A więc mamy Mistrza!

Na trzy kolejki przed metą, Wisła Kraków zapewniła sobie 13. tytuł mistrzowski wygrywając w derbowym spotkaniu z Cracovią 1:0. Teraz przed Białą Gwiazdą kolejne podejście pod bramy Champions League.

Obecny sezon Ekstraklasy jest bardzo dziwny. Jeszcze ze dwa lub trzy tygodnie temu ponad dziesięć drużyn miało w miarę realne szanse na mistrzostwo jak i na spadek. Od początku rundy na pozycję lidera w walce o tytuł za sprawą kapitalnych transferów wysunęła się krakowska Wisła. Początki jednak były trudne. Kilka ostatnich mniejszych lub większych kompromitacji kosztowało krakowski klub sporo złotówek i poważnie zachwiało klubowymi finansami. Ostatnia z tychże kompromitacji, porażka z Karabachem Agdam zakończyła Henrykowi Kasperczakowi karierę przy Reymonta i nie tylko. Autora dawnej wielkiej Wisły zastąpił Robert Maaskant, jeden z najbardziej rokujących szkoleniowców  w Holandii co tym bardziej dziwiło, że trafił w rejony nadwiślańskie. W tym samym czasie drużynę opuścili Arkadiusz Głowacki, Marcelo, Junior Diaz i Pablo Alvarez czyli wszyscy obrońcy, którzy wówczas mieli w Wiśle staż dłuższy niż miesiąc. Ostał się tylko Piotr Brożek, ale po pierwsze nie na długo, a po drugie jeszcze dziś widać, że to nie jest człowiek stworzony do gry w obronie.

Jesienią Wisła punkciki ciułała, ale nie dało się jej oglądać w ogóle. Ja, może nie tyle kibic, co fan futbolu sprzyjający na naszym podwórku chłopcom z Krakowa, nie potrafiłem się zmusić do obejrzenia całego spotkania jesiennej Wisły. W jej szeregach drzemał wielki potencjał ofensywny, który wystrzelił w hitowym spotkaniu z Legią, ale był to tylko wyjątek. Mniej więcej w tym samym czasie Wiślacy polegli w Poznaniu choć wyjątkowo złej piłki nie grali. Mimo wszystko, Wisła skończyła jednak rundę na podium, bo problemy Lecha czy Legii były jeszcze głębsze. Potem przyszły wielkie transfery. Najpierw odeszli bracia Brożkowie co mocno zaniepokoiło kibiców. Na szczęście ich straty Wisła nie odczuła, mało tego, dziś nikt już za nimi nie tęskni. Sprowadzono Maora Meliksona czyli  ulepszoną wersję Semira Stilicia. Przyszedł Cwetan Genkow, który trafia z niespotykaną na polskich boiskach regularnością (inna sprawa, że Wisła od jego bramek się uzależniła).  Za udany transfer można uznać również Kewa Jaliensa, który może nie stał się z miejsca najlepszym defensorem ligi, jak niektórzy oczekiwali, ale na pewno godnie zastąpił ciężko kontuzjowanego Gordana Bunozę. Na Reymonta zameldował się też Michaił Siwakow, który ma już na koncie występy w Lidze Mistrzów przeciwko Realowi i Juventusowi, ale Serie A go przerosła. W Wiśle też nie gra tyle ile by chciał, ale jest jednym z bardziej wartościowych zmienników w tej lidze. Wisła ma wreszcie bramkarza, co prawda trochę bliżej mu do emerytury niż europejskich salonów, ale krakowianom ładnych pare punktów uratował i jest jednym z mocniejszych ogniw dzisiejszej Wisły. Pod okiem Maaskanta rozwinął się, a może tylko wszedł na swój poziom Andraż Kirm. W tym natłoku nowych, zagranicznych i coraz większych nazwisk giną trochę Polacy, ale moim zdaniem to nie wina polityki panów Valckxa i Maaskanta, którzy zaludnili Wisłę imigrantami, ale samych Polaków, którzy stopniowo robią się za słabi na coraz bogatszą Ekstraklasę. Całkowicie źle jednak nie jest. Doświadczony Sobolewski z młodocianym Wilkiem tworzą naprawdę świetną parę pomocników asekurującą hasającego Meliksona, a Patryk Małecki to prawdopodobnie najlepszy Polak w Ekstraklasie, który wreszcie opanował swoją gorącą głowę. Selekcjoner Smuda chce czy nie chce będzie musiał z niego skorzystać. Zdobycie mistrzostwa poprzez znakomitą postawę na wiosnę, kibice Wisły zawdzięczają właśnie nowym nabytkom, ale jeśli liczą na coś więcej, to każdą z tych nowych perełek trzeba by sklonować, a że klonowanie to jeszcze dla naszej cywilizacji wyższa szkoła jazdy, to trzeba będzie udać się na letnie polowanie.

Wisła mimo mistrzostwa nie jest bynajmniej drużyną kompletną. Nawet zakładając, że latem nikt jej nie opuści i tak potrzebne są solidne wzmocnienia. Niewiadomo co z kurującym się Bunozą czy niewykupionym jeszcze z CD Platense Chavezem, toteż Wiśle potrzebny jest co najmniej jeden stoper i jeden boczny obrońca, bo Dragan Paljić czy Erik Cikos praktycznie nie mają alternatywy na swoich pozycjach. Na pewno potrzebny jest także skrzydłowy, bo gdyby dziś ze składu wypadł Kirm lub Małecki, trener Maaskant byłby skazany na Nourdina Boukhariego, który nie zachwyca, albo na Rafała Boguskiego będącego jest w formie jeszcze gorszej. Koniecznością będzie sprowadzenie do Krakowa napastnika. Latem zespół opuszczą ostatnie nieudane pomysły Kasperczaka (a może właściwie Basałaja, Cupiała lub kogoś kto za transfery wtedy odpowiadał) czyli Andres Rios i Maciej Żurawski kuszony ponoć przez Wartę Poznań. Jeden Cwetan Genkow to stanowczo za mało, żeby myśleć o Lidze Mistrzów. Nie wolno powtórzyć błędu Lecha Poznań, który przed rokiem chciał najechać Europę z niedomagającym Wichniarkiem na szpicy i jednym jedynym praktycznie rezerwowym Jackiem Kiełbem.

Wisła tytuł zdobyła stosunkowo wcześnie, więc i stosukowo wcześnie sprecyzowały się jej cele. Najpierw trzeba będzie się zmierzyć z bogatymi z zachodu, którzy co niektórych grajków na pewno będą próbowali Wiśle podebrać. Trener Maaskant zdaje się być na tyle dobrym fachowcem, żeby swoje sprowadzone ledwie przed kilkoma miesiącami gwiazdki utrzymać. Nie powinien też popełnić żadnego rażącego błędu w sztuce trenerskiej. Za swojego życia nie widziałem na żywo polskiego zespołu w Lidze Mistrzów. Z każdym rokiem moje nadzieje są coraz większe i z każdym rokiem otrzymuje w zamian coraz większe rozczarowanie. Nic nie stoi za tym, aby udać miało się właśnie w tym roku. Kiedy Wisła wyłożyła się na Levadii zespół miała chyba lepszy choć na pewno nie grał tak swobodnie piłką jak Wisła Maaskanta. Holender zrobił w Krakowie jedyną w Polsce drużynę zdolną rozegrać atak pozycyjny i to często z pierwszej piłki w spotkaniu z każdą inną Polską drużyną.  I to chyba jedyny pozytyw zwiastujący, iż tym razem może być inaczej.  Aby dostać się do Champions League trzeba będzie pokonać rywala pokroju Karabachu Agdam i dwóch rywali pokroju Salzburga, który w starciu z Lechem dwukrotnie poległ. Jeśli udało się Lechitom to czemu miałoby sie nie udać Wiślakom? Cóż, nam kibicom pozostaje tylko być dobrej myśli, bo jeżeliby Liga Mistrzów zawitała do Polski to mielibyśmy najwspanialszą piłkarską jesień w XXI wieku i to na ostatniej prostej przed Euro :).


pubsport.pl
Krystian Nowak

Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam:
http://prideoflondon.blox.pl/html

http://prideoflondon.blox.pl/html