Angielskie zawirowanie

Nie ulega dyskusji, że ostatni dzień transferowego okienka na piłkarskim rynku był szalony. Padały zawrotne sumy odstępnego, a piłkarze gromadnie zmieniali barwy klubowe. Najgłośniejsze wydarzenia miały miejsce oczywiście w Anglii, gdzie głęboko do skarbonki sięgnęła Chelsea Londyn, otwierając zarazem swoim posunięcie drzwi do rozrzutności Liverpoolowi. Fernando Torres poszedł w ślady innych wielkich piłkarzy jak chociażby Luisa Figo, którzy przeszli w zaledwie jedną chwilę drogę od zera do bohatera w oczach dotychczasowych kibiców. Hiszpan uciekł niejako z tonącego na głębokiej wodzie statku i przeniósł się tam, gdzie są jeszcze w tym sezonie szanse na sukces. Na tym posunięciu naturalnie zyskał finansowo.

Roman Abramović nie był ostatnimi czasy szczególnie rozrzutny. Po spektakularnych wydatkach na początku swej działalności w Chelsea i kilku nie mniej zasobnych transferach w kilku następnych latach, rosyjski właściciel zakręcił kurek z pieniędzmi. Postanowił, że w klubie stworzy sprawnie funkcjonujący ośrodek szkolenia młodych talentów na wzór barceloński, ażeby Chelsea mogła długofalowo brylować na salonach bez gigantycznych nakładów finansowych co pół roku. Model ten nie obrósł na razie w wyczekiwane owoce, a w dodatku drużyna złapała w lidze zadyszkę. Abramović sięgnął więc ponownie po portfel i jednego dnia wydał ponad 70 milionów funtów. To i tak wierzchołek góry lodowej, bowiem właściciel „The Blues” dysponuje fortuną liczoną w miliardach funtów. Do dyspozycji Carlo Ancelottiego trafili zaś dwaj piłkarze, mogący diametralnie odmienić losy zespołu. Fernando Torres jest napastnikiem kompletnym, który przez 3 i pół sezonu zdobył w barwach Liverpoolu 65 goli, co świadczy o całkowitej adaptacji w angielskich realiach. David Luiz jest natomiast swoistą niewiadomą, lecz śmiem twierdzić, że u boku Johna Terry’ego wyrośnie na jednego z czołowych stoperów Premier League. Już w Benfice Lizbona zgłaszał przecież aspiracje do gry na najwyższym poziomie. Pytanie brzmi tylko, czy w jego wypadku aklimatyzacja przebiegnie równie szybko, jak u Torresa? Na pewno te dwa posunięcia Chelsea można rozpatrywać w kategoriach udanych. Co prawda kosztownych, do czego zdążyła się już odnieść UEFA, lecz zarazem niezbędnych, jeśli w Londynie wciąż myślą o obronie mistrzostwa.

W Liverpoolu jakby przeczuwali, że saga odejścia Fernando Torresa z klubu jest bliska (nie)0szczęśliwego zakończenia, stąd też zdecydowali jeszcze w zeszłym tygodniu o zakupie za 26 mln funtów Luisa Suareza. Kiedy stało się faktem, że „El Nino” więcej w czerwonym trykocie nie zagra, sięgnęli po kolejną armatę, Andy’ego Carrolla za 35 mln funtów. Pozostaje postawić pytanie, czy odejście Torresa nie wyjdzie Liverpoolowi na dobre? W końcu teraz „The Reds” mają w swych szeregach dwóch bardzo dobrych snajperów, którzy predysponują do miana kompletnych, a są ponadto od hiszpańskiego (anty)bohatera Anfield młodsi – Carroll o 5 lat, Suarez o 3. W perspektywie kolejnych lat rozwiązanie to może więc Liverpoolowi wyjść naprawdę korzystnie, a koszty przy nim poniesione, zachowując oczywiście pewne proporcje, nie są wcale duże. Do klubu wpłynęło 50 mln, a wydano o 11 mln więcej. Uwzględniając jeszcze jeden znaczący transfer Liverpoolu w tym okienku, czyli sprzedaż Ryana Babela do Hoffenheim za 6 mln funtów, wydatki redukują się do ledwie 5 mln. Sądzę zatem, że Liverpool zyskał na wszystkich tych operacjach. W drużynie przecież źle się działo, a Torres wcale nie grał wyjątkowego sezonu (o Babelu nawet nie wspominając). Może nowi zawodnicy wniosą w szeregi zespołu energię potrzebną do odzyskania sportowego pionu. W końcu obaj to już nazwiska znane. Luis Suarez błyszczał skutecznością w Ajaxie Amsterdam i reprezentacji Urugwaju nie pierwszy sezon, a Andy Carroll wybuchł formą w lidze angielskiej jako piłkarz Newcastle United i ma już na swoim koncie 11 bramek w bieżących rozgrywkach. Jeśli chociaż jeden z nich nie obniży lotów, Liverpool będzie miał godnego następcę Fernando Torresa. Jeśli natomiast obaj będą spisywać się jak do tej pory, ekipa Kenny’ego Dalglisha może jeszcze odratować ten sezon i zająć nawet miejsce premiowane grą w eliminacjach do Ligi Mistrzów.


pubsport.pl