24-ty zwrot akcji! Dzień Drugi.

Dziś sobota. Dziś też drugi dzień 24. kolejki naszej miłej Ekstraklasy. Na co możemy w związku z tym liczyć? Co nam przyniosą wyniki dzisiejszych spotkań? No i wreszcie – czy ochłonęliśmy już chociaż trochę po wczorajszych szlagierach?

Zanim zacznę o dzisiejszej dawce wrażeń, szybko jeszcze dwa zdania o dawce wczorajszej.
W Warszawie spora niespodzianka!! Legia wygrała z Widzewem 1:0 po golu reprezentanta Argentyny Alejandro Cabrala. Maciej Skorża zgodnie z moimi wczorajszymi przypuszczeniami obrał taktykę ultra defensywną. Zero ryzyka, zero gry w piłkę – zero ponad wszystko (w obronie oczywiście). No, a że jednak potwierdziły się też moje domysły o stabilizacji formy na „dawnym” poziomie przez Sernasa, to też Skaba i spółka nie mieli zbyt wielu okazji by zjebać. Na 90 minut spotkania złożyło się 89 minut i 15 sekund rzeźni dla oglądających ją fanów no i 45 sekund gry w piłkę podczas akcji bramkowej. „Ligowy klasyk piłkarski” się odbył. Miał swój początek, był strzelony gol, potem był koniec meczu całej tej rzeźni i to było tyle w temacie …

Nie było natomiast niespodzianki w Lubinie gdzie Jan Urban przyjmował ze swoją drużyną ekipę mistrzów z poznańskiego Lecha dyrygowaną przez Jose Bakero. Poziom ogólny – „mocno ekstraklasowy”. Wynik – sprawiedliwy, czyli 1:0 dla Zagłębia. Widać w grze drużyny z Lubina, że Urban pracuje w tym klubie. Nie myślę tu o jakiejś „nowej jakości” bo takiej nie widać, ale o pewnej formie wyluzowania piłkarzy na boisku, które widać wyraźnie po boiskowych decyzjach zawodników. Fajnie się ogląda drużynę, w której nikt się nie waha strzelać na bramkę, kiwnąć rywala albo podać technicznie piłkę – nie zawsze wszystko wszystkim wychodzi, ale to jest piłka nożna i liczą się gole, a nie procent udanych dryblingów itp. Wartość drużyny Lecha Jose Bakero oddaje wybitnie akcja bramkowa – ładna, bardzo ładna – a konkretnie to z jakiej pozycji strzelił Traore. Przecież to się w pale nie mieści żeby w drużynie mistrza Polski cała formacja obronna potrafiła tak się „ustawić” sprytnie, że środkowy napastnik drużyny rywala dostaje podanie na 5 metr (!), przyjmuje spokojnie piłkę (!), obraca się w kierunku bramkarza (!), wita się z nim serdecznie, przedstawia, pyta jeszcze w który róg wolałby żeby mu strzelić i zgodnie z ustaleniami posłać piłkę do siatki (!). Wszystko to Traore mógł wykonać sobie na spokojnie, powolutku, bez stresu, gdyż najbliższy rywal nazywał się Kotorowski, tyle że bramkarz Lecha oniemiał troszeczkę, że to się dzieje, że jego obrońcy tylko sobie patrzyli z boku, na stojąco, grzecznie, kulturalnie nikomu nie chcieli przeszkadzać i tyle, bo inaczej tej całej farsy nie jestem w stanie ogarnąć.
I tak to „wesołe” chłopaki Jana Urbana strzelili po „wesołej” akcji brameczkę, a że jak też wczoraj przewidywałem wygrać miał ten zespół, który pierwszy sieknie gola, Lech dowodzony przez Jose Marię pokazał, że nie jest w stanie ciągle walczyć o remis i gonić.
Dla sprawiedliwości oddać trzeba gościom, że stała się im krzywda, bo strzelili też gola, nawet jako pierwsi, konkretnie to Rudnevs tylko, że sędzia odgwizdał „coś” … i bramki nie uznał. Spalony? Faul? Ręka? – tego niestety do dziś nie wiadomo …

A na co dzisiaj możemy liczyć?

