A już za dwa lata kolejne wybory – część 1.

Tym razem gospodarza Letnich Igrzysk Olimpijskich 2020. Czasu niby jeszcze bardzo dużo, ale proces elekcyjny powoli się zaczyna. Powoli, bowiem jesteśmy wciąż na pierwszym etapie. Z dniem pierwszego września poznamy miasta-kandydatów. Lista ta na wstępie pewnie będzie dość długa. Cztery lata temu liczyła siedem miast. W końcowym głosowaniu pojawiły się już tylko cztery. Przedstawiciele MKOlu mówią, że tym razem ta liczba może być dwucyfrowa. W rywalizacji o ZIO 2018 akurat od początku były trzy aplikacje, ale Letnie Igrzyska zawsze cieszą się większym wzięciem. Na rok 2020 już dziś mamy cztery wstępne aplikacje. Same brzmiące bardzo poważne, choć oczywiście należy sądzić, że nikt niepoważny o organizację LIO starać się nie będzie.

Rzym, Madryt, Tokio i Stambuł. Madryt, podobnie jak PyeongChang, robi trzecie podejście z rzędu. Dwa razy było blisko. Może nie aż tak jak Koreańczycy, ale blisko. Tokio może mieć problem w związku z sukcesem Korei – ta niepisana zasada rotacji kontynentów jednak gdzieś w podświadomości istnieje. Choć przecież niedawno mieliśmy europejski duet Ateny-Turyn, niebawem będzie Londyn-Soczi, a i Madryt walcząc o LIO 2016 dostał w ostatniej turze 1/3 głosów. Więc nie należy się poddawać. Poddało się w przedbiegach Busan, ale na to, żeby dwie kolejne edycje Igrzysk odbyły się w jednym kraju nie było na co liczyć. Kolejną opcją jest Stambuł, który próbował w 2000, 2008 roku, ale przepadał w pierwszych rundach. Turcy będą jak zwykle przedstawiać się jako łącznik dwóch światów, z pewnością obiekty będą porozrzucane tak po europejskiej, jak i azjatyckiej części miasta. Stambuł, choć w strukturach sportowych jak najbardziej europejski, wydaje się być jednak powiewem czegoś nowego. Nie jest to Paryż, Londyn, czy Berlin. Stambuł może być naprawdę ciekawą opcją, aczkolwiek czy Turcy będą zdolni przedstawić twardą i solidną ofertę opartą na dobrej organizacji i pewnej podstawie finansowej? Pomysł LIO w Stambule bardzo mi się podoba, ale obawiam się, że bez żadnego poważnego zewnętrznego lobby ciężko będzie wygrać ten wyścig. A nie mam pomysłu na jakiej podstawie takie lobby miałoby powstać. Na pewno nie na podstawie geografii. 500 kilometrów od Aten, 1000 od Soczi… trochę duże skupienie. Ale gdy za kilkanaście lat po raz kolejny będziemy wybierać gospodarza LIO Stambuł może być bardzo ciekawym graczem w stawce. A Rzym? Rzym jak Rzym. Nie ma co dużo o nim pisać. Trzeba poczekać na konkret, żadnej ideologicznej otoczki nie jestem w tej chwili w stanie stworzyć. Po za taką, że raz już w Rzymie byliśmy, co plusem nie jest.

Natomiast bardzo łatwo o ideologiczną otoczkę w przypadku hipotetycznej kandydatury z Afryki, która jeszcze nigdy Igrzysk Olimpijskich nie gościła. Mi osobiście podobał się koncept Kairu. Dzięki niemu udałoby się zaliczyć wejście do Afryki i do świata arabskiego zarazem. Bo gdy katarska Doha odpadła jeszcze przed ostatecznym głosowaniem w wyborach na LIO 2016, przedstawiciele tej kandydatury byli oburzeni i uznali to za zamknięcie się na arabski świat. Jednak bieżąca sytuacja polityczna Egiptu nie sprzyja raczej zajmowaniu się w tej chwili składaniem aplikacji w sprawie Igrzysk XXXII Letniej Olimpiady. Niewykluczone, że ponownie w walce zobaczymy Dohę. W tym przypadku pojawia się problem znany już światowej federacji piłkarskiej – pogoda. Arabowie chcieli zorganizować Igrzyska w listopadzie, co niezbyt spodobało się MKOlowi przy ostatnim podejściu. Być może zobaczymy podobną do tej piłkarskiej futurystyczną wizję klimatyzowanych Igrzysk Olimpijskich. W kontekście LIO 2020 na Bliskim Wschodzie pojawia się też Dubaj.

Wracając do Afryki. Jeśli nie Egipt to chyba intuicyjnym kandydatem wydaje się być ktoś z RPA. Kandydatem miał być Durban. Miał, potem nie miał, a teraz znów ma być. I jeśli będzie, to przez sam fakt swojej afrykańskości będzie miał dobrą odskocznię do przygotowania poważnej kandydatury. Choć po piłkarskim mundialu uczucia mogą być różne. Pozostając w Afryce można jeszcze wspomnieć o Casablance. Marokańczycy mówią o próbie zorganizowania LIO w 2020, 2024, bądź 2028. Zatem niewykluczone, że będą próbowali zobaczyć jak to jest kandydować już tym razem. I być może zamiast przetarcia dostaną istotną szansę, gdy już wszyscy napalą się na Afrykę, a chwiejna gospodarczo i społecznie Republika Południowej Afryki czymś podpadnie. Choć i Maroko nie jest pewne pod tym względem. Wprawdzie tamtejsza monarchia nie została zbyt mocno dotknięta echami rewolucji w innych krajach Afryki Północnej i sytuacja wewnętrzna kraju prezentuje się dużo przyjaźniej zachodnim demokracjom, jednak niewykluczone, że niektórzy, na przykład członkowie Komitetu Olimpijskiego, będą się trochę przykrego dla marokańskiego króla scenariusza obawiali. Będąc w Afryce można też wspomnieć o Nairobi. W Kenii powstała kilka lat temu „Wizja 2030”. Chodzi o to, aby do 2030 roku to państwo zostało uznane za kraj rozwinięty. Ogrom przemian gospodarczych, społecznych mający być sukcesem całego narodu ma być wzbogacony najpiękniejszą imprezą sportową jaką można zorganizować – Igrzyska Olimpijskie. Wstępnie mówiono tu o roku 2028. Niedawno pojawiła się jednak informacja, że Kenijczycy, którzy z dumą informują, że zdobyli najwięcej medali dla Afryki w historii Igrzysk Olimpijskich, spróbują już teraz. O ile idea dwudziestokilkuletniego planu budowy solidnych podstaw państwa budzi pozytywne emocje, to nie wiem czy dla tego rozwoju sprzyjająca by była tak kolosalna inwestycja.

Ciąg dalszy nastąpi. A w nim uzupełnienie o Azji, szybciutki wypad na Antypody, jeszcze trochę o pomysłach na Igrzyska w Europie i podróż na drugą stronę Atlantyku.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl