Bądź twardy, trudny czas się zbliża…

W czwartek znaleźli się ustach całej Polski i połowy Europy. Ogranie arabsko-angielskiego giganta z Manchesteru piłkarzom Lecha Poznań pozwoliło przez chwilę poczuć się pełnoprawnymi obywatelami Europy. W niedzielą z niebios zstąpili do piekieł. 40 tysięczny stadion nagle zamienił się w kilkutysięczny komunistyczny relikt, renomowany rywal z Wysp w siermiężnego reprezentanta Śląska, a dystyngowany Pan Lech z Europejczyka na powrót stał się wystraszonym Leszkiem z zachodniej Polski. Moim zdaniem przed poznańską ekipą są bardzo trudne miesiące, które mogą zdecydować, które oblicze klubu będzie można uznać za obowiązujące.

Blask ocen gaśnie, wokół ciebie ful pokus…

Co takiego stało się lokomotywą, która rozjechała Manchester City? Hipotez jest wiele, najpopularniejsza to ta mówiąca, że poznaniakom po prostu ciężko zmobilizować się na rywalizację ligową. Obalić ten pogląd można by bardzo łatwo. Otóż brak motywacji do gry piłkarze Lecha mogli odczuwać na początku sezonu, teraz ich ligowa sytuacja jest tak dramatyczna, że każdy pojedynek, jest jak o życie. Tylko czy w Poznaniu ktoś zdaje sobie z tego sprawę? Chyba nie do końca. Wydaje się, że europejskie sukcesy napawają piłkarzy Bakero nadzwyczajną pewnością siebie, wiarą w to, że kiedy tylko zechcą to zaczną rządzić na ligowym podwórku. Pytanie tylko dlaczego nie zachciało im się wczoraj. Cóż, strzał Sławomira Peszki w ostatniej minucie z wolnego nakazuje mi poważnie zastanowić się nad tym, czy oby świętowanie czwartkowej wiktorii nie przedłużyło się w stolicy Wielkopolski do soboty.  To jednak wytłumaczenie okazjonalne, problem leży w głowach, czas porzucić myślenie zakładające, że każdy krajowy rywal sam położy się przed ,,wielkim” Lechem.

Długo będziesz trawił ten goryczy puchar…

,,Kolejorz”  na ten moment wygodnie usadowił się w strefie spadkowej i jeśli tak dalej pójdzie to przynajmniej na razie w niej pozostanie. Przeświadczenie o sile zespołu nakazuje nam być raczej spokojnym o utrzymanie go w lidze. Jednakże wczoraj przyszło mi do głowy, że totalna ,,olewka” Ekstraklasy może dla Lecha być opłakana w skutkach. Otóż, jeżeli Lech wyjdzie z grupy w Lidze Europy, to na wiosnę czeka go wycieńczająca batalia na trzech frontach. Co najmniej jeden dwumecz z bardzo silnym zagranicznym teamem, do tego 14 kolejek ekstraklasy, w których trzeba będzie wykaraskać się na bezpieczne miejsce, w którym za uchem nie będzie Lechowi sapała Cracovia oraz rozgrywki moim zdaniem obecnie dla mistrza Polski priorytetowe.

Chcesz pojechać za granicę za nią, nie jedź! Wiedz, że już niedługo nieczysto zagra twój anioł…

Chodzi oczywiście o Puchar Polski, który jest jedyną realną drogą dostania się do rozgrywek międzynarodowych 2011/12. Europejski sen, jakkolwiek piękny prędzej czy później się zakończy, poza sławą, pieniędzmi i punktami do rankingu nie pozostanie po nim nic. Nawet ćwierćfinał nie da karty wstępu na następny sezon. Liga… można by pozostawić to bez komentarza. Runda jesienna potrwa 16 kolejek. Skończy się na początku grudnia, mniej więcej w tym czasie, w którym odbędą się batalie z Juventusem i Sazburgiem. Wierzycie, że w 5 ligowych meczach (Polonia W., Lechia, Polonia B., Korona, Widzew) Lech zmobilizuje się i ugra tyle punktów by jeszcze w tym roku trafić na bezpieczną lokatę,a po restarcie rozgrywek bić się z o medale? Ja wątpię. Jeśli będzie tak jak przypuszczam to w krótszą o 2 spotkania wiosnę,  jedyne co będzie mógł osiągnąć ze swoimi podopiecznymi Bakero to szeroko rozumiany środek tabeli.

