A już za dwa late kolejne wybory – część 2.

Czas już na kolejnych kilka słów na temat prawdopodobnych kandydatur do organizacji Igrzysk XXXII Olimpiady. Oto kolejna część podróży po miastach całego świata, które chcą ugościć najwspanialszą imprezę sportową na ziemskim padole.

Najpierw errata do Azji. Była mowa o konceptach dalekowschodnich, bliskowschodnich, istnieje jednak jeszcze jedna opcja. Środkowa. Nowe Delhi. Hindusi wsławili się niedawno bardzo nieudanymi organizacyjnie i finansowo Igrzyskami Wspólnoty Brytyjskiej w 2010 roku. W 2007 roku Hindusi przegrali walkę o Igrzyska Azjatyckie 2014. Jak donoszą źródła, organizacji tej imprezy sprzeciwił się hinduski minister sportu twierdząc, że Indie mają ważniejsze potrzeby aniżeli organizacja imprez sportowych. Bo bez chleba to i igrzyska ludności nie zadowolą. Faktycznie, chyba jeszcze nie czas na LIO w Indiach.

W wielu federacjach sportowych Australia, wraz z Oceanią, jest podczepiana pod Azję. Tak więc jak najbardziej naturalnym krokiem przeskakuję wyspy i półwyspy Azji południowo-wschodniej i już jestem na Antypodach, gdzie Igrzyska już dwukrotnie gościły. W Melbourne w 1956 i w Sydney w 2000 roku. Czas na kolejne miasta – kandydatem na rok 2020 jest Brisbane. Rotacja miast – bardzo dobrze. Rotacja państw… dało się zapewne wyczuć z moich różnych tekstów, że chciałbym aby Igrzyska Olimpijski odbywały się w coraz to nowych krajach. Z resztą i w tym tekście jeszcze dość mocno do tego nawiąże. Nie dziwię się oczywiście, że Australijczycy przypominają o sobie. Kiedyś pewnie po raz kolejny ugoszczą Igrzyska Olimpijskie. Nie wydaje mi się jednak aby to miało nastąpić już teraz. Aczkolwiek trzeba brać pod uwagę, że Australijczycy mogą być groźni. Przynajmniej gdy patrzy się na statystki. Obok dwóch udanych kandydatur stoją tylko dwie nieudane. Jedną z nich było Brisbane 1992.

Z Australii wracamy do Azji i dalej kierujemy się w kierunku Europy, ale jeszcze tak do końca do niej nie docieramy. Nie chodzi mi tu o ponowne wałkowanie kandydatury Stambułu. Chodzi o kandydaturę jednego z miast partnerskich metropolii znad Bosforu – azerskiego Baku. Pozornie może się wydawać to dość dziwna propozycja, a samo Baku może co najwyżej nieprzyjemnie kojarzyć się niektórym licealistom z Przedwiośniem Żeromskiego, albo z Interem, który omal nie wykopał Lecha z Europejskich Pucharów rok temu. Warto jednak wiedzieć kilka rzeczy przed wydaniem ostatecznego osądu. Otóż Azerbejdżan jest jednym z szybciej rozwijających się krajów świata. W sporej mierze dzięki ropie, a także ważnemu położeniu strategicznemu na szlakach jej transportu z Azji Środkowej. Samo Baku, liczące przeszło milion mieszkańców (a z aglomeracją dwa miliony), było najważniejszym miastem na Kaukazie za czasów ZSRR, przez co nie było zaniedbywane infrastrukturalnie. Symbolem jest tu rozbudowana sieć metra, która ma być jeszcze wzbogacona przeszło trzydziestokilometrową linią na lotnisko. W Warszawie cała „sieć” liczy 23 km. W Azerbejdżanie pieniądze na LIO nie powinny być istotnym problemem. Problemem może być sytuacja polityczna kraju. Nie potrafię dociec, czy historia współczesnego państwa azerskiego zna wybory, które zostały powszechnie uznane na świecie za przeprowadzone zgodnie z demokratycznymi standardami, ale boję się, że nie. Azerowie mają też swój permanentny konflikt – z Ormianami o Górski Karabach, autokratycznego przywódcę, zaś prawa człowieka stoją czasem trochę z boku. Czy taki kraj może zorganizować Igrzyska Olimpijskie? Chińczycy udowodnili, że tak. Aczkolwiek odwrotnie proporcjonalnie do znaczenia w świecie zmniejsza się wielkość pigułki, którą MKOl musi przełknąć wysyłając sportowców do takiego państwa. Tej chińskiej nawet nie musieli popijać, ta z Baku może ledwo mieścić się do ust. Więc Azerom wróżę, że podobnie jak w przypadku wyborów gospodarza LIO 2016 Baku szybko przepadnie. Aczkolwiek – kto wie…

Teraz już pełną gębą wkraczamy do Europy. Tutaj już nie będzie ideologiczno-politycznej papki. Pierwszy pomysł to rosyjski Sankt-Petersburg, o którym ostatnio głośno nie jest, więc być może Rosjanie spróbują powalczyć o LIO 2024, co od początku było brane pod uwagę. Tym bardziej, że przecież w Rosji będziemy za trzy lata, więc za szybko chyba nie będziemy tego powtarzać. Przez pewien czas tliła się nadzieją, że po porażce Annecy Francuzi zgłoszą Paryż. Najnowsze doniesienia jednak temu przeczą. Niewykluczone, że po porażce plany zmienią za to Niemcy. Kilka dni temu pojawiło się w tamtejszych mediach hasło Berlin 2020. To może być niezła rywalizacja… Madryt-Rzym-Berlin. Jedne z najważniejszych europejskich stolic przeciwko sobie. A gdyby był jeszcze Paryż? Mówi się coraz głośniej, że Europa z mniejsżą częstotliwością będzie gościła LIO. Być może to ostatni dzwonek dla Starego Kontynentu na LIO w niedługim czasie. A może ostatni dzwonek był w 2012 i najmocniej zabili weń Londyńczycy.

Czas jeszcze wpaść za ocean. Najpierw na południe, gdzie ze względu na Rio 2016 nie należy spodziewać się sukcesu. W związku z tym wątpliwa jakakolwiek kandydatura. Choć w dalszej perspektywie olimpijskie aspiracje ma peruwiańska Lima. Jeśli chodzi o Amerykę Północną: Toronto. W tym mieście w 2015 roku odbędą się Igrzyska Panamerykańskie przy okazji których trochę obiektów powstanie. Co może być na plus. Ale w Kanadzie Igrzyska niedawno gościły – to na minus. No i fakt, że jedna wielka impreza już niedługo tam się odbędzie. Wprawdzie nie jest ona firmowana przez MKOl, ale taki mały minusik może być. Choć z kolei sukces Igrzysk Panamerykańskich może być też plusem. Z tym, że w czasie wyborów gospodarza LIO 2020 nikt jeszcze nie będzie wiedział, czy Toronto 2015 wypali. Na fali udanych Igrzysk Panamerykańskich swój sukces osiągnęło Rio de Janeiro – może to jest jednak dobra droga, ale w takim razie Kanadyjczycy mogą być poważnym graczem za cztery lata. I na koniec części drugiej Stany Zjednoczone. W tym kraju Igrzyska Olimpijskie gościły już osiem razy. 1904 Saint Louis, 1932 Los Angeles, 1932 Lake Placid, 1960 Squaw Valley, 1980 Lake Placid, 1984 Los Angeles, 1996 Atlanta, 2002 Salt Lake City. Sporo tego. Pojawiła się gdzieś informacja, że MKOl wyraził cichą chęć odstawienia na jakiś czas Amerykanów od olimpijskiego koryta. Mogą też o tym świadczyć wyniki ostatnich głosowań. Z kretesem przegrał tak Nowy Jork, jak i Chicago. Mówi się, że Amerykański Komitet Olimpijski nie wystawi swojego kandydata. Inni zaś mówią, że w ostatniej chwili jakaś aplikacja się pojawi. Pojawia się na giełdzie Detroit, mówi się także o Chicago, Dallas, czy San Francisco. Aczkolwiek mi taka cicha dezaprobata wobec USA się podoba. Mogą Amerykanie coś mówić o rotacji kontynentów podług której, wyłączając Afrykę, wszyscy od czasów Atlanty LIO gościli. Ale w Ameryce Północnej poza Stanami, Kanadą i Meksykiem nie ma w tej chwili państwa po którym można spodziewać się organizacji LIO. Choć Kubańczycy przejawiali taką chęć. Amerykanie chyba sobie wyobrażają, że z okazji rotacji kontynentów co 16-20 lat LIO powinny gościć w USA.

Podsumowując:

Azja: Tokio, Doha, Dubaj, Nowe Delhi

Australia i Oceania: Brisbane

Afryka: Casablanca, Durban, Nairobi

Ameryka Północna: Toronto, kandydat z USA

Europa: Madryt, Berlin, Rzym, Sankt Petersburg, Stambuł, Baku

W sumie 16 propozycji. Z pewnością nie wszyscy zgłoszą swoje aplikacje, ale i nie należy wykluczać nowych propozycji. Kiedyś ktoś rzucił hasło „Budapeszt 2020”, inni rzucali inne pomysły związane z LIO 2020. Jedna z nich ma nawet stronę internetową. I o tym, a także podobnych temu konceptowi ideach w części trzeciej.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl