Angielska włoszczyzna i skojarzenia dwa

Pojedynek na szczycie 30. kolejki Premier League pomiędzy Chelsea Londyn a Manchester City, ujmując rzecz wprost, rozczarował. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie bez znaczenia są tutaj persony prowadzące oba te kluby, a więc Carlo Ancelotti i Roberto Mancini. Niegdyś ci panowie krzyżowali rękawice w Derby della Madonnina, a w niedzielne po południe zwyczaje z tamtego okresu przeszczepili na angielski grunt. Warto dodać, że uczynili to na niekorzyść widowisku.

Angielska włoszczyzna

Włoscy trenerzy są ostatnio na Wyspach Brytyjskich w cenie. Gwoli zasad wymienić należy takie nazwiska jak: Giovanni Trapattoni, Fabio Capello, Roberto Di Matteo czy właśnie Carlo Ancelotti oraz Roberto Mancini. Nie wdając się w głębszą dysputę o preferowanym przez przybyszów ze słonecznej Italii futbolu, przyjmijmy zgodnie, że nie jest on zazwyczaj oszałamiający swoim rozmachem. Na Stamford Bridge postanowili nam to udokumentować byli rywale zza mediolańskiej miedzy, serwując grę nieporywającą, a momentami nawet zachowawczą. Drugi zarzut odnieść można w szczególności do bossa Manchesteru City, gdyż jego podopieczni nie krępowali bronić się oktetem we własnym polu karnym. „The Citizens” przede wszystkim myśleli o obronie, co wyraźnie dowodzi, że remis był dla nich wynikiem zadowalającym. Z Chelsea Londyn było o tyle lepiej, że dostrzegalna była w szeregach gospodarzy mobilizacja i chęć parcia do przodu. Jednak „The Blues” nie rzucili się oponentom do gardem, a systematycznie ich kąsali, co okazało się wariantem skutecznym. Chelsea była drużyną tylko ciut lepszą piłkarsko, ale zdecydowanie bardziej wyważoną i wyrachowaną. Na pewno wygrała zasłużenie.

Skojarzenia dwa

Sam mecz do najciekawszych nie należał, a jego przebieg wzbudził we mnie wspomnienie innego angielskiego szlagieru nie najwyższym lotów. Również grała Chelsea Londyn, również na Stamford Bridge, również rozstrzygnęła spotkanie dopiero na paręnaście minut przed końcem, również po bramce głową środkowego obrońcy i również pojedynkując się z Manchesterem, ale nie City, a United. Pamiętacie? Listopad 2009 roku, 12. kolejka ligowa i 1-0 dla londyńczyków po symbolicznym trafieniu Johna Terry’ego. Minuta po minucie tamtego meczu bym dzisiaj nie opowiedział, ale całokształt był do bólu analogiczny, czyli piłkarskie szachy dla skuteczniejszej Chelsea.

Druga uwaga dotyczy skojarzenia już zupełnie innego kalibru. Nie ukrywam, że jest to swoista nadinterpretacja, a może i nawet fantasmagoria. Otóż za kadencji Carlo Ancelotti’ego AC Milan był tworem w dużej mierze brazylijskim. O obliczu drużyny stanowili od obrony – Dida, Roque Junior czy Cafu, przez pomoc – Serginho czy Kaká, po atak Rivaldo czy Ronaldo właśnie Brazylijczycy. Byli oni po Włochach nacją, którą dołożyła najwięcej cegiełek do triumfów Milanu „Carletto”. W Chelsea Londyn Ancelotti wielu piłkarzy z kraju, który jest największą kopalnią talentów nie ma. Przed sezonem w kadrze znajdował się jedynie Alex, a Włoch w ostatnich dwóch okienkach transferowych sięgnął jeszcze po kolejno Ramiresa i Davida Luiza. To właśnie ci dwaj gracze rozstrzygnęli o rezultacie newralgicznej potyczki z Manchesterem City. W Chelsea brazylijskiego zaciągu oczywiście nie mają, lecz piłkarze z Kraju Kawy odciskają i tutaj coraz wyraźniejsze piętno. A przecież nie od dziś w kontekście klubu Romana Abramowicza wymienia się choćby takie nazwiska jak Alexandre Pato, Kaká czy Neymar. Gdyby rzeczywiście pozyskano latem któregoś z nich, to Brazylijczycy mogliby krok po kroku począć stanowić o sile Chelsea. Wiąże się to z szeregiem czynników, które na ów transfer musiałby się złożyć, wszakże akurat w ataku jest w Londynie kłopot bogactwa, lecz tli się dla takiego wariantu pewne prawdopodobieństwo.

Abstrahując od moich spontanicznych skojarzeń związanych z niedzielnym meczem, David Luiz zagrał kapitalne zawody. Ten gol podkreślił tylko wagę jego wkładu w grę zespołu. Były stoper Benfiki Lizbona spłaca zapłacone zań 25 mln funtów w ekspresowym tempie. Ponadto zaczyna przekonywać mnie do swoich możliwości Ramires. Piękna bramka to jedno, ale kreowanie gry i zaradność w środku pola także były u kończącego w najbliższy czwartek 24 lata pomocnika widoczne. Ramires wciąż jest dla mnie sporym znakiem zapytania. Wciąż nie mam przekonania, czy to właściwa osoba do środka pola w Chelsea. Jednak jestem takiego przekonania bliżej aniżeli jeszcze kilka tygodni wstecz.


pubsport.pl