Najpierw w Bełchatowie chłopcy trenera Bartoszka spróbują nie zremisować Koroną Kielce. Bartoszek vs. Sasal to jest dopiero nie lada gratka. Młodzi, ambitni, odważni, a najważniejsze jest to, że można się spodziewać po obydwu panach bardzo osobistego potraktowania tego meczu. A to by mogło się przełożyć na atrakcyjność spotkania dzięki otwartej grze na zasadzie wymiany ciosów. Może się mylę i będzie nudno, powoli i zachowawczo, ale … jakoś nie wierzę w „rozsądne” podejście do konfrontacji (mając w pamięci pierwsze spotkanie w rundzie jesiennej) zwłaszcza w wykonaniu Macieja Bartoszka, a Sasal też taka „cicha woda”, ale jak go grubasek z Ciechocinka wkurw…i raz czy dwa, to się może nieźle „otworzyć”.

Mniej więcej po zakończeniu meczu w Bełchatowie, na boisko (swoje) wybiegnie lider z Krakowa. Rywal dzisiejszy, czyli Górnik Zabrze, teoretycznie powinien dostać wpierdel i tyle. Teoretycznie, bo pamiętajmy o … „kryzysie” Wisły jaki ujawniony został w ostatniej kolejce!! Wisła „siadła”, „złapała ją zadyszka” i podobne teorie towarzyszyły przecież relacją z przegranej konfrontacji ze Śląskiem. No to w tej sytuacji pytanie przed meczem powinno brzmieć raczej – „Czy Biała Gwiazda się wreszcie przełamie? Czy kryzys mija? Czy Górnik dokona egzekucji na Wiślakach „bez formy”?
Dobra, bez jaj – Wisła powinna bez większego biegania zgarnąć kolejne 3 pkt. Sensacją byłby już remis, a porażka … nie, tego by nasze media mogły nie ogarnąć … łojojoj ale tytuły by do nas „krzyczały” (!).
Nie ma tu nawet spotkanie z jesieni, gdy Wisła dostała 0:1 w dupę i to zupełnie zasłużenie wówczas … wówczas, właśnie „wówczas” to jakby to powiedzieć, hmmm „wówczas” to „inne czasy były” … Tak już znów serio pisząc, to wtedy Wisła była w totalnej rozsypce, przed zimowymi wzmocnieniami – nie było jeszcze wtedy drużyny. Górnik odwrotnie – a więc na fali, no i „dzień konia” miał Kwiek. Dzisiaj natomiast to już jest dzisiaj – czyli Wisła dość pewnie punktuje co mecz, a Górnik pyka sobie w kratkę – raz se wygra, raz se przegra, trzy razy se zremisuje – a szanse na Europejskie Puchary … ciągle są bardzo realne (!).

W Bytomiu zjawi się wicelider z Białegostoku w celu oczywistym – zdobyć 3 pkt, by móc wciąż się liczyć w walce o mistrza. Probierz jak nikt zdaje sobie sprawę z „chwiejnośći” nastrojów i emocjonalnych reakcji na wyniki ligowców prezentowane zgodnie przez media sportowe i po ciśnięciu jakie mu zaserwowano na początku rundy pewnie na długo ma dość i będzie tego chciał bardzo uniknąć. Dodając też bardzo duże chęci na tytuł, wynik jaki się sam nasuwa to powrót „Żubrów” z dalekiego Śląska z tarczą i 3 pkt więcej w tabeli. Polonia ma tak chuj…wą sytuację w tabeli, tak jej na końcowe kolejki punktowo „się wyszło”, że wygrany mecz jest wart więcej od złota, a każda porażka jest jak kop w dupę zabarwiony tekstem „spierd…ć do I ligi cieniasy (!)”. Nie ma co zazdrościć piłkarzom z Bytomia, zwłaszcza w obliczu kilku porażek jakie ich jeszcze w tym sezonie czekają i raczej ich nie unikną chłopaki. No i to jest właśnie jeden z tych meczy co trzeba przyjąć grzecznie wpierdel. Niestety …

Sobotni deser to dopiero będzie spotkanie (!). Na Konwiktorskiej w Warszawie Polonia przyjmie Śląsk Wrocław „trenera, mentora, nestora, Foresta” Oresta Lenczyka, a i jeszcze „kozaka” bym zapomniał cholera jasna.
Będzie to pewnie mecz, z tych, których przede wszystkim celem najważniejszym będzie – nie przegrać. Jak się uda to świetnie, a jak dałoby się wygrać skromniutko chociaż, to już euforia by była ogromna. Porażka = medialna śmierć kliniczna do pierwszej wygranej, czyli minimum śmierć tygodniowa. A więc taki meczyk, w którym nie tyle można coś wygrać, ale za to bardzo, oj bardzo w przypadku porażki  można sobie przejeb…ć najbliższe 7 dni – a to przecież maj się będzie zaczynał, wiosna w pełni itd., więc szkoda by było zjeb…ć sobie ten fajny czas.
Podsumowując to raczej za sukces Śląsk uzna pewnie jakiś tam remis, bo nie ma szans chyba na pokonanie Czarnych Koszul Zielińskiego. Właśnie osoba Jacka Zielińskiego daje poczucie pewnej wygranej dla Polonistów na własnym boisku bez względu na to co za drużyna (w obrębie Ekstraklasy oczywiście) do nich przyjedzie. Zabawka J.W. nabiera prędkości i przereklamowany ostatnio Śląsk może ich … w dupę pocałować (np. Ebiego …) a nie zagrozić na murawie. Lenczyk to, Lenczyk tamto, Lenczyk powiedział, Lenczyk stwierdził, kur…a m…ć normalnie znaleźliśmy sobie następną „zabawkę” po Beenhakerze, Smudzie, Janasie i niewiem jeszcze komu tam … mamy nowego „mentora”! A co ten Lenczyk wygrał w ostatniej dekadzie nawet już nie mówiąc o tych „wyczynach” ze Śląskiem (łaaałł!! ja pierd….lę!! ale kozak!! faktycznie!! 7. miejsce w tabeli!! łaałł!!).
A, sorry, jedna rzecz mi się nawet spodobała w wykonaniu Oresta Lenczyka – ostatnio zrobiony fikołek. Naprawdę, spoko to było. I tak na tą chwilę wygląda dla mnie ten sezon Lenczyka.

Za 10 lat jak mnie ktoś spyta o sezon 2010/2011 i o wydarzenia z mojej pamięci, to powiem na pewno o Wiśle Maaskanta, o powrocie Zielińskiego do Polonii, o tym jak Bakero zepsuł Lecha, że Legia przerosła Skorżę i że Lenczyk zrobił fikołka w meczu z Wisłą…

AKTUALIZACJA:
Pytanie zagadka sezonu 2010/2011 w Polsce:

– Dlaczego nikt nie chce zostać mistrzem Polski oraz czemu nie ma zainteresowania perspektywą gry w Lidze Europy wśród klubów występujących w polskiej ekstraklasie?

