Afropionier

Początkiem XX wieku w Brazylii, czarnoskórzy piłkarze nie mogli grać na jednym boisku z białymi. Problem w tym, że wielu z nich było od jaśniejszych rywali dużo lepszych. Rozwiązaniem był prosty zabieg – najlepszych Afroamerykanów pudrowano w taki sposób, by… wydawali się mniej czarni niż byli. Kłopot ten jednak szybko zniknął i Brazylijczycy nie dość, że wpuszczali kolorowych zawodników do reprezentacji, to ci szybko stawali się największymi gwiazdami. Zawsze mnie zadziwia, że Anglicy, wpuścili pierwszego czarnoskórego człowieka do narodowego zespołu dopiero w 1978 roku, a więc ponad sto lat po jego pierwszym meczu!

Dziś kadra ojczyzny deszczu blisko w połowie składa się z Mulatów, bądź Murzynów. Na ostatnich mistrzostwach świata było ich ośmiu – David JamesGlen JohnsonAshley ColeAaron LennonShaun WrightPhillipsJermain DefoeLedley King Emil Heskey. A w zanadrzu są jeszcze Rio FerdinandGabriel Agbonlahor i wielu innych zawodników o skórze koloru kawy bez mleka. Niedostępny wcześniej szlak przetarł wszystkim Viv Anderson. Wyobrażam sobie, jak ciężko musiał mieć ten prawy pomocnik Nottingham Forest, jaka presja na nim ciążyła, ilu było niechętnych jego powołaniu. No i jak dobrym musiał być piłkarzem, skoro po ponad wieku zdecydowano się złamać obowiązujące wcześniej zasady w społeczeństwie tak konserwatywnym jak angielskie.

W Nottingham, które dziś próbuje nawiązać do czasów świetności i dobija się do Premier League, wciąż jest legendą. Nic dziwnego – z tym zespołem był związany od samego początku i tam odnosił największe sukcesy w historii swojej i klubu. Anderson wskoczył do pierwszego składu, gdy miał 18 lat, a władzę w klubie przyjął Brian Clough, którego nazwisko dziś poprzedzamy przymiotnikiem „legendarny”. Robimy tak, ponieważ w 1977 zespół z Andersonem w składzie awansował do najwyższej ligi i jako beniaminek zdobył mistrzostwo kraju, do którego dorzucił puchar ligi. Wtedy zaczął się tłusty okres czarnoskórego bocznego defensora.

Selekcjoner Ron Greenwood zasiał wiatr w 1978 roku przysyłając Andersonowi powołanie do reprezentacji. Zebrał burzę. Choć liczba dobrych, a nawet bardzo dobrych czarnoskórych zawodników w lidze stale rosła, społeczeństwo nie było przekonane, czy należy ich wpuszczać do kadry. Ostatecznie za Andersonem przeważyło, że urodził się i wychował w Anglii, a poza tym jego eleganckie i bardzo skuteczne wślizgi oraz rajdy prawą flanką były Anglikom bardzo potrzebne. W międzyczasie Nottingham sprawiło wielką sensację i dwukrotnie zostało najlepszą drużyną Europy. Nikt już nie sprzeciwiał się zabraniu obrońcy na mistrzostwa Europy w 1980 roku. Drzwi zostały wyważone…

Anderson dostał szansę gry tylko na Euro80. Choć wydawał się być lepszym piłkarzem niż Phil Neal Trevor Cherry, grał rzadziej od nich. Lepiej nie dociekać dlaczego… Mimo to pojechał na wszystkie wielkie turnieje w latach 80, w których wystąpiła Anglia – był na mundialach w Hiszpanii i Meksyku, pojechał też na EURO1988 w RFN-ie. Na boisku pojawił się jednak tylko w osiemdziesiątym roku.

Po rozegraniu przeszło trzystu spotkań dla Nottingham, gdy mistrzowska drużyna zaczęła się już staczać, za śmieszne dziś 250 tysięcy funtów przeniósł się do Arsenalu Londyn, czyli najnudniejszej wówczas drużyny na świecie. Tam pograł trzy lata i na półkę z trofeami dołożył jeszcze Puchar Ligi. Później zapragnął go mieć u siebie… sir Alex Ferguson. To był pierwszy transfer dokonany przez Szkota po objęciu drużyny z Manchesteru. Anderson ponownie przeszedł do historii.

Mając 35 lat odszedł z United do Sheffield Wednesday. Wydawało się, że to już schyłek kariery i nie zabawi tam za długo. On jednak pomógł awansować do League Championship, a w następnym sezonie został kapitanem i wywalczył promocję do Premier League. Tam jego Sheffield zajęło siódme miejsce. Bardzo przyczynił się również do awansu do aż dwóch finałów w roku 1993, jednak zarówno w Pucharze Anglii, jak i w Pucharze Ligi w decydującym meczu zwyciężał Arsenal.

Dwa lata później został grającym menedżerem drugoligowego Barnsley. Dziś takie łączenie funkcji zdarza się co najwyżej w ligach regionalnych. Wtedy również nie przyniosło świetnych rezultatów i jego klub ledwo uniknął spadku. Karierę zakończył w 1995 roku, po rozegraniu dwóch meczów w Middlesbrough. Choć grał w klubach większych i sławniejszych, prawdziwe sukcesy odnosił z dużo skromniejszym Nottingham. Tam zebrał aż sześć trofeów.

Po tym jak zakończył karierę, wybrano go do jedenastki wszech czasów Forest. W głosowaniu kibiców na najlepszego prawego obrońcę zebrał aż 96 procent głosów. Dziś regularnie uczestniczy w wydarzeniach organizowanych przez Narodowe Muzeum Piłkarstwa oraz prowadzi własne biuro turystyki sportowej.

W 2000 roku został za zasługi odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego, a jego sława znacznie wykracza poza kręgi związane z piłką nożną. Dla czarnoskórych jest symbolem walki z rasizmem, zaś Ferdinand, Heskey czy Cole na pewno pamiętają, kto uchylił im furtkę.


pubsport.pl
Michał Trela

Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl

http://trelik.blox.pl