Adam Małysz-człowiek, który rozpalał serca Polaków

Wiele osób już o tym napisało, ale ja też postanowiłem coś napisać o końcu kariery Adama Małysza. Wczoraj oddał ostatni konkursowy skok, który zresztą dał mu trzecie miejsce we wczorajszym konkursie w Planicy oraz trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej.

Dla wielu był inspiracją, dla wielu idolem, był dumą narodową, był po prostu fenomenem. W końcu  jednak musiał odejść. Ogłosił to po smutnym konkursie w Holmenkollen. Wiedzieliśmy, że to się wreszcie musi stać,  ale odszedł w wydaje się najmniej spodziewanym momencie. Mógłby jeszcze trochę poskakać. Ale cóż, musimy uszanować jego decyzję i musimy mu za te wszystkie przeżycia i emocje związane z jego występami serdecznie podziękować.

Pierwszy skok oddał  w wieku sześciu lat. W wieku 15 lat zadebiutował w Pucharze Świata, ale?? w kombinacji norweskiej. Po pewnym czasie zdecydował się całkowicie poświęcić skokom narciarskim. Na początku do gwiazd nie należał,  miał kilka chwil zwątpienia, zawachania. Sezon 2000/2001 miał być przełomem w karierze polskiego skoczka. Zapowiedzią świetnego, pełnego sukcesów sezonu były kwalifikacje do pierwszego w zimie konkursu w Kuopio. Nasz orzeł z Wisły je wygrał. Wielu uważało to za sporą sensację. Jednak, Małysz został zdyskwalifikowany za zbyt długie narty i pozostało mu jedynie oglądanie pierwszego konkursu w Finlandii. Potem, nadszedł genialny dla Polaka Turniej Czterech Skoczni. Niemieccy dziennikarze byli zszokowani, tym, ze jakiś dość przeciętny  na tamten moment polski skoczek bije na głowę samego Martina Schmitta. Małysz Turniej Czterech Skoczni wygrał, a potem dołożył jeszcze zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata oraz  zdobycie mistrzostwa i wicemistrzostwa Świata w Lathi. Wtedy właśnie nastąpił początek wielkiej Małyszomanii. Małysz zmieniał Polaków. Dla wielu obca dyscyplina sportu, stała się inspiracją. Jego sukcesy się mnożyły: medale igrzysk min. w Salt Lake City, kolejne zwycięstwa w Pucharze Świata, czy kolejne dobre występy na Turnieju Czterech Skoczni. Jednak z czasem przyszły też pierwsze niepowodzenia, związane ze zwycięstwami min. Haanavalda. Ale Małysz wszystko przyjmował z pokorą, był wciąż spokojny i wyróżniała go olbrzymia wola walki, nawet w momentach, gdy nie łapał się do „trzydziestki”(a takie momenty były). To był skoczek, który się nie załamywał, który się podnosił po sportowych porażkach(a takie były). O Małyszu nie można powiedzieć, że miał ”swoje pięć minut”, on błyszczał przez lata, można powiedzieć przez pewną erę, erę Małysza. Fakt, jesteśmy już u schyłku tejże epoki.

Gdy Adam wyjeżdżał na mistrzostwa Świata w Oslo, mieliśmy(przynajmniej ja miałem) w świadomości to, że czeka nas co najmniej jeszcze jeden następny sezon z udziałem orła z Wisły, więc myślałem, że nawet w przypadku jakiegoś niepowodzenia Adam dostarczy nam jeszcze wielu emocji, nawet gdyby nie miało się to stać na tegorocznych MŚ. Jednak już w pierwszym konkursie w Holmenkollen Małysz stanął na najniższym stopniu podium, będąc gorszym tylko od będącego w niesamowitej formie tryumfatora Pucharu Świata, Thomasa Morgersterna oraz rodaka wspomnianego wcześniej skoczka-Andreasa Koflera. Zatem, do drugiego konkursu przystępowaliśmy nastawieni bardzo optymistycznie. Niestety, za drugim podejściem nie było już tak kolorowo i Adam zajął odległe, 11 w klasyfikacji miejsce.

Po tym konkursie Małysz wygłosił szokujący wywiad, kończąc: ,,Dwudziestego Szóstego marca w Zakopanem skoczę po raz ostatni”.  Wszystko jakby się zatrzymało. Epoka dobiegła końca.


pubsport.pl
Daniel Flak

Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html

http://daniel99.blox.pl