A miało być tak pięknie…

Ci co zrezygnowali z meczu Arsenalu, uważając, że Milan ma pewny awans i nie ma co oglądać, niech żałują swojej decyzji. Chociaż nie oglądałem meczu Benfiki z Zenitem, to jednak myślę, że większe widowisko przyprawione emocjami można było zobaczyć na Emirates Stadium.

Atmosfera na trybunach:
Atmosfera w Londynie była godna podziwu, co prawda nie było tak jak kiedyś na Highbury, ale szczególnie w końcówce meczu kibice gospodarzy dali z siebie wszystko. Możemy się uczyć od Anglików.

Najlepszy gracz Arsenalu:
Wojciech Szczęsny – możecie myśleć, że nie jestem obiektywny, jednak według mnie to Polak, a nie Czech Rosicky był najlepszym piłkarzem tego spotkania. Grał pewnie cały mecz, był widoczny, nie osłabł tak jak Czech po pierwszej połowie. Trochę szczęśliwie obronił strzał Aquilaniego, a wcześniej również strzał Ibrahimovicia. Zdarzył mu się błąd około 60 minuty, jednak na jego szczęście bardzo słaby w tym meczu Ibra nie trafił w bramkę. Bardzo pewny od początku do końca meczu.

Najlepszy gracz Milanu:
Mało zauważalny zarówno w pierwszej jak i drugiej połowie, bo wykonywał czarną robotę w obronie Milanu. To on opanował kolegów po pierwszej połowie i to on był motywatorem do walki. Świetny w destrukcji, ale też umiejętnie rozgrywał przed polem karnym Arsenalu. Widać było jego doświadczenie z Bayernu. Odegrał znaczącą rolę w tej zwycięskiej porażce.

Bramka meczu:
Tak na dobrą sprawę to nie padła żadna bardzo urodziwa bramka. Zacznę od końca. Bramka van Persiego nie była ładna, co zrozumiałe, bo van Persie strzelił z karnego. Wcześniej Rosicky wykorzystał błąd Silvy i strzelił technicznie, po ziemi. Urodą to ten strzał nie grzeszył. A w 7 minucie Koscielny trafił głową po wrzutce Oxlade-Chamberlaina i to właśnie bramka obrońcy Arsenalu była według mnie najładniejsza.

Praca arbitra:
Jak pracował sędzia? Hmmm… Dobra decyzja o rzucie karnym, chociaż po konsultacji z arbitrem bocznym, dobrze przyznawane rzuty wolne, równie dobrze rzuty z autu. Można się uskarżać, że tak mało doliczył minut do końca drugiej połowy, jednak myślę, że nawet jakby dodał tą jedną minutę to i tak gospodarze by nie trafili, bo Milan bardzo mądrze grał w obronie po zejściu Mesbaha.

Na koniec chciałbym po raz kolejny zacytować komentatora, a mianowicie porównał on na koniec meczu piłkarzy Arsenalu, którzy wchodzili na Mount Everest bez tlenu i bez koszulek. Może nie jest to zabawny cytat, lecz jak najbardziej trafny.


pubsport.pl