A piękny sen trwa w najlepsze…

Piast Gliwice już jakiś czas temu wyrósł na największą rewelację sezonu w ekstraklasie. Zresztą, praktycznie co roku pojawia się zespół, który w teorii ma bić się o środek tabeli, a od startu rozgrywek prezentuje się zaskakująco dobrze i plasuje się na jednej z czołowych lokat.  Jeśli chodzi o miniony sezon, śmiało można posłużyć się przykładem Jagielloni Białystok.  Ale drużyny, która zaskoczyłaby tak mocno, biła całą ligową czołówkę na głowę tudzież punktowała tak regularnie przy tak – wydawałoby się – średniej kadrze, nie było od wielu lat. Przy okazji każdej, następnej ligowej kolejki mówi się, że teraz już „Piastunki”  polegną, że to nie może trwać przecież w nieskończoność, ale banda Latala ma się dobrze i dalej zwycięża. Podopieczni czeskiego szkoleniowca prezentują się tak, jakby nie mieli zamiaru budzić się z ich pięknego, jesiennego snu.

Kadrowo drużyna z Gliwic na tle czołowych polskich drużyn prezentuje się mizernie. W jej szeregach występują głównie gracze, którzy od lat nie wyróżniali się na boiskach ekstraklasy niczym szczególnym, chyba, że akurat coś spektakularnie zawalili. Mraz był przeciętny zarówno w Śląsku (skąd pogoniono go przecież za alkoholowe wybryki), jak i w Łęcznej. Pietrowski w Lechii zawsze był tylko jednym z wielu, w ostatnim czasie głównie jednym z wielu rezerwowych. Wybierając składy do „Ustaw Ligę” chyba nikomu nie przeszło przez myśl, żeby ustawianie defensywy zaczynać od kogoś z dwójki Osyra – Hebert. Ponadto Latal dokonał małego czeskiego zaciągu, a wiemy jak zwykle kończą się takie pomysły w naszej lidze. I Vacek, i Nespor, i Korun, na papierze nie wyglądali najgorzej, ale z drugiej strony, myślałem sobie, że było w ekstraklasie paru piłkarzy o jeszcze lepszym CV, spośród których wielu nie pokazało żadnej klasy piłkarskiej na naszych boiskach.

Dlatego też wielki szacunek należy się dla pracy, jaką Latal wykonuje na Górnym Sląsku. Potrafił sprawić, że ci gracze – w teorii przeciętni, niektórzy już wypaleni – grają na sto pięćdziesiąt procent swojego potencjału. Niektórzy z nich wzbijają się na wyżyny swoich możliwości. Każdy doskonale wie, co ma do zrobienia na boisku i jest w pełni skupiony na wykonywaniu swoich zadań.

Przygotowanie fizyczne, wybieganie, walka – to wszystko stoi w gliwickiej drużynie na bardzo wysokim poziomie

.

W Piaście imponuje mi niezwykle płynne przechodzenie z jednego ustawienia do drugiego. Nie jest dla nich problemem gra na czterech defensorów, na pięciu, a przecież grywali i tak, że wyglądało to jakby grali na trzech (co związane było z bardzo wysokim ustawieniem bocznych defensorów).

Świetnie ogląda się grę drugiej linii. Każdy pomocnik, z wyjątkiem stricte defensywnego Koruna, cały czas szuka sobie miejsca. W ciągu jednej akcji, Vacek potrafi trzy razy zmienić stronę boiska, na jakiej się znajduje. Zarówno Czech, jak i Radosław Murawski, stale schodzą w boczne sektory boiska. Zivec jest, można by rzec, wolnym elektronem. On również szuka sobie miejsca na całej szerokości.

Podopieczni Latala długimi momentami prezentują po prostu ładną dla oka piłkę. Każdy stara się grać na jeden, dwa kontakty. Brakuje, tak typowych dla polskich kopaczy, przypadkowych zagrań, kierowanych tak naprawdę do nikogo.
W związku z tym, że w drugiej linii gra aż trzech pomocników zdolnych do niezłej gry w destrukcji i dzięki zagęszczeniu w momencie, kiedy piłkę ma przeciwnik, piłkarze Piasta notują wiele przechwytów w środku. I zwykle, na przestrzeni całego meczu, owy środek wygrywają.

