Już tylko jeden krok

Wszyscy wiemy, że Justyna Kowalczyk jest piekielnie mocna, ale za każdym razem gdy pokonuje ona Marit Bjoergen jest wielki szum. To Norweżka, której przypisuje się czasem status robota, jest zawsze uważana za faworytkę gdy głośno mówi, że chce wygrać. Przynajmniej w Polsce. Można śmiało napisać, że my, kibice, a także dziennikarze, mamy kompleks Marit Bjoergen. Na szczęście kompleksu tego nie ma Kowalczyk.

Przyznaję, że mnie także dzisiejsza postawa i twarz Bjoergen mocno zaskoczyły. Przegrywając ten bieg pokazała ludzkie oblicze. Może głupio pisać o wielkiej różnicy, skoro w protokole zawodów w odpowiednim miejscu znajdzie się wartość równa 7,5 sekundy, ale spoglądając w przeszłość okazuje się, że coś się wydarzyło.

11,5 sekundy to nie jest dużo. W zależności od usytuowania trasy może to być różnica dająca Bjoergen wzrokowy kontakt z Polką. Absolutnie nie można wykluczyć wspólnego rozpoczęcia wspinaczki pod Alpe Cermis. Przyjmijmy, że tak się stanie – na sześciu kilometrach odcinka dojazdowego różnica spadnie do zera i cała przeszło tygodniowa zabawa zacznie się od nowa. I co się stanie? Abstrahując nawet od dzisiejszej wiktorii Kowalczyk nad Norweżką – u stóp tej góry polski kompleks wobec Bjoergen dobiega krasu. Baliśmy się nieco biegu łączonego, drżeliśmy przed sprintami, ale chodziło o to by nie stracić za dużo czasu do głównej rywalki. W kontekście Alpe Cermis liczyć się miała tylko Johaug. Ale drobnej Norweżce pozostała już tylko walka z czasem i samą sobą. Zaś Kowalczyk będzie walczyć z Bjoergen. I walkę tę wygra.

Posted In Bez kategorii

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.