Byle do przodu

W grze wrocławskiego Śląska wiele rzeczy mogło się podobać. Wiele rzeczy mogło się też nie podobać. Ale przecież zasadniczą wartością jest awans. Więc radujmy się, bo awans jest.

No i radujmy się, bo, jak już wspomniałem, trochę niezłej gry Śląsk pokazał. Z polską piłką klubową kontakt twarzą w twarz mam tylko przy okazji europejskich rozgrywek. I przyznaję, że tak grającą piłką drużynę rzadko mam okazję oglądać. Szkoda, ze piłkarze Śląska nie potrafili rozgrywać w taki sposób przez cały mecz. Można to zrzucić na karb fazy sezonu przygotowawczego. I nerwów, które ze względu na końcowy wynik można wybaczyć. Bo doświadczenie pewnie zaprocentuje. Nerwowość jest absolutnie głównym zarzutem wobec Śląska. Przecież ci nasi stoperzy i Kelemen nie są na co dzień piłkarzami takiego pokroju, jak to można wywnioskować z wczorajszego meczu. Trzeba dodać, że z drużyną o stylu Dundee Śląsk dawno nie grał i długo pewnie jeszcze grać nie będzie. A Szkoci mając jeden świetnie dopracowany schemat rozegrania okazali się bardzo trudnym rywalem. Oczywiście klasowy zespół powinien radzić sobie z każdym stylem gry rywala. Ale Śląsk jest w tej chwili klasowym zespołem na skalę krajową. W Europie jeszcze dużo czasu minie zanim, miejmy nadzieję, taką łatkę będzie można do Wrocławian przypisać. Nie trzeba powtarzać 1000 razy, że Śląsk był piłkarsko lepszy, żeby okazało się to prawdą (choć taką taktykę przyjął chyba komentujący w studio Wojciech Kowalczyk). Przecież tylko przez ogromną nerwowość  przegrywaliśmy 2:0 po czterech minutach. Czy miało na tę nerwowość wpływ ustawienie? Nie wiem, a nawet jeśli, to ja nie podejmę się krytyki Oresta Lenczyka. Ten facet kredyt zaufania ma ogromny. Ciężko sobie nań zapracował.

Po stronie plusów trzeba rzecz jasna wspomnieć o wrocławskich fanach, którzy od ładnych paru lat pracują na poprawę opinii na swój temat. Dwumecz z Dundee był chyba ważnym elementem tego procesu.

Posted In Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.