To są przecież nie mieszczące się w pale wyniki!! Zupełnie nie logiczne, bez sensu, bez jakichkolwiek przesłanek i nie mające poparcia i odzwierciedlenia dosłownie nigdzie!! – ani w potencjale kadrowym, ani tym bardziej w tabeli, no nie ma nigdzie nawet krzty uzasadnienia!! To nie są niespodzianki!! To nie są sensacje!! To są jakieś jaja w wykonaniu Wisły i Jagielloni. Z całym, ogromnym szacunkiem dla ich rywali i pogromców (brawo Górnik i brawo Polonia!!), ale jak to wszystko jest możliwe?? Naprawdę mamy tak katastrofalnie słabą ligę?? Naprawdę poziom najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce to poziom dna na skalę światową!!?? Jak słyszę, że mamy „wyrównaną i ciekawą ligę” to mnie ch…j strzela!! „Wyrównaną” do poziomu tragicznie, ale to tragicznie (!) słabego!! W dupie mam takie „atrakcje”!! Po co się grzać i jarać, po co się łudzić, skoro później jakieś wynalazki z Azerbejdżanu nas klepią (!) w jakiejś rundzie przedwstępnej do rundy wstępnej do kwalifikacji do jakiejś kolejnej rundy wstępnej!! Kazachstan (!), Azerbejdżan (!), albo Estonia to są za wysokie progi dla czołowego klubu z Polski!! Kurwa mać!! Co się tu dzieje??!! Przecież te cieniasy zarabiają takie pieniądze, że powinni na boso zapierd…ć, w deszczu, za stodołą i mieć poczucie obowiązku dawania z siebie wszystkiego dla drużyny, dla kibiców, którzy jak matoły jakieś się ekscytują każdym meczem, golem, faulem, strzałem i wszystkim tym co się tylko może dziać!! Jest profesjonalne podejście mediów? Jest! Prawa telewizyjne nie są tanie? Nie są! Gigantyczne w polskich realiach pieniądze na konta wpływają? Wpływają! Stadiony zajebiste się budują? Tak! Jakieś problemy organizacyjne są? Nie ma! Właściciel czy sponsor czy inwestor a więc chlebodawca wali w chu…a z czymkolwiek? Nie!

TO, CO SIĘ W TAKIM KU…WA RAZIE DZIEJE Z PROFESJONALISTAMI, W PROFESJONALNEJ LIDZE, Z PROFESJONALNYCH DRUŻYN???!!!

W dupach się chyba niektórym poprzewracało i co? Przyjeżdża z Zabrza (jeszcze raz szacunek i brawo!) grający kompletnie w kratkę Górnik na teren drużyny, wydawało się, dążącej do mistrzostwa i … 0:2!! Nawet nie potrafili gola strzelić opierdalacze!! Ostatnio odkryłem, że jest taka opcja, że jak się zaczną w tej lidze chociaż starać o koncentrację na grze to powinno być lepiej – dziś to wycofuję!! Dziś wiem, że brak koncetracji to jest mały ch…j przy problemie naszym! Wygląda na to, że w Polsce grają w zdecydowanej większ0ści nieroby, lenie, opierdalacze, bez ambicji, bez honoru, materialiści i ignoranci, dla których wyrokiem skazującym na „bajkowe życie” jest taka 3-letnia umowa na przykład w jakimkolwiek zespole, nie ważne, bo chodzi o „polisę” na życie ponad stan, ponad swoją wartość, na którą nie zasłużył jeden czy drugi obibok. A jak już złapie takiego frajera to się zaczyna opierd…nie na całego i przyspawanie się do listy płac „zgodnie z kontraktem” – jak taki Kokosiński – cwaniak bez wstydu normalnie, bezczelny pasożyt się będzie trzymał umowy i nie interesuje go zmiana klubu na inny, taki w którym  by grał, trenował normalnie. A na ch…j mu taka zmiana potrzebna, skoro Józef Wojciechowski co miesiąc przelewa na konto nieroba jakieś 20 tys. zł minimum.

Żal, żal ogromny że tak nas doświadcza piłkarski los ostatnio. Najpierw się oficjalnie dowiedzieliśmy,  że wszystko to czym się jarało „bydło” było oszustwem, ustawionym łganiem na bezczelnego i bez skrupułów!! Rżnęli nas w dupę aż się zesrało. Teraz mamy „wyrównywanie poziomu” … Nawet w reprezentacji nie ma pociechy …


pubsport.pl