„A miało być tak pięknie …” Co dalej z Robertem Lewandowskim?

Cezary Kucharski i jego najważniejszy klient Robert Lewandowski znaleźli się w przysłowiowej czarnej dup…e. Obecną sytuację najlepszego polskiego napastnika doskonale oddają kultowe słowa Maksa z „Seksmisji”: „Co się dzieje? No o co chodzi? Przecież miało być tak pięknie! Wywiady, wizyty w zakładach pracy miały być”, tymczasem pan agent i jego podopieczny przekombinowali i teraz ponoszą tego konsekwencje.

Właśnie – kombinacje – oto chyba słowo klucz do uświadomienia sobie w pełni jak dziś wygląda pozycja Lewandowskiego w drużynie z Dortmundu. Mam wrażenie, że w pewnym momencie, gdzieś tak z pół roku temu, naszym wspomnianym rodakom zaczęło się mocno wydawać, że nadeszła chwila, w której to oni zaczęli rozdawać karty w rozmowach z niemieckim klubem. Z każdym udanym występem Roberta, z każdym kolejnym jego golem pan Cezary rósł i rósł, coraz bardziej poważniał i … no właśnie … kombinował. Kombinował niby w trosce interesy swojego klienta (czytaj: przede wszystkim swoje interesy) zarówno te finansowe jak i te ważniejsze, czyli sportowe.

Kucharski poczuł się panem sytuacji i to poczucie zaczęło go troszeczkę oślepiać. Zupełnie zapomniał, że jego klient jest czyimś pracownikiem, czyimś podwładnym, że ma on jakąś umowę na mocy, której do jakiegoś ustalonego terminu świadczy usługi konkretnej firmie. Ta firma to oczywiście Borussia, której prezesem był i ciągle jest pan Hans-Joachim Watzke i to właśnie on jest w realnym świecie rzeczywistym szefem Roberta Lewandowskiego zgodnie z wspólnymi ustaleniami do 30. czerwca 2014 roku. Pan prezes Watzke bardzo długo wykazywał wielką kulturę osobistą i cierpliwość wobec pana menadżera Kucharskiego głównie poprzez krótkie i konkretne dementi każdej z plotek wypuszczonych przez pana Cezarego do mediów. Nieco częściej głos w sprawie kolejnych transferów „Lewego” zabierał kierownik sportowy drużyny pan Michael Zorc, który wypowiadał się również zawsze w sposób bardzo dyplomatyczny. No i właśnie ten zawsze grzeczny, dyplomatyczny ton wypowiedzi kierownictwa BVB sprawił prawdopodobnie, że nasi rodacy zaczęli odfruwać. No bo skoro oni coraz ostrzej stawiali sprawę, a z klubu płynęły komunikaty w tonie niezmiennie spokojnym i pozbawionym emocji, naszym chyba przyszło do głowy, że oto nastraszyli na dobre Niemców i przejęli w pełni kontrolę nad sytuacją.

Tyle tylko, że nikt nie dostrzegł jednej ale za to bardzo istotnej różnicy. Kucharski i Lewandowski mieli z taką sytuacją do czynienia po raz pierwszy w życiu. Dla nich ten stan rzeczy był czymś zupełnie nie zbadanym i improwizowali. Tymczasem dla panów Watzke i Zorca to był kolejny przypadek pewnego rodzaju konfliktu interesów z pracownikiem (czytaj piłkarzem), a właściwie to z jego agentem. No i dla nich wszystko było od początku oczywiste. Doświadczenie i spokój szefów BVB wzięło ostatecznie górę nad żywiołowymi podskokami pana Kucharskiego, a w ostatnim czasie również i Lewandowskiego.

Jaki jest finał historii wyreżyserowanej w dużej mierze przez cwaniactwo Polaków? Klub z Dortmundu wywalczył sobie bardzo komfortową pozycję wyjściową do ewentualnych dalszych negocjacji z polskim piłkarzem i jego menadżerem. Pozyskał przecież dwóch doskonałych napastników, za których wydał w sumie bagatela 40.5 mln euro (!).

Gabończyk Pierre-Emerick Aubameyang kupiony z AS Saint-Etienne kosztował równe 13 mln. 24.-latek w ciągu ostatnich dwóch lat wyrósł na jedną z największych gwiazd francuskiej Ligue 1 notując kolejno 16. goli i 11. asyst w sezonie 2011/2012 oraz 19. goli i 14. asyst w minionym sezonie 2012/2013. Borussia sprowadzając go do siebie ubiegła kilka klubów uchodzących do tej pory za bogatsze, a wśród drużyn nim zainteresowanych były takie ekipy jak Arsenal Londyn, Newcastle United, Everton FC, Tottenham Hotspur, Chelsea Londyn czy oferujący ponoć aż 25. mln euro Rosjanie z Anżhi Makhachkala.

