Alternatywne derby Mediolanu

Co do tego, że bieżący tydzień upłynie pod znakiem zapytania (wykrzyknikiem!) derby della Madoninna, wątpliwości nie mam żadnych. Zastanawia mnie natomiast, czy w międzyczasie nie dojdzie do intensywnych wahań nastrojów w obu obozach. Przyczynkiem miałby być oczywiście potencjalny transfer Carlosa Teveza do jednego z mediolańskich krezusów.

W tej chwili jedno wiemy na pewno. Niemożliwym jest, aby Argentyńczyk w niedzielę o 20:45 wybiegł na San Siro i to niezależnie od tego, które barwy miałby wkrótce przywdziać. Dlaczego? Wcale nie dlatego, że storyline z jego przeprowadzką bije w Anglii rekordy oglądalności. Również nie dlatego, że załatwienie formalności trwałoby zbyt długo. Odpowiedź jest oczywiście trywialna – Tevez jest w tej chwili niegotowy do gry i byłby tylko osłabieniem dla jednej ze stron. Napastnik Manchesteru City nie powąchał bowiem murawy od września ubiegłego roku, a wszystko to z powodu niesubordynacji, jaką wykazał się względem trenera, Roberto Mancini’ego. Gdyby rzecz miała miejsce w klubie o charakterze prowincjonalnym, zapewne argentyński as wróciłby do łask po ustnej reprymendzie. Wszakże drzemie w nim niesamowity potencjał piłkarski, a także wolicjonalny. O pierwszym niech świadczy tytuł króla strzelców ubiegłego sezonu w Premier League czy blisko 60 występów w reprezentacji Argentyny. Żywym dowodem na obecność drugiego jest zaś estyma, jaką cieszy się w ojczyźnie. Kibice uwielbiają go za nieustępliwość, waleczność i hart ducha. Co więcej, Carlos Tevez miłość tą odwzajemnia w zupełności. Właśnie w meandrach jego psychiki należy upatrywać źródła tarapatów, w jakie popadł w klubie z „Etihad Stadium”. Zaczęło się od niewinnych ukłonów na łamach prasy w stronę najbliższych, do których, jak sam podkreślał, mu tęskno. Z biegiem czasu przekształciły się one w jawną krytykę swojego pracodawcy, który obładowany gwiazdami wcale nie był już od Teveza uzależniony. Punktem kulminacyjnym był występ, a właściwie jego odmowa, w spotkaniu z Bayernem Monachium. Marginalizowany snajper odmówił wejścia na boisko, co naturalnie rozsierdziło jego przełożonego. Mancini zadeklarował, że oczekuje od swojego podopiecznego przeprosin. Tevez nie przeprosił i po dziś dzień nie zagrał. Manchester City bynajmniej na takim obrocie spraw wiele nie stracił; ba, może nawet zyskał. „The Citizens” przewodzą ligowej stawce, a jedyną skazą na ich wizerunku jest 3. miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Pomimo zaistniałej sytuacji, a właściwie głównie za jej sprawą, Carlos Tevez jest jednym z najgorętszych obiektów na transferowym rynku. Najwięcej za zawodnika jest w stanie wyłożyć PSG, gdyż tamtejsi szejkowie zdradzają równie duże skłonności do wydawania pieniędzy, co pionierzy z Manchesteru. Jednak sam zainteresowany kręci nosem na samą myśl, że miałby grać w Ligue 1. Najchętniej wróciłby do ojczyzny, gdzie zostanie przyjęty jak bożyszcze, a ponadto wreszcie będzie blisko rodziny. Jednakże taka ewentualność w ogóle nie wchodzi w grę ze względów finansowych. Stąd też prężne zabiegi delegatur Milanu i Interu, by pochwycić intratny kąsek. „Carlitos” takim rozwiązaniem wydaje się być względnie ukontentowany, toteż walka pomiędzy dwoma mediolańskimi klubami rozgorzała na dobre. A wszystko to w przededniu derbów miasta. Skuteczniejszy jest póki co Adriano Galliani, a więc amministratore delegato „Czerwonoczarnych”, który osiągnął z zawodnikiem wspólny mianownik w kwestiach finansowych i pozostaje mu jedynie porozumieć się z Manchesterem City. Jedynie albo aż. Angielski klub ani myśli przystać na wypożyczenie persona non grata tamtejszego środowiska. Wolą klubu jest, aby pozbyć się Teveza definitywnie już w styczniu, a nie dopiero w czerwcu i to zresztą tylko ewentualnie, jak proponuje Milan. Tutaj pojawia się szansa dla rywala zza miedzy, z którym już w niedzielę Milan skrzyżuje miecze, a więc Interu Mediolan. Massimo Moratti jest podobno gotowy wyłożyć, co prawda również dopiero po zakończeniu sezonu po uprzednim wypożyczeniu gracza, 25 milionów euro. Z tym jednak zastrzeżeniem, że byłby to obowiązek pierwokupu, a nie jedynie przywilej, jak to się ma w przypadku oferty Milanu. Tym samym „The Citizens” pozbyliby się czarnej owcy ze stada de facto już teraz. Analogiczny zabieg został zastosowany przy transferze m.in. Marco Borriello z AC Milan do AS Roma. Taką transakcję można równie dobrze rozumieć jako płatność rozłożoną na raty. Abstrahując od formalności, Anglicy (szejkowie?) zapewne chętniej przystaliby na propozycję „Czarnoniebieskich”, natomiast Tevez – wręcz przeciwnie. Mamy zatem konflikt interesów i trzy prawdopodobne scenariusze jego rozwiązania. Primo, dyplomacja Interu tentuje Argentyńczyka coraz intensywniej, aż w końcu udaje się go przekonać. Secondo, oferta Milanu zostaje dostosowana do oczekiwań kontrahenta. Tertio, żadna ze stron nie przekracza granicy konsensusu i Carlos Tevez wciąż jest skazany na Manchester City, a Manchester City – na Carlosa Teveza. Na pytanie, który z nich jest najbardziej realny, odpowiedź możemy poznać bardzo szybko. Media spekulują, że decyzja strony angielskiej ma zostać podjęta jutro. Mi nasuwa się jednak na myśl inne pytanie. Komu tak naprawdę Tevez jest bardziej potrzebny? Milanowi, który zmuszony jest funkcjonować bez Antonio Cassano do końca sezonu czy Interowi, który musi wykonać skok jakościowy, by włączyć się do walki o scudetto? A może pytanie powinno brzmieć: gdzie Tevez lepiej się odnajdzie? Jednak te rozważania zostawiam na razie głęboko w szufladzie. Wrócę do nich, jak już alternatywne derby Mediolanu zostaną rozstrzygnięte.

A Wy na którego konia stawiacie?


pubsport.pl