Świetną robotę robią boczni defensorzy, którzy może w defensywie nie zawsze imponują, ale w grze ofensywnej pokazują naprawdę wiele. Mraz wyrósł już na gwiazdę dzisiejszego Piasta. Za nami ledwie jedenaście spotkań, a słowacki obrońca zaliczył już sześć asyst. Popłoch sieją zarówno jego dośrodkowania z gry, jak i ze stałych fragmentów. Mniej dokładny jest Pietrowski, ale również haruje na całej długości boiska. Jemu jednak zbyt często przytrafiają się błędy w kryciu.

Hebert i Osyra, jak na swoje możliwości, grają bardzo dobrze, ale pewnych ograniczeń nie przeskoczą. Wczorajszego wieczora bardzo mocno dał im się we znaki Paweł Brożek, który nieustannie urywał się spod ich krycia. Dwóm stoperom brakuje dynamiki i zwykłej jakości piłkarskiej, ale ustawieniem i walką robią naprawdę wiele.
Podobać może się Murawski, który mimo zaledwie 21 lat na karku, wyrósł na kapitana przez duże „K”. Nie tylko imponuje świetną pracą w destrukcji, odbiorami i wybieganiem, ale też coraz lepiej wygląda pod względem rozegrania piłki. We wczorajszym meczu próbował kilku  długich piłek – większość z nich należała do udanych. Nie panikuje z piłką. Brakuje mu jednak umiejętności przyspieszenia akcji, musi nauczyć się trochę bardziej nieszablonowej gry, jeśli chce wyściubić nos poza naszą marniutką ligę. Bo nie zapominajmy, że Murawski nie jest w Gliwicach typową „6” (którą jest Korun), tylko bardziej „box to boxem”, który powinien łączyć grę defensywną z bardziej kreatywnym rozegraniem piłki. Nie jest źle, ale do poprawy również bardzo wiele.

Nie możemy zapomnieć o gościu, bez którego – moim zdaniem – cała ta piękna historia mogłaby się w ogóle nie wydarzyć. Kamil Vacek, bo o nim tu mowa, doskonale kreuje grę. Świetnie radzi sobie na małej przestrzeni, ma niezły balans i przerzut. To on dyryguje zespołem. Obawiam się tylko tego, że jeśli Czecha zabraknie, Piast  może sobie nie poradzić. Boję się, że nie pojawi się wtedy facet, który weźmie na siebie odpowiedzialność za rozegranie piłki, już nie wspominając o jakości owego rozegrania.

O Zivcu i Nesporze również można powiedzieć wiele dobrego. I nawet Barisić, do którego kompletnie nie miałem przekonania, spisuje się nieźle. Choć skupia się raczej na wygrywaniu główek i robieniu miejsca Nesporowi, robi to bardzo umiejętnie. Również dzięki jego pracy, czeski wysunięty napastnik ma w tym sezonie już sześć goli.
Szkoda tylko, że  tak grający Piast, to nie jest raczej projekt na dłuższą metę. Dwójka liderów, Vacek i Nespor, są do Gliwic tylko wypożyczeni. Trener po udanym starcie również może otrzymać kilka niezłych ofert. A, no i jeśli pojawią się kontuzje, to powstanie kolejny spory kłopot, wszak, poza Badią (który swoją drogę jest niezwykle chimeryczny) i Makiem (?), brakuje na ławce piłkarzy, którzy są gwarancją jakiejkolwiek jakości.

Ale na razie oddajmy królom to, co królewskie. Sen Piasta trwa w najlepsze. I niech tak będzie jak najdłużej, bo piłkarze Latala – poprzez swoje zaangażowanie i wspinanie się na szczyty możliwości – zasługują na to jak nikt inny.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl