Nikt dziś nie zaśnie w Bilbao

Dziś święto Basków. Chyba żałują, że przez 33 lata nie dopuszczali na swój teren wyścigu dookoła Hiszpanii. Bowiem przez to mnóstwo Basków(=baskijskich kibiców kolarstwa) nie pamięta czegoś takiego jak zwycięstwo Baska na własnej ziemi podczas Vuelty. Nie pamiętało do dziś.

Owszem, mieszkańcy Bilbao i Vitorii mają swój własny wyścig, który otaczają czcią, ale to chyba nie to samo. Nie jest to taka sama satysfakcja. Igor Anton, który przecież w życiu nie pomyślałby że jest w stanie wygrać taki etap, zrobił coś co z pewnością zapamięta do końca życia. Wszak on zdobywał szczyty, a gdyby nie kraksa rok temu, dziś pewnie jechałby z numerem jeden. A teraz gdy były baskijskie, a więc niezbyt długie i sztywne, podjazdy, ale był też zjazd i wypłaszczenie do mety pokazał wszystkim plecy. I to w wielkim stylu! Aczkolwiek czy Antona atakującego na podjeździe w szpalerze kibiców kibicujących w 99,9 procentach jemu i jego ekipie mogło coś powstrzymać? Czy jadąc przez ulice Bilbao, które tego dnia było całe pomarańczowe mógł dać się dogonić nawet teoretycznie dużo lepszemu czasowcowi Bruseghinowi? Nie. Dziś święto Basków. I potęgi kolarstwa w tym regionie. I drużynie Euskaltel, której mononarodowość jest fenomenem w skali zawodowego kolarstwa na najwyższym poziomie. Na dodatek Euskaltelowi i Igorowi Antonowi nie szło w tym wyścigu. Ani walka w generalce. Ani wiktoria etapowa. Nic. Aż do dziś, kiedy to wszystkie oczekiwania Basków zostały spełnione. No, może prawie wszystkie. Jutro etap z Bilbao do Vitorii. Znowu będzie pomarańczowo przed oczami.

Posted In Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.