Wzmocnij się jak Mike Tyson…

W zimowej przerwie działacze i szkoleniowcy Lecha usiądą i zdadzą sobie zapewne sprawę z dramaturgii swojego położenia. Zakładam, że do stycznia Kolejorz awansuje z grupy w LE, a w lidze zdobędzie maksymalnie 9 punktów. Okaże się wtedy, że wiosną trzeba będzie mocno się napocić. Wiadomo, że dla takiego klubu, szczegónie w kontekście osiągniętego w czwartek rezultatu, gra w europucharach jest obowiązkiem. Niesamowitym marnotrawstwem rankingowych punktów byłoby, gdyby Lech w następnej edycji nie zagrał. Rodzi się więc pytanie, czy w Poznaniu jest tylu klasowych piłkarzy, którzy wytrzymają walkę na trzech frontach?

W to szare popołudnie między grudniem a styczniem…

Odpowiedź jest zdecydowanie przecząca. Braków kadrowych można by wymienić kilka. Najpoważniejszy to chyba brak godnego zmiennika dla Artjomsa Rudnevsa. To, że nie będzie nim Joel Tchimbamba jest chyba oczywiste. Dodatkowo wydaje mi się, że przydałoby się pomyśleć o znalezieniu playmakera, który postraszyłby trochę i dał ,,kopa” chimerycznemu Stilicowi. Młodzi Kiełb i Możdżeń są silnymi punktami, ale prezentują nierówną formę. Teoretycznie najmniejszy problem jest w defensywie. Tutaj też mogą się jednak pojawić problemy zdrowotne, szczególnie w sytuacji grania praktycznie co trzy dni. Nie zazdroszczę  trenerowi Bakero, czeka go pracowita zima, którą spędzi na poszukiwaniu graczy i zgrywaniu ich resztą składu. Teoretycznie pieniędzy na wzmocnienia nie braknie, tylko czy działacze będą chcieli je wydać, skoro dotychczasowymi działaniami potwierdzali, że poznaniacy jednak mają tę ,,szkocką” cechę, z której są znani w kraju.

Górę biorą emocje, nie intelekt…

Pochopnie zmieniono szkoleniowca, ten z kolei w meczu z Ruchem dokonał dziwnych roszad w składzie. Na ławce posadził między innymi Rudnevsa, a w jego miejsce desygnował ,,Dżoela” czym ostatecznie potwierdził to co napisałem w poprzednim akapicie. W Poznaniu było, jest i jeszcze przez długi czas będzie gorąco. Obecny sezon jest dla Lecha historycznym. Oby nikomu nie zagotowały się głowy. Wygrany mecz z Wisłą przygasił nieco pożar, ale od wczoraj ogień znów trawi poznańską maszynę. Jaki będzie finał?

Znam przebieg spraw, o których nie mogę zapomnieć…

Pamiętam wszystkie mecze Lecha w europejskich pucharach w tym roku, pamiętam wielkie emocje związane z wcześniejszymi sukcesami za kadencji Smudy, chcę aby Lech zagrał w przyszłym sezonie w Lidze Europy. Jeżeli, tak jak szumnie zapowiadano, drużyna ta ma być wizytówką polskiej piłki to każda osoba odpowiedzialna za jej formę powinna uważać. Trudny czas się zbliża, nadchodzi prawdziwy test europejskości teamu z Poznania.

PS. w tekście użyto fragmentów utworu… grupy… 🙂 kto zgadnie o kogo chodzi?


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/