Niesprawiedliwe World Grand Prix

Napisałem już, że Liga Światowa siatkarzy może budzić kontrowersje w wielu aspektach. Już za kilka dni początek jej damskiego odpowiednika – World Grand Prix. Tu sytuacja również jest nie do końca przemyślana i niejasna, choć wygląda nieco lepiej.

Zacznę od pozytywów rozgrywek, w porównaniu do World League. Przede wszystkim, tutaj rozgrywa się turniej eliminacyjny. W Europie ma on miejsce najczęściej we wrześniu. Dodatkowo FIVB przyznaje 4 dzikie karty (w tym roku otrzymały je Polki, Brazylijki, Japonki i Chinki). Drużyny z innych kontynentów również mają swoje „regionalne” kwalifikacje – Igrzyska Ameryki Środkowej i Karaibów oraz Puchar Azji.

Dla mnie totalnym nieporozumieniem jest terminarz rozgrywek. Pierwsza faza to trzy turnieje po trzy mecze przez trzy kolejne weekendy, czyli w sumie mamy 9 meczów (a udział bierze od najbliższej edycji aż 16 drużyn). Niestety, odbywają się one na zasadzie „nieważne z kim, nieważne gdzie, byle rozegrać”. Chodzi o to, że zdarza się, iż dwie ekipy spotykają się ze sobą dwa razy na dwóch turniejach, a z wieloma innymi reprezentacjami w ogóle się nie zagra.

Tak więc może dojść do sytuacji, że trafi się na kilka niżej notowanych drużyn, (z czego np. z jedną z nich zagra się dwukrotnie) i jeszcze na jedną, czy ewentualnie dwie silne reprezentacje. A potem, gdy na turnieju finałowym gra się słabo, to wszyscy się dziwią, dlaczego. Niestety, piję tu do reprezentacji Polski…

W pierwszych edycjach wystarczały trzy weekendy, bo grało 8 zespołów. Od 2003 roku powiększono zestaw reprezentacji o 4 drużyny i zaczęło się kombinowanie. Poczęto losować grupy bez wpływu na to, czy ktoś już z kimś grał, czy nie. Po prostu chodziło o to, żeby rozegrać 9 meczów i już. Taka formuła obowiązuje nadal.

Jeśli doszło do tego, że w WGP gra 16 zespołów, to należy coś zmienić w systemie rozgrywek. Jeżeli ktoś mi teraz spróbuje zarzucić, że nie ma czasu na dłuższe granie, to jest w wielkim błędzie. Otóż Liga Światowa mężczyzn skończyła się 10 lipca i myślę, że następnego weekendu mogłyby ruszyć rozgrywki Grand Prix kobiet. Jeżeli byłby to format identyczny, jak jego męski odpowiednik to trwałby przez sześć kolejnych weekendów i turniej finałowy odbyłby się dokładnie w tym samym czasie.

Siedziałem i kombinowałem przez pół godziny, jak inaczej można jeszcze rozegrać turniej WGP (na zdjęciach poniżej), ale doszedłem do wniosku, że im więcej zespołów bierze w nim udział, tym więcej czasu potrzeba na rozegranie meczów…

 

Zacząłem fajnie kombinować, ale gdy zdałem sobie sprawę, że geograficzna odległość również wchodzi w grę, poddałem się i wygląda na to, że jedyną dobrą i sprawiedliwą opcją byłoby skopiowanie systemu rozgrywek grupowych LŚ.

W tym roku niesprawiedliwy będzie też sposób rozegrania turnieju finałowego. Do ubiegłej edycji było tak, że wchodziło 6 najlepszych zespołów (albo 5 + gospodarz) i każdy grał z każdym. Teraz zwiększono ilość drużyn do ośmiu, a meczów nadal będzie pięć, czyli o dwa za mało. Co jak co, ale to już jest nie fair na 100%. Najważniejsze rozstrzygnięcia dla każdej ekipy powinny zapadać w taki sam sposób. A więc zupełnie nieudanym pomysłem jest turniej finałowy z udziałem najlepszej ósemki i niezmienianie układu gier.

Wiem, że uczepiłem się jak rzep psiego ogona, ale lubię też często popatrzeć na sport ze strony logistyczno-organizacyjnej 🙂 .

Posted In Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.