Jeszcze więcej, bo aż 27.5 mln euro kosztował wicemistrza Niemiec Ormianin Henrikh Mkhitaryan z Szachtara Donieck. Rówieśnik Aubameyang’a, a więc 24.-letni reprezentant Armenii uchodzi za ogromny talent, który do tej pory potwierdzał w ukraińskiej Primier Lidze. W sezonie 2011/2012, w którym był już zawodnikiem podstawowej jedenastki drużyny z Donbas Arena zanotował bardzo dobry bilans strzelając 10. goli i notując 7. asyst. W kolejnym został królem strzelców z dorobkiem 25. goli dorzucając do tego jeszcze 10. asyst. Zagrał też we wszystkich ośmiu meczach (strzelił 2. gole) ostatniej edycji Ligi Mistrzów gdzie jego Szachtar dotarł do 1/8 finału, w której musiał uznać wyższość … Borussi Dortmund. Mkhitaryan jest też gwiazdą swojej drużyny narodowej, w której w przeciwieństwie do Lewandowskiego (54A-17) nie zawodzi i jest on jej rzeczywistą siłą. Bilans Ormianina to 11. goli w 39. występach, z czego dwie bramki strzelił w obecnych el. MŚ, a konkretnie jedną wbił Włochom w meczu przegranym u siebie 1:3 i jedną strzelił w ostatnim sensacyjnie wygranym 4:0 spotkaniu wyjazdowym z Danią. Również skuteczny i niezawodny w reprezentacji Gabonu jest wspomniany Aubameyang, który w 33. występach strzelił dotychczas 12. bramek z czego 3. w el. MŚ 2014.

Teraz jeszcze spójrzmy na położenie Roberta Lewandowskiego. Można je podsumować dwoma wymownymi słowami: czarna d…pa. Z punktu widzenia klubu z którym tak zaciekle dyskutował on i jego pan menadżer za pośrednictwem wszelkich mediów sprawa wygląda wręcz doskonale. Otóż panowie Watzke, Zorc i oczywiście Klopp mają do dyspozycji trzech europejskiej klasy napastników, wszystkich młodych z tym, że dwóch … w pełni zmobilizowanych i głodnych sukcesów no a jednego – jak sam przecież mówił – wypalonego i chcącego podjąć innych wyzwań.

W związku z tym czuję, że Lewandowski prawdopodobnie wyląduje przynajmniej na początku sezonu na ławce, robiąc miejsce nowym graczom, którzy z wzajemnością wiążą swoją przyszłość z drużyną z Dortmundu. W ten oto sposób BVB będzie dysponować klasowym snajperem na ławce za niewielkie jak na ich realia 1.5 mln euro rocznej pensji. To, że nie uda się Borussi zarobić na sprzedaży Polaka jest najwidoczniej dla zespołu do przełknięcia.

Poza tym, gdyby na prawdę pojawiła się konkretna oferta to nie wierzę, że Watzke trzymał by „Lewego” u siebie na siłę. Jakoś Goetze’go puścił i to do głównego konkurenta w kraju. Wystarczyło, że kasa się zgadzała. Kucharski tymczasem liczył, że Borussia mając świadomość, że już za rok może stracić piłkarza za darmo i jest to ostatnia chwila na jakiś zarobek na jego transferze spuści mocno z ceny w stosunku do jego wartości rynkowej. Oczywiście wywalczenie promocyjnej ceny zostałoby z pewnością sowicie wynagrodzone panu agentowi przez potencjalnego kupca, który dajmy na to zamiast płacić 30. mln drużynie BVB zapłaciłby na przykład 10.-15. mln a za pomoc w ustaleniu tak preferencyjnej ceny piłkarz i jego menadżer dostali by te 5. baniek. Wszyscy byliby świetnie zarobieni. Piłkarz i jego agent – wiadomo – 5. baniek do podziału. Kupujący byłby szczęśliwy bo zapłacił jakieś 10. mln mniej niż wynosi wartość zawodnika.

Kto na tym wszystkim traci? Oczywiście Borussia Dortmund – bo pozbywa się ważnego gracza za mniej niż jest wart i co chyba byłoby dla nich jeszcze gorsze straciliby w pewnym sensie szacunek na rynku transferowym, bo oto okazałoby się że w Dortmundzie dają się urabiać swoim piłkarzom i ich menadżerom.

Za rok może więc być tak, że Robert Lewandowski (nie życzę mu tego !!!) będzie miał za sobą sezon w roli dublera, dajmy nawet na to, że bramkostrzelnego jokera, ale już jednak tylko rezerwowego. Nie wiem czy po prostu piłkarska Europa o nim przez ten rok nie zapomni. Wiadomo, że najlepsi kupują tylko najlepszych. Nie rezerwowych. Ani Chelsea ani żaden Manchester nie będzie myślał o rezerwowym piłkarzu nawet mimo faktu, że mógłby go mieć za darmo. No i kasa samego Roberta. Otóż teoretycznie, gdyby przedłużył dziś umowę z Borussią dostałby pewnie około 5.-7. mln euro rocznie. To by była podwyżka o 3.5-5.5 mln w stosunku do jego aktualnej umowy. No i tyle można powiedzieć. że straci w najbliższym sezonie grając na obowiązującym kontrakcie. Dużo, bardzo dużo. No i chyba za dużo. Jeszcze więcej może stracić pod względem sportowym. Wiadomo – ławka to ławka – to frustruje, w połączeniu ze stratami finansowymi można się nieźle załamać.

Pocieszające jest to, że okno transferowe jeszcze ciągle jest otwarte. Jednak nie liczyłbym nagle na jakiś zwrot w obecnej sytuacji. Co najwyżej może się zgłosić jakiś duży, ale nie topowy klub, który niespodziewanie straci swojego napastnika i będzie szukał godnego następcy. Może Napoli? Albo ktoś pokroju Newcastle lub Tottenhamu. Na pewno nie będzie to jednak żaden Real Madryt. Może jeszcze jakiś ruch szykuje Bayern Monachium? Póki co Guardiola kupuje pomocników, a czy uzna za konieczność wzmocnienie linii ataku? Zobaczymy. Co jest jednak najistotniejsze – karty rozdają teraz panowie Watzke i Zorc. Pan Kucharski natomiast zdobył bezcenne doświadczenie w relacjach z prawdziwymi biznesmenami, które powinno zaprocentować w przyszłości.

 


pubsport.pl