Argentyna w rozpaczy

No i stało się!  Gospodarze poza burtą turnieju już na etapie ćwierćfinału po porażce z odwiecznymi rywalami z Urugwaju. 

 

Spełniły się senne koszmary argentyńskich kibiców. Ich drużyna, która od początku nie zachwycała, poległa już na pierwszej poważnej przeszkodzie mimo tego, że rywale przez ponad godzinę musieli sobie radzić w osłabieniu po czerwonej kartce dla Diego Pereza. Postawę Argentyńczyków na tegorocznym Copa ciężko określić słowami. Powiedzieć katastrofa to mało. Przecież Albicelestes grali w składzie optymalnym, co z urzędu stawia ich w gronie najlepszych drużyn świata.  Na kompromitacje podopiecznych Sergio Batisty zanosiło sie od samego początku.  Ledwo wywalczony remis ze słabiutką Boliwią, ledwo uratowany remis z Kolumbią i niewiele znaczące zwycięstwo z Kostaryką, która nie dość, iż potęgą nie jest, to jeszcze grała w bardzo odmłodzonym składzie.

 

Nie wyobrażam sobie, aby po dzisiejszym spotkaniu Batista pozostał na stanowisku. Miał być tym, ktory zrobi krok naprzód po przeciętnie radzących sobie Diego Maradonie i Alfio Basile. Niestety. O ile poprzednicy Batisty jeszcze jako tako potrafili sklecić ze swoich piłkarzy kolektyw i udało im się wypracować  jaki taki styl gry, o tyle pan Batista poległ już na tym etapie tworzenia nowej reprezentacji, która miała ponoć zdetronizować Hiszpanów i wygrać w najbliższych latach wszystko.  Począwszy od Jose Nestora Pekermanna na Batiscie kończąc, żaden z selekcjonerów Albicelestes nie potrafił znaleźć miejsca na boisku dla Leo Messiego.  Z tym, że Batista poszedł dalej i postanowił sobie, że najlepszy piłkarz świata będzie liderem jego drużyny. Niby logiczne, ale nie w tym przypadku. Messi nie jest typem człowieka o charakterze lidera. Ma olbrzymi dar od Boga, który w połączeniu z ciężką pracą wyniósł go na szczyt, ale to nie on trząsł szatnią czy to w Barcelonie czy w reprezentacji. Natomiast Batista opracował tylko jeden schemat taktyczny opierający się na Messim właśnie w roli lidera. Tą samą drogą poszedł na Mundialu w RPA Carlos Queiroz prowadzący wówczas Portugalczyków, który mając drużynę bez Luisa Figo czy Nuno Gomesa, obciążył Cristiano Ronaldo pełnią obowiązków lidera, rozgrywającego, skrzydłowego, napastnika i jeszcze uwiązał go opaską kapitańską. Efekt w obu przypadkach był/jest podobny, a Ronaldo dopiero teraz powoli dorasta do swej roli dzięki Jose Mourinho, który w Realu właśnie jego foruje na  następcę Raula.  Moje zdanie na ten temat jest takie, że gdzie by obu panów na boisku nie ustawiać ( a grać potrafia praktycznie wszędzie bo piłkarze to zjawiskowi), to i tak na zawsze pozostaną oni skrzydłowymi. Ciężko przecież sterować ekipą od flanki. Zidane, Ballack, Xavi, Pirlo, czy wcześniej Platini, Cruyff, oni zawsze grali w środku pola. Dla przykładu taki David Beckham, który całe życie biegał po flance jest symbolem podobnych „pięknych katastrof” w wykonaniu Synów Albionu, co katastrofy argentyńskie.

 

Wracając do samego ćwierćfinałowego spotkania, to bez wątpienia było to najlepsze spotkanie obu drużyn na tym turnieju co cieszy, bo obawiałem się, że zarwę nockę dla bezładnej kopaniny. Obrona, najsłabsza formacja Albicelestes, dała się oszukać już na samym początku i to za sprawą stałego fragmentu gry. Potem błysnął Messi i można powiedzieć, że tylko wtedy, gdy napastnik Barcy błyskał, Argentyńczycy stwarzali zagrożenie pod bramką Urugwaju. Bramką, która była niczym zamurowana dzięki fantastycznej postawie Fernando Muslery, który tak obrywał ode mnie na Mundialu, gdzie praktycznie przegrał Urugwajczykom medal. Urugwaj za to może być wzorem jak należy się bronić grając w osłabieniu.  Urusi bronili się mega inteligentnie, przez co argentyńskie siły desantowe były bezradne. Coraz starszy Forlan i niesamowity Suarez robili więcej niż pół tuzina argentyńskich napastników. W obliczu dzisiejszych wydarzeń to Urugwaj urasta do roli głównego faworyta imprezy, bo Brazylijczycy problemy mają podobne co ich rywale z Argentyny.

 

Podsumowując

 

Nie wiem co zrobią włodarze argentyńskiej federacji, ale zdziwię się mocno jeśli nie podejmą decyzji o dymisji dotychczasowego szkoleniowca. Reprezentacja gra bez stylu i charakteru, ani piłkarze ani trener nijak nie reagują na wydarzenia boiskowe. Bez względu na to, czy przegrywają czy wygrywają, grają tak samo, niczym Legia Warszawa w ostatnim sezonie. Nie ma lidera, bo nie sprostał temu zadaniu Ever Banega. Lidera próbuje się na siłę szukać w Messim co może sie jeszcze długo nie udać.  Zespół nie ma innego pomysłu na wepchnięcie piłki do siatki rywali niż podanie do Messiego i czekanie na to co będzie dalej. I to jest właśnie kluczowe pytanie : co będzie dalej. Za chwile startują eliminacje do Mundialu, który rozegrany zostanie niedaleko, bo w Brazylii. Tam presja będzie na Canarinhos, ale Argentyńczycy z takim potencjałem kadrowym muszą zdobywać trofea, albo przynajmniej medale. Za trzy lata w Brazylii będzie najwyższa pora.

 

 



pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html