Balans na cienkiej linie – w Kielcach nic dwa razy się nie zdarza!

Do końca grupowych zmagań pozostały tylko dwie rundy spotkań. Oznacza to, że wkraczamy właśnie w rozstrzygającą fazę rywalizacji. Kto zdążył już zapewnić sobie awans? Jak rysują się potencjalne pary Top16 oraz ćwierćfinału? Wybiegniemy nieco w przyszłość, ale najpierw chwila na przypomnienie gorączki ubiegłego weekendu, którego epicentrum po raz drugi w obecnym sezonie znalazło się na świętokrzyskiej ziemi.

Tom O’Brannagain powrócił do Kielc. Przyczyna ów wydarzenia mogła być tylko jedna – kielecki parkiet znów gościł Match of the Week! Po listopadowym starciu z mistrzami Hiszpanii – Barceloną – do Kielc zawitał lider Bundesligi, zespół Rhein-Neckar Loewen. Znów czekały nas wielkie emocje i szalenie dramatyczna końcówka. W oczy kielczan (kibiców jak i zawodników) ponownie zajrzały demony jesiennego szlagieru. 

Mecz trwał u szczytu emocji od pierwszego do ostatniego gwizdka arbitrów, mimo że jedyne prowadzenie gości przypadło wyłącznie na wynik 0:1 oraz 1:2! Wówczas to kolektyw Vive zaczął „trybić” i gospodarze złapali wiatr w żagle. Niemcy zaś nie zdołali już więcej przełamać kielczan. Zabrakło sportowego szczęścia i odrobiny wyrachowania. Dobrze funkcjonowała obrona żółto-biało-niebieskich wraz ze Sławomirem Szmalem w bramce. Korzyści z takiego obrotu spraw czerpali jak zwykle niezawodni skrzydłowi mistrzów Polski z Ivanem Cupicem (5 bramek) w roli głównej. Dzięki temu w 8. minucie gospodarze prowadzili 4:2, a w dziesięć minut później podwoili przewagę (9:5). Wtedy jednak znów do głosu doszli przyjezdni. Świetne spotkanie rozgrywał Mads Larsen, którego rzuty doprowadziły do remisu 10:10 w 25. minucie. Gdyby nie dwa obronione przez Szmala karne, „Lwy” ponownie wyszłyby na prowadzenie. Wtem znów na poziomie inicjatywy nastąpił obrót o 180′ stopni i ostatnie zdanie (a właściwie dwa) należało do Vive. Spokojniej było więc zapewne w kieleckiej szatni, gospodarze prowadzili bowiem do przerwy 12:10.

Po ponownym wyjściu na parkiet rozwiązał się zapieczętowany wcześniej worek z bramkami. Prym w ostrzeliwaniu rywali wiedli gracze drugiej linii – Denis Buntić i Kim Ekdahl Du Rietz. Obrony wyraźnie potrzebowały kilku chwil na zacieśnienie szyków. Kielczanie wciąż utrzymywali stabilną, dwu/trzy-bramkową przewagę. Goście jednak nie spuszczali głów i w końcu dopięli swego – remis po 20 na kwadrans do końca. Wydawało się już, że tym razem niemiecki napór da „Lwom” upragnione prowadzenie. Ale nic z tych rzeczy! To gospodarze zachowali więcej zimnej krwi. Ponownie uzyskali minimalną przewagę i w komfortowej sytuacji wchodzili w decydujące fragmenty. Kiedy do wyniku 27:24 doprowadził Manuel Strlek, powrót Rhein-Neckar Loewen wydawał się praktycznie niemożliwy. Ale zaraz błyskawiczną bramkę dołożyli Niemcy. Różnica stopniała do zaledwie dwóch trafień. O czas poprosił trener Dujszebajew by przygotować zaplanowaną akcje na wagę 2 punktów. Liderzy Bundesligi zaproponowali zaś obronę „każdy swego”. Do końca pozostawało 60 sekund. Zamysł trenera Vive okazał się skuteczny i kielczanie koncertowo zgubili krycie, wypuszczając rywali w maliny. „Oko w oko” z bramkarzem stanął Aginagalde i… spudłował. Hiszpan rzucał by „zamknąć” mecz. Natychmiastowa kontra Niemców okazała się skuteczna i mamy gola kontaktowego! Kolejna akcja Vive – piłkę bierze Zorman, odważnie atakuje w strefę i… traci ją! Wypisz, wymaluj – historia rodem ze spotkania z Barceloną. Nie mogłem uwierzyć w to co widzę – istne deja vu. Pewna wygrana znów mogła zamienić się we frajerski remis. Niemcy wzięli czas, zagrali na Andy’ego Schmida. Ten lecz, w odróżnieniu od Jespera Noddesbo, nie znalazł drogi do kieleckiej bramki. 28:27. „Uff…” – pomyślałem – „nic dwa razy się nie zdarza”!

Bitwa pod Kielcami była niewątpliwie najciekawszym i najbardziej pasjonującym bojem 12. kolejki nie tylko ze względu na tytuł MotW. Poziom spotkania oraz atmosfera wokół gry była na najwyższym poziomie. Zapraszam na pomeczowy wywiad z trenerem gości, Nikolajem Jacobsenem, a my tymczasem ekspresowo zajmujemy się resztą gier. Było na co popatrzeć!

W innych spotkaniach grupy A emocji również nie zabrakło. Najbardziej wyrównana gra toczyła się pomiędzy KiF’em Kolding a Montpellier. Na duńskim parkiecie w trakcie pierwszej połowy prowadzenie co chwilę przechodziło z rąk do rąk. Drugie 30 minut zaś należało już tylko do gospodarzy, którzy osiągnęli nawet 4 bramki przewagi. Ostatecznie Francuzi zdołali nawiązać kontakt, lecz nie byli w stanie doprowadzić do remisu. Wzorem Szmala, ostatnią piłkę odbił Kasper Hvidt, zapewniając zwycięstwo KiF Kolding 27:26.

Równocześnie z meczem w Hali Legionów Vardar gościł u siebie beniaminków ze Szwecji. Ekipa Kristianstad fatalnie rozpoczęła spotkanie. Gospodarze z miejsca zafundowali przyjezdnym cztery bramki z rzędu. Macedończycy nie potrafili jednak powiększyć przewagi, która utrzymywała się w podobnych rozmiarach do 50. minuty. Wówczas młodzi Szwedzi doprowadzili do remisu (32:32) – konsternacja! Ale czas dla podopiecznych Raula Gonzaleza rozwiązał problem. Doświadczona ekipa ze Skopje przy wsparciu kibiców zdominowała końcówkę. Ostateczny wynik – 38-36. Skazywane na pożarcie Kristianstad napsuło krwi faworytom.

Ostatnie starcie „kieleckiej” grupy, określane „polskim meczem” zapowiadało się hitowo. Barcelona w Palau Blaugrana podejmowała Pick Szeged. Jednak większych emocji nie było. Katalończycy trzymali jak na uwięzi szarpiących się Węgrów. Przewaga raz rosła, raz malała, ale to Barcelona w pełni kontrolowała mecz. Warto podkreślić bardzo dobry występ Deana Bombaca (przyszłego zawodnika Vive), świetną zmianę Piotra Wyszomirskiego, gol Syprzaka i powrót do gry Filipa Jichy. Blaugrana odniosła ani przez moment niezagrożone zwycięstwo 30:25.

Oto tabela grupy A na dwie kolejki przed końcem. Korespondencyjne starcie o pierwszą lokatę stoczy Vive z Barceloną. Obie ekipy w ten weekend udadzą się na wyjazdy, aby w ostatniej kolejce ugościć rywali na własnym parkiecie. Jeżeli kielczanie dopiszą do swojego konta komplet czterech punktów, liczyć będą na sukces „Lwów” w Palau Blaugrana. W kontekście 3/4 miejsca decydujące będzie niedzielne spotkanie Vardaru z Pickiem.

1. FC Barcelona Lassa 12 9 1 2 366 : 328 (38) 19
2. KS Vive Tauron Kielce 12 7 3 2 366 : 346 (20) 17
3. Rhein-Neckar Löwen 12 7 1 4 325 : 307 (18) 15
4. MOL-Pick Szeged 12 7 1 4 349 : 332 (17) 15
5. HC Vardar 12 7 0 5 351 : 318 (33) 14
6. Montpellier HB 12 3 1 8 319 : 347 (-28) 7
7. IFK Kristianstad 12 2 1 9 355 : 385 (-30) 5
8. KIF Kolding Kobenhavn 12 2 0 10 307 : 375 (-68) 4

Bez niespodzianek obyło się również w grