Australian Open okiem kinomana

Australian Open 2011. Dramat, tragikomedia, komedia romantyczna, erotyk, sensacja, horror, thriller. Przez dwa tygodnie Melbourne Park było wielką filmową areną, w której główne role grali tenisiści i tenisistki.

Maratony z udziałem Francesci Schiavone były gwarancją większych emocji niż najlepszy nawet horror, thriller, dramat czy film sensacyjny albo… erotyk. Skupmy się na tym najważniejszym, czyli na batalii ze Swietłaną Kuzniecową. Trzeci maratoński set rozpoczął się od trzęsienia ziemi, zupełnie jak u Hitchcocka, a potem emocje narastały. Niesłychana, ofiarna gra z obu stron, bronione meczbole, efektowne popisy, wspaniała defensywa, heroiczna walka do końca, przypuszczany szturm i odwrót z jednej i drugiej strony, rosnące emocje, napięcie, zwroty akcji i coraz większe… podniecenie. Grały, grały i grały, cały set trwał równo trzy godziny. Co w tym czasie można było zrobić? Wziąć relaksacyjną kąpiel, pójść na spacer, ogolić się (mężczyźni) lub wydepilować nogi (kobiety). A może małe albo nawet trochę większe niż małe bara bara? A zważywszy na to, ze to była niedziela pójść do i wrócić z kościoła. Ale wtedy nie przeżylibyśmy eksplozji przyjemności, taki mecz to totalna jazda bez trzymanki, odlot na całego, ekstaza, szybsze bicie serca, zaczerwienione policzki, przeszywający plecy na zmianę zimny i gorący pot, kumulująca się adrenalina, narastające napięcie. Pragniesz więcej i więcej i to dostajesz. Ot taki tenisowy orgazm. Tylko fani tenisa, którzy to przeżyli mogą zrozumieć to wszystko co tu napisałem.

Dramat to sytuacja Venus Williams. W meczu II rundy z Czeszką Sandrą Zahlavovą Amerykanka nabawiła się kontuzji pachwiny, ale wróciła na kort po przegraniu I seta w tie breaku i grając na jednej nodze wygrała dwie kolejne partie. Na roztańczoną Andreę Petković wystarczyło jej sił tylko na 1,5 gema, po czym zeszła z kortu. Wielki dramat doświadczonej Amerykanki. Ważą się losy tenisowej kariery jej siostry Sereny, oby to nie był też koniec Venus.

Andrea „Dirty Dancing” Petković wzbogaciła nasz film o elementy muzyczne. Tańcem zaczęła celebrować swoją radość po każdym meczu w Brisbane. Tam ją to zaprowadziło do finału, w Melbourne Park tańcząca Andrea została pierwszą niemiecką ćwierćfinalistką Australian Open od 1999 roku. Petković, Julia Görges, do formy po kontuzji na pewno wkrótce powróci Sabina Lisicka. Wszystkie młode, utalentowane, piękne, głodne sukcesu. A nie zapominajmy o Andżelice Kerber. Niemiecki tenis powoli się odradza!

Mamy i tragikomedię. Karolina Woźniacka została zadrapana przez małego kangura, którego próbowała podnieść. Niezła jest ta duńska Polka czy Dunka polska jak kto woli, zbajerowała dziennikarzy, którzy uznali jej konferencje za nudne. „Nie sądziłam, że w to uwierzycie, przecież to nie brzmi prawdopodobnie” – oświadczyła tłumnie przybyłym dziennikarzom. „Jestem naprawdę dobrą aktorką. Może powinnam się postarać o rolę w filmie” – dodała. Tak, już nie powiem w jakim. Blondynka to w końcu blondynka, bez urazy. Nie lepiej było pozostać przy wersji, że beznadziejni dziennikarze ciągle zadają te same nudne pytania? A tak wydało się, że Karolina koloru włosów nie oszuka, bez urazy. I taka ironia, za ten niewinny żarcik Karolinkę ten mały kangur wykopał w półfinale. I pozostały dwa duże siniaki: pierwszy to nauczka, że z kangurami się nie zadziera, drugi to kara za asekuracyjną grę w najważniejszych momentach meczu z Na Li. Jeżeli Karolina w życiu codziennym tak jak na korcie nie przejawia inicjatywy to współczuję jej facetowi/facetom (a może powinienem im zazdrościć?).

A propo Karoliny, to coś ją od dawna ciągnie do Nando Verdasco, czyżby jakiś romansik, który skrzętnie skrywają przed całym światem? Ale co w takim razie Karolina robiła w obozie Andyego Murraya podczas półfinałowego meczu z Davidem Ferrerem? Gra na dwa fronty, a co tylko facetom wolno? Andy przecież rozstał się z dziewczyną jakiś czas temu, więc domysłom nie ma końca. Za to pachnie na odległość romansem Any Ivanović i Novaka Đokovicia. Czyżby między znajomymi z dzieciństwa budziła się namiętność? Że niby Novak ma efektowną narzeczoną powiecie. Nie wiecie jak to jest? Tenisiści zmieniają dziewczyny jak rękawiczki, ale żeby była równowaga tenisistki też wymieniają facetów. Ot takie życie tenisowego celebryty moi drodzy, jakoś to napięcie trzeba rozładować, niekoniecznie ze stałym partnerem, który nie zawsze musi być po ręką. Stały partner tenisisty czy tenisistki, czy w ogóle ktoś taki istnieje? Mamy zatem element miłosny i komedii romantycznej.

O paradoksie, jakoś mężczyznom te romansiki, gierki, flirciki, seksualne orgie (zwał, jak zwał) nie szkodzą. A co się dzieje z tenisistkami, choćby z taką Kurnikową czyVaidišovą? Że nie wspomnę o Lenie Wiesninie, która pewnego razu szukała pocieszenia w ramionach pewnego hokeista i o zgrozo uwieńczone to zostało na taśmie. O dziwo wszystkie filmiki „Lena w akcji” kilka godzin po wycieku zablokowano. Dlaczego Lena, dlaczego, przecież nie masz się czego wstydzić. A tak między nami ciekawe w czyich ramionach Rosjanka leczyła smutki po bęckach, jakie dostała w I rundzie Australian Open od Virginie Razzano? Stawiam na przedstawiciela takiej dziwnej dyscypliny co się zwie futbol australijski. Ivanović ciągle tylko obiecuje, że już jest coraz lepiej, a efektów nie widać. Póki co efektownie prezentuje się jedynie na trybunach dopingując Nole, bo w Melbourne już w I rundzie psikusa sprawiła jej Jekaterina Makarowa, fakt że po pełnym emocji boju, ale marne to dla niej pocieszenie. A może Ana planuje zostać kurą domową jak Vaidišová?

To tylko kilka historii, na podstawie których mogła by powstać wielogatunkowa produkcja. W Melbourne wydarzyło się mnóstwo ciekawych rzeczy, może wy macie jakieś propozycje na wzbogacenie naszego filmu?


pubsport.pl
Łukasz Iwanek
Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.
http://sportowapublicystyka.blox.pl