Angielski dziennikarz to ma ciężkie życie

Jak już wam wspominałem, przed meczem Hull – Crystal Palace, po raz pierwszy za granicą figurowałem jako dziennikarz. Mogłem się przejść po centrum prasowym, ale co najważniejsze, porozmawiać z rzecznikiem prasowym i samymi miejscowymi dziennikarzami, jak to u nich wygląda. I wierzcie mi – ciężko mają. Zwyczaje są zdecydowanie inne niż w Polsce. Obyśmy nie czerpali od nich bezkrytycznie…

Dziennikarz nie ma praktycznie dostępu do zawodnika. Nie dzieje się tak tylko w Chelsea Londyn czy Manchesterze United. W Hull jest tak samo. Nie ma wstępu na treningi. Po meczu mogą porozmawiać z jednym, wyznaczonym do tego przez klub (!) piłkarzem. Jeśli natomiast chciałoby się zrobić wywiad – tu zaczyna się cała procedura. U nas ta procedura wygląda tak – wyszukujesz numer telefonu, dzwonisz, pytasz czy zechciałby, jeśli zechciałby to spotykasz się, rozmawiasz i publikujesz. A tam…

Na początek trzeba wysłać wiadomość do klubu, z prośbą o wywiad z danym zawodnikiem. Jeśli klub przychyli się do twojej prośby – pyta o zgodę trenera. Jeśli ten również odpowie twierdząco – wtedy decyduje zawodnik. „Czy przed publikacją klub też jeszcze sprawdza, co zawodnik powiedział?” pytam zszokowany. – Nie – odpowiada mi rzecznik prasowy – bo wiemy, że jak będzie coś niepochlebnego, to drugi raz wywiadu dany dziennik nie zrobi.

Brrr. Straszne. Rozumiem punkt widzenia klubu. To są pieniądze, globalne marki, budowane przez speców od lat. A tymczasem wkurzony zawodnik może nagadać na trenera i kolegów, skrytykować kibiców, dziennikarz opublikuje i już w świat idzie smród. A tak – piszą dobrze, albo wcale. Tyle, że to fatalne, bo jak coś jest złe, to trzeba pisać, że jest złe, a nie, „nie najlepsze z możliwych, ale i tak dobre”

Skąd więc biorą się informacje? Są konferencje prasowe pomeczowe i dwa dni przed meczem. Trzeba je wyciskać, jak cytrynę, do końca. To, że u nas często konferencja jest odbębniana, bo i tak każdy chce mieć materiał na wyłączność, tam by nie przeszło. – Musimy również śledzić Twittera i Facebooka. Piłkarze piszą tam czasem ciekawe spostrzeżenia – mówi jeden z dziennikarzy.

Nie wątpię, że mają swoje źródła, o których na głos nie mówią, ale klub zdecydowanie bardziej rygorystycznie pilnuje kontaktów z mediami, niż u nas. Na niektórych stadionach ekstraklasy, po meczu nadal da się wchodzić na murawę, by na gorąco porozmawiać z piłkarzami. Tam by nas chyba Scotland Jard powystrzelał…

PS I na koniec trochę liczb. O Hull City pisze około 30 dziennikarzy. W Premier League było ich w granicach 80. Wśród nich, po spadku do Championship, jest tylko jeden dziennikarz z gazety ogólnokrajowej. To pokazuje, o ile mniejszy rozgłos jest w II lidze.


pubsport.pl
Michał Trela

Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl

http://trelik.blox.pl