Bój się młodych!

Boliwia, szaraczek Ameryki Południowej, miała swoją wielką szansę na wyjście z grupy. Wyczyny Argentyńczyków sprawiły, że sukces górali wydawał się dość prawdopodobny. Choć moim zdaniem te media, które w ogóle zaprzątały sobie głowy Copa America, a nie kopem pawłodarskim, za łatwo skreśliły Kostarykę, odbierając jej wszelkie szanse na cokolwiek. Racja, przywieźli bardzo młodą, rezerwową drużynę, ale już w meczu z Kolumbią pokazali, że potrafią grać.

Moje wątpliwości wynikały raczej z tego, czy Boliwia będzie umiała odnaleźć się w roli zespołu prowadzącego grę. Co innego ustawić obronę w 10 osób, kontrować co pół godziny i w ten sposób urwać punkt Argentynie, a co innego samemu forsować bramkę przeciwnika. Węszyłem tutaj raczej bezbramkowy remis. I do pewnego momentu te przypuszczenia się sprawdzały.

Zwłaszcza, że Boliwia nie ma ataku. Niby Marcelo Martins, w klubie znany jako Marcelo Moreno, jest największą gwiazdą, bo gra w samym Szachtarze Donieck, ale nieprzypadkowo nie może się w tym klubie przebić. W pierwszym meczu nie potrafił pokonać argentyńskiego bramkarza w sytuacji sam na sam. W drugim zaś w idealnej pozycji nie trafił nawet w piłkę. Takie drużyny nie wychodzą z grupy.

Wychodzą za to takie, jak Kostaryka. Krzywdziliśmy ich, wszak młodzież mają bardzo zdolną. Drużyna przywieziona na Copa America w dużej mierze składa się z zawodników, którzy w 2009 roku doszli do półfinału mistrzostw świata do lat 20. I w drugiej połowie zawodnicy Ricardo La Volpe zrobili taki młyn, jakiego bym się po nich nie spodziewał.

Najpierw w sytuacji sam na sam strzelał Allen Guevara. Carlos Arias świetnie obronił. Piłkę do pustej bramki dobił jednak Josue Martinez. Kilkadziesiąt sekund później Heiner Mora minimalnie chybił po dośrodkowaniu Joela Campbella z rzutu wolnego. Kilka minut i Campbell tym razem huknął z wolnego. W poprzeczkę. Następna 100-procentowa sytuacja Kostaryki, Ronald Rivero zatrzymuje piłkę ręką w stylu Luisa Suareza i sędzia wyrzuca go z boiska. Nareszcie mamy czerwoną kartkę w tym turnieju. Nareszcie mamy rzut karny!

A jednak Arias pokazał, że jest niesamowicie zwinnym bramkarzem – obronił i strzał Guevary i jego dobitkę. To miało podciąć skrzydła zespołowi z CONCACAF? Chyba żartujecie. Już po momencie Mora trafił do siatki. Sędzia nie uznał z powodu spalonego. Wreszcie na koniec tych szalonych kilkudziesięciu minut Walter Flores sfaulował szarżującego Campbella, dostał drugą żółtą kartkę i Boliwia kończyć musiała w dziewiątkę. Z wolnego uderzał David Guzman. Poprzeczka.

Już się zaczynałem bać, że Kostaryka tak niezasłużenie straci punkty przez te niewykorzystane sytuacje. Miano zawodnika meczu potwierdził jednak 19-letni Campbell, który na 11 minut przed końcem pewnie wykorzystał sytuację sam na sam. Ten chłopak to odkrycie tej nocy. A federacja go nie oszczędza. W czerwcu pojechał na Złoty Puchar CONCACAF, w lipcu występuje w Copa America, a w sierpniu zagra w młodzieżowych mistrzostwach świata. Ciekawe, czy jego Saprissa się z tego cieszy, zwłaszcza, że reklamę sobie robi znakomitą?

Po tym, jak zaprezentowali się dziś piłkarze z Kostaryki, jestem jeszcze mniej przekonany, że Argentyna łyknie ich bez najmniejszych problemów. Boliwia okazała się duuuuużo słabsza, mimo że na tle Argentyny wyglądała całkiem przyzwoicie. Świat staje na głowie.

POWIEDZ O NAS ZNAJOMYM:

Powiedz o nas znajomym:
Tweet 20
Posted In Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.