Ach, te Serbki…

Oba tytuły Mistrzów Europy powędrowały do Serbii. Od wczoraj cieszą się z niego kobiety. Po dramatycznym meczu pokonały one Niemki 3:2. Według mnie, wygrana jest zasłużona dla zespołu prowadzonego przez Zorana Terzicia.

Jak wspominałem przed półfinałami, mecze grane w sobotę i w niedzielę musiały nam przynieść emocje, bo, jak to mówi mój tata, „średnia zawsze wychodzi”. A więc musiało dojść do długich pięciosetowych bojów (od tej reguły wyłamał się tylko pierwszy półfinał). Jednak spotkanie finałowe można okrzyknąć najlepszym w tym turnieju.

Jednak dlaczego Niemki nie zostały Mistrzyniami Europy, nie jestem w stanie wytłumaczyć. Atmosfera turnieju mnie tak poniosła, że zapomniałem, iż siatkówka kobiet to gra seriami/falami. I tak oto podopieczne Giovanniego Guidettiego zagrały fenomenalnie w pierwszym secie, można powiedzieć zgasiły Serbki, by w drugim być tłem dla gospodyń. W środku trzeciej partii znów pokazały znakomitą grę, która utrzymywała się do II przerwy technicznej czwartej odsłony i… no właśnie, co się stało, że nagle kapitalnie grające do tej pory Kozuch, Brinker, Grun nadziewały się na blok, którego wcześniej się nie bały? Nagle wszystkie zaczęły solidarnie psuć piłki. Być może siadła psychika i przytłoczyła je myśl o zostaniu najlepszymi na Starym Kontynencie. Ten fragment meczu, według mnie, przesądził o ich ostatecznej klęsce. Gospodynie się rozpędziły i były nie do zatrzymania w tie-breaku…

Serbskimi bohaterkami okazały się mało widoczne dotąd w ME Jelena Nikolić i Brizitka Molnar. Przede wszystkim zdobyły najwięcej punktów, ale oprócz tego okazały się świetne w przyjęciu. W tym elemencie dorównywały swojej koleżance na pozycji libero – Suzany Cebić. Dobrze, że wzięły na siebie ciężar zdobywania punktów, bo środkowym – Krsmanović i Rasić, a także Jovanie Brakocević szło dobrze, ale nie jakoś znakomicie. Śmiem twierdzić, że poniżej przeciętnej, jaką zaprezentowały w turnieju. Nie uważam jednak, że wymienione przed chwilą siatkarki grały źle, ale na pewno nie na najwyższym poziomie, na jaki je stać.

Niemieckimi bohaterkami były Małgorzata Kozuch i Maren Brinker. Do pewnego momentu gry (o którym wspomniałem dwa akapity wyżej) rozgrywająca Kathleen Weiss być prawie pewna, że jeśli zagra do którejś z nich, to po chwili cały zespół będzie się cieszyć ze zdobytego punktu.

Jeśli sklasyfikujemy elementy gry, w których któraś z reprezentacji była lepsza, to przyda nam się tabelka. U gospodyń zapiszemy na pewno blok i wytrwałą walkę do końca, zaś u Niemek dobra zagrywka i mocne, dynamiczne ataki. Dzięki temu spotkanie finałowe było barwne i przyprawiło o emocje.

Niestety, nie powiemy, że był to fantastyczny finał w każdym calu. Owszem, odczuwaliśmy ekscytację dzięki wydarzeniom na boisku, lecz to dlatego, że w ważnych fragmentach starcia któraś reprezentacja popełniała błędy seriami i robiło się nerwowo. Z jednej strony to dobrze, bo mogliśmy się emocjonować, ale z drugiej widzimy, że wczoraj wieczorem mógł paść każdy inny wynik (chociażby 3:1 dla Niemek). Idąc tym tokiem rozumowania możnaby nawet stwierdzić, iż każda drużyna, która zakwalifikowała się do ćwierćfinału, mogłaby powalczyć o złoto. No, może trochę przesadziłem, bo w 1/4 i 1/2 finału i Serbki i Niemki musiały udowodnić swoją wyższość, ale niewątpliwie coś w tym jest. Ale trudno, staram się z tym pogodzić i biorę sobie na wstrzymanie, kiedy powiem sam do siebie: „spokojnie, taka jest kobieca siatkówka”…

Czy zauważyliście reakcję kibiców na wydarzenia boiskowe? Ich ilość pomijam, to zostawiam na „techniczne” podsumowanie. Jak na dłoni widać było w czwartym secie, jak „kocioł czarownic” zmienił się w grobową ciszę. Tak niestety jest w wielu miejscach na świecie. Często się mówi, że niemal w każdym miejscu na Ziemi publiczność jest wspaniała, jeśli drużyna, za którą jest, wygrywa…

Mimo tych wszystkich ujemnych stron, to ten finał mi się podobał. Uwielbiam, gdy dużo się dzieje, choć chwilami obiera to sens wydarzeniom boiskowym, ale przynajmniej się dzieje i kibice oglądający takie mecze mają satysfakcję. Aż strach pomyśleć, jak ze skrajności w skrajność przechodzili ci, którzy wzięli udział w zakładach bukmacherskich na to spotkanie.

Tyle się napisałem o finale, a gdzie mecz o 3. miejsce? No niestety, specjalnie go nie widziałem, bo łącze działało fatalnie. Jednak z tego, co zdołałem dostrzec po przebiegu gry, to Włoszki były podłamane laniem, jakie dostały dzień wcześniej od Niemek, a sił starczyło im paradoksalnie tylko na trzy sety. Napisałem „paradoksalnie”, gdyż to Turczynki powinny być bardziej zmęczone po nerwowym wieczorze w sobotę, a tymczasem znów pokazały, że potrafią ambitnie walczyć do końca i zostały za to wynagrodzone brązowym medalem.

Mógłbym jeszcze się rozpisać o kolejnej porażce Polsatu, co do transmisji i o innych tego typu sprawach, ale dam sobie spokój, bo planuję jeszcze podsumowanie tego Eurovolleyu, a także „techniczne” podsumowanie ME pań i panów. Proszę jedynie o cierpliwość 😉


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl