Nieugięci gladiatorzy, Ligo Mistrzów trwaj!

Kto nie licytuje, ten… pakuje zabawki. Dziś do domu w ponurych nastrojach wyjeżdżają kolejno trener, sztab szkoleniowy, fizjoterapeuci i piłkarze Manchesteru City, którzy przegrali po walce, mając za przeciwników hordę głodną zwycięstwa.

Dramaturgia spotkań Ligi Mistrzów jest tym co powoduje gwałtowny przyrost adrenaliny, nagłe skoki ciśnienia i zwiększoną pracę serca. Nie sposób porównać odczuwanych emocji do czegokolwiek innego. Głód nasila się z każdym meczem, jestem jak narkoman powracający do nałogu. Liga Mistrzów to nie El Dorado, kraina wiecznego szczęścia. To miejsce dla mistrzów, którzy wchodząc w jej szeregi lśnią, ale by blask utrwalić nie wystarczy nominacja. Tu walczy się o prymat przez pełnych 90 minut.I nie ma przebacz. Senorio to  umieranie na boisku.

Gdzież byli Ci herosi do 70 minuty, gdy na tablicy widniało skromne, ubogie 0:0? Gdzież fanfary, oklaski dla bohaterów, którzy wymieniali się ciosami nawzajem, gdy nie pozostało im nic do stracenia, oprócz honoru i dumy. Mistrzowie dwóch najsilniejszych lig świata zaprezentowali dziś futbol na niewiarygodnym poziomie. Takie spotkania mogłyby być ujęte specjalnym prawem UEFA, według którego nie istniałby regulaminowy czas gry. Spotkanie toczyłoby się dłużej, a kibic nie miałby poczucia niedosytu niczym po kupnie nowiutkiego samochodu i konieczności zaparkowania na poboczu z powodu migającej kontrolki paliwa, choć nie zdążył nacieszyć oka wszystkimi bajerami, jakimi dany pojazd został obdarzony.

To co pokazali dziś najeźdźcy z Manchesteru i obrońcy twierdzy Madryt nie można włożyć do szufladki i podpiąć pod kategorie. Obie ekipy zmierzyły się wzrokiem, jak rasowi snajperzy i ruszyli do boju. Powiało atmosferą dzikiego zachodu, walką na śmierć i życie, na rewolwery oczywiście. Wszak kaliber ten sam w nogach mieli Dżeko, Marcelo, Benzema, Kolarov i Cristiano Ronaldo. Obrywało się i jednym i drugim. Zmierzchało, gdy na plac gry wchodził świeży, wypoczęty i gotowy wcielić się w swoją rolę wyżej wymieniony Bośniak. Śmiało wskoczył w buty, pokonał Ikera Casillasa zaledwie po niecałej minucie po wejściu… smoka. 1:0. Pierwsza runda dla City. Wywołał wrzawe. Dla jednych był to zwiastun ponury, dla drugich nadzieja na dopłyniecie do portu z trzema ważnymi oczkami. Jak rozpatrywać zdarzenia, które miały po sobie miejsce? Oddziały Realu napierające na bramkę Joe Harta stawiały wyzwanie najemnikom katarskich szejków. Jakże ująć w piękne słowa walkę dwóch znakomitych bokserów, którzy walczyli tak jakby to był dla nich ostatni mecz w życiu, ostatnie 20 minut istnienia, nim zabrzmi gwizdek. To była tak odległa przyszłość, a jednocześnie zbliżający się nieuchronny werdykt, że żaden z dwóch dowódców nie miał zamiaru dawać za wygraną i dzielić się łupem. Oko za oko, ząb za ząb. Wygrywamy razem, przegraną przyjmujemy na barki i walczymy do utraty tchu jak muszkieterowie, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
Madryccy muszkieterowie pokazali dziś światu, że drużyna wraca na dobre tory i nie straszne jej negatywne opinie dopływające z zewnątrz, z kolorowych brukowców i ust ”ekspertów”. Liczy się to co jest na boisku. 90 minut, tylko wy, jedenastu na jedenastu, światła i niemal 100 tysiecy gardeł na trybunach. To nie Koloseum, ale walka przypominająca pojedynek zmotywowanych i charakternych gladiatorów. Przegrani zostali obdarowani łaską, mają jeszcze czas by pokazać swój oręż i wygrać kilka bitew, gdyż wojna dopiero się rozpoczyna i będzie pełna dramaturgii. Rozlew krwi gwarantowany.

Takie hity powinny się odbywać czesciej. Pomyśleć, że jeśli wyborowcy ustrzelili w ciągu 20 minut – 5 goli, w pierwszej odsłonie spektaklu, to co zrobią w jego kontynuacji! Nazwiska tych, którzy wykorzystali dziś swe szanse, zostały zapisane w protokole. Radość wodza Jose Mourinho ujęta na kamerach. Nawet pradawni nie pamiętają, kiedy ostatni raz The Special Only One tryskal po zwycięstwie taką radością. Po pochmurnym nastroju w Madrycie zapanuje chwila spokoju, słońce wyłoni sie zza chmur. Będzie to dopiero początek podjazdu pod stromą górę, walki na ostrza, która może zakończyć się dopiero w maju, w świątyni futbolu… na Wembley. Jeśli tam uda mu się dojechać… a to przedwczesne gdybanie…. Liczy się tytuł. Droga do niego nie wiedzie przez lekkie pagórki, lecz jest usłana wyzwaniami. Lecz kto, jak nie Jose Mourinho ma im podołać?


pubsport.pl
Kasia Bącalska
Dziennikarstwem zainteresowałam się paradoksalnie w klasie dziennikarskiej. Zaczynałam od organizacji wydarzeń kulturalnych w Katowicach m.in (Tydzień Teatrów Lalkowych), reportaży z "dzielnicy", felietonów sportowych dla gazetki szkolnej i tekstów "do szuflady". Przestało mi to wystarczać i zaczęłam publikować na pubsport.pl (znaleźć mnie też możecie na blogu - jedenastunamurawie.blox.pl) oraz na portalu transfery.info. W marcu tego roku poprowadziłam prezentację zawodników GKS Katowice wespół z Radosławem Bryłką - rzecznikiem klubu. Od października studentka.....choć jeszcze nie wie jaki kierunek i lokalizację weźmie na ster.
http://jedenastunamurawie.blox.pl/html