Adam szybuje, wiara w narodzie powraca

Adam Małysz nie przestaje zachwycać. Gdy wielu zaczyna w niego wątpić, gdy wiara w narodzie coraz słabsza on swoimi dalekimi lotami przesyła nam nową dawkę radości i entuzjazmu.

Wszyscy, którzy znają mnie osobiście i ci co odwiedzają mojego bloga wiedzą, że w Adama nie zwątpiłem nigdy: po nieudanych igrzyskach w Turynie czy słabszych dwóch sezonach przed olimpijskim sezonem 2009/2010, a przecież przed wylotem do Kanady w Pucharach Świata też nie było wielkiego skakania i to na Justynę Kowalczyk najbardziej liczyliśmy, w medalową zdobycz Adama wierzyli tylko jego najwierniejsi sympatycy. Inni mogą powtarzać, że on będzie dla nas zawsze bohaterem, ale wielkich lotów już nie będzie, a ja powtarzałem przez kolejne lata: mistrz powróci, jeszcze będzie szybował, jeszcze będzie zdobywał medale wielkich imprez, jeszcze będzie zadziwiał w Pucharze Świata, w Turnieju Czterech Skoczni. W trakcie igrzysk olimpijskich w Vancouver, gdy Małysz wywalczył pierwszy srebrny krążek napisałem artykuł o wielce wymownym tytule: „Jest medal! Adam Małysz w moim sercu na zawsze złoty.” Orzeł z Wisły jest niepodrabialny, jedyny w swoim rodzaju, on wskrzeszał w nas wiarę i wlewał w nasze serca nadzieję przez te wszystkie zimowe lata, tylko najwięksi z największych potrafią przez tyle lat utrzymywać się na topie i odradzać się w wielkim stylu po słabszym okresie. Kto nie szalał z radości, gdy w sezonie 2000/2001 Adam wygrał Turniej Czterech Skoczni i potem doprowadzał do spontanicznego wrzenia cały naród przez kilka kolejnych lat.

„Z Adamem zawsze wiązała mnie nierozerwalna więź. Po części dlatego, że skokami interesuję się od małego, o czym zresztą już pisałem. Ale przede wszystkim dlatego, że trafił się nam sportowiec wybitny, doskonały i co ważne nieskazitelny, zawsze taki sam, wielki na skoczni i skromny poza nią, w jego wypowiedziach nigdy nie było buty i arogancji. Nasz Adam, z którym każdy może się identyfikować, którego każdy podziwia za to jakim jest sportowcem i jaką jest osobą. Adam Małysz, ikona polskiego sportu”
– pisałem. Wszyscy obserwowaliśmy jego przemianę: z Adama, z którym ciężko rozmawiało się dziennikarzom, nie potrafiącego się odnaleźć w nowej rzeczywistości, w Adama żartującego, sypiącego anegdotami, pewnego swojej wartości. Jedno się w nim nie zmieniło: pozostał skromnym człowiekiem, szanującym kolegów ze skoczni oraz kibiców, pracowitym, nigdy się nie obrażającym. Otworzył się na kontakty z mediami i kibicami, ale nie ma w nim cienia pychy i wywyższania się.

Adam w miniony weekend dwa razy stanął na podium zawodów Pucharu Świata w Engelbergu. Teraz przed nim Turniej Czterech Skoczni, w którym jestem święcie przekonany będzie się liczył w walce o końcowy triumf. Potem mistrzostwa świata i jego skocznia Holmenkolen, na której może świętować jedne ze swoich ostatnich wielkich sukcesów. Tak, jak zawsze wierzę, że Adam z wielkiej imprezy znowu wróci z co najmniej jednym medalem i jakoś tak czuję, choć jeszcze trochę czasu pozostało, że w Holmenkolen będzie co najmniej jedno złoto.

Dalekie loty Małysza nie po raz pierwszy obudziły wiarę w narodzie. Nie mam wątpliwości, że transmisje z Turnieju Czterech Skoczni oraz mistrzostw świata znowu będą śledzić przed telewizorami miliony Polaków. Bo Adam, który jest częścią naszego życia, naszą wizytówką na świecie, potrafi zarazić entuzjazmem cały naród jak mało który sportowiec. Coraz mniej czasu dzieli nas od jego przejścia na zasłużoną emeryturę, ale na razie nie myślimy o tym. Cieszymy się, że ciągle jest w stanie skakać na tak wysokim poziomie i choć czasem wątpimy w niego to chcemy, by jego życie na skoczni trwało jak najdłużej, bo gdy on odejdzie nic już nie będzie takie samo. Małysz jest dla nas doskonałym przykładem i świadectwem, że wiara czyni cuda, nadzieja umiera ostatnia, zła karta musi się kiedyś odwrócić.

W bardzo osobistym artykule po wywalczeniu drugiego srebra w Vancouver, pisałem że Adam jest taką wartością uniwersalną, pamięć o nim nigdy nie umrze, jego sportowe dokonania będą wiecznie żywe w naszych sercach i sportowych kronikach. „Nawet kiedy skończy karierę, pamięć o nim przetrwa wiecznie, przebieg jego kariery stanowiący odzwierciedlenie prawdziwej siły, mocy, wiary we własne możliwości, a jednocześnie prostoty, skromności, ciepła i serdeczności, szacunku dla wszystkiego i dla wszystkich. Adam dziękuję ci za to, że jesteś i za to jaki jesteś” – dziękuję, ale nigdy nie powiedziałem i nigdy nie powiem, żebyś już odszedł na emeryturę. Skacz póki sprawia ci to radość, póki ci się chce, skacz dla własnej przyjemności. Ty już nic nie musisz, ty już możesz tylko chcieć. I chcesz, bardzo chcesz jeszcze raz pokazać swoją wielkość. Powodzenia w Turnieju Czterech Skoczni, w Oslo i w całym Pucharze Świata!

Oddaj swój głos na Sportową Publicystykę w konkursie Blog Roku 2010. Termin głosowania SMS 11.01.2011 godz. 15:00 – 20.01.2011 godz. 12:00

/red/ Pubsport relacjonował na żywo piątkowy i niedzielny konkurs. Zapis relacji: PIĄTEK, NIEDZIELA


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl