Przereklamowane

Lada moment polskie siatkarki zagrają w ćwierćfinale Mistrzostw Europy z Serbią. Z Serbią, która jest gospodarzem tych mistrzostw. Z Serbią, która kilka tygodni temu zajęła trzecie (najlepsze spośród europejskich ekip) w World Grand Prix.

W końcu z Serbią, która jest słaba. A przynajmniej słabsza niż należało się przed turniejem spodziewać. WGP, jak już wspomniałem, zakończyło się niedawno, i chyba wówczas był szczyt formy naszych dzisiejszych oponentek. Nie wierzę, że podłożyły się Niemkom. Żeby zagrać jeden mecz więcej, a potem miast Czeszek i Włoszek mieć Polki i Rosjanki(bo chyba nikt nie stawiał na Turczynki)? Po prostu zagrały słaby mecz. A że grają u siebie? Może i cztery tysiące to niemało. Ale zważywszy na to że tyle widzów przychodzi do przeszło ośmiotysięcznej hali Pionir w Belgradzie weryfikuje pierwsze wrażenie. Dobrze że organizatorzy nie zdecydowali się na 15-tysięczną Belgradzką Arenę. No i te cztery tysiące jakoś wielkiego kotła raczej nie robią, choć może jak przeszliśmy do konkretów, to i na trybunach coś się stanie. Bo jak nie, to słynna już siódemka polskich kibiców, która dopingowała nasze panie w Zrenjaninie może przejąć inicjatywę. Choć akurat co jak co, ale wjeżdżać Serbskim kibicom na ambicję może niekoniecznie warto. Wracając na parkiet: oczywiście Serbki są mimo wszystko mocną ekipą, ale nie możemy mieć jakichkolwiek kompleksów względem naszych dzisiejszych rywalek. Wczoraj Turczynki pokazały że na tym etapie już każdy wynik jest możliwy. Z serią zwycięstw reprezentacji Polski na czele.

Posted In Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.