolnych ? słabych i niecelnych, dwa razy siedząc na murawie i raz w polu karnym gdy nie sięgnął piłki. To nie ludzie trenera Héctora Cupero postawili wysokie wymagania Królewskim. Real sam dokładał cegiełki do budowanego przez siebie muru. Od zespołu, od meczowej jedenastki posyłanej do boju wymaga się gry na pamięć, szczególnie jeśli ta ekipa ma staż kilkudziesięciu spotkań rozegranych razem. Tymczasem Królewscy grali tak, jakby pierwszy raz spotkali się razem na murawie i nigdy wcześniej ze sobą nie grali. Tak można opisać ich grę w pierwszym kwadransie meczu na El Sardinero.

 

Jose Mourinho nie desygnował do gry Sergio Ramosa i Angela Di Marii. Za nich pojawili się Raphael Varane, który tego debiutu nie zaliczy do udanych. Raz stracił piłkę na korzyść przeciwnika w łatwy sposób. Angel Di Maria pojawił się na boisku na początku drugiej połowy. Przyznaję, obstawiałam, że przy jego pierwszym kontakcie z piłką położy się on na murawie i przy aktorzy. Powiedziałabym czapki z głów, gdyby choć jego jedno podanie znalazło adresata, ale niestety przesyłki nie docierały na miejsce. Już w pierwszej minucie przeprowadził samotny rajd z pola karnego do pola karnego. Koledzy tylko mu się przyglądali. Skrzydłowy zmarnował przy tym tylko siły, bo bramkarz nie dał sobie odebrać piłki.

Man of the match? Jeśli już kogoś trzeba wybrać, to niech to będzie Casillas. Przez pierwszą połowę bezrobotny. Jeśli ktoś go wypatrywał, mógł poznać po żółtym trykocie. Wraz z rozpoczęciem drugiej połowy uratował Realowi cenny remis, w obliczu remisu Barcelony z Valencią na Mestalla.  Portero Blancos raz piąstkował piłkę, kilka sekund później wyciągnął się jak struna i wybił na rzut rożny piłkę zmierzającą do bramki. Zaledwie kilkanaście sekund później futbolówka wylądowała w rękach Casillasa. Ktoś może się ze mną nie zgodzić i zapytać dlaczego Tono nie mógłby zostać wybrany piłkarzem meczu. Pierwszy groźny strzał jaki musiał zablokować to główka Callejona, niecelna i słaba. W drugiej poza kilkoma niegroźnymi dośrodkowaniami mógł się wybrać z Ikerem na kolację.

 

Mecz bliźniaczo przypominający ten z Levante. W szczególności sytuacja z 90 minuty. Rzut wolny wykonywany przez Cr7. Piłka odbita łokciem przez jednego z zawodników stojących w murze. Ewidentny karny. Gdyby sędzia główny lub którykolwiek z liniowych zareagowali, wynik mógłby być zupełnie inny. I tu nasuwa się pytanie, dlaczego arbiter i czterech sędziów (liniowych i tych za bramkami) nie widzieli złamania przepisów. Kolejny powód by wprowadzić powtórki wideo. Jedynym pocieszającym, acz ważnym aspektem dla Madridistas jest remis wyjazdowy Barcelony. Blaugrana zanotowała kolejny remis w stosunku 2:2. Real traci jeden punkt do odwiecznego rywala. Co ciekawe jutro liderem La Liga może stać się beniaminek Real Betis, który zgromadził komplet punktów. Jeśli zespól z Sevilli wygra jutro z Zaragozą, obejmie przewodnictwo w tabeli. Jest to niespodziewane, gdyż chyba nikt nie brał pod uwagę, że Barca i Real nie znajdą się w pierwszej trójce po czterech kolejkach Liga BBVA.

Ps. Wydarzeniem meczu było pojawienie się na stadionie Juana Jose Cobo, zwycięzcy Vuelty. Może to on przywiózł ze sobą szczęście.


pubsport.pl
Kasia Bącalska
Dziennikarstwem zainteresowałam się paradoksalnie w klasie dziennikarskiej. Zaczynałam od organizacji wydarzeń kulturalnych w Katowicach m.in (Tydzień Teatrów Lalkowych), reportaży z "dzielnicy", felietonów sportowych dla gazetki szkolnej i tekstów "do szuflady". Przestało mi to wystarczać i zaczęłam publikować na pubsport.pl (znaleźć mnie też możecie na blogu - jedenastunamurawie.blox.pl) oraz na portalu transfery.info. W marcu tego roku poprowadziłam prezentację zawodników GKS Katowice wespół z Radosławem Bryłką - rzecznikiem klubu. Od października studentka.....choć jeszcze nie wie jaki kierunek i lokalizację weźmie na ster.
http://jedenastunamurawie.blox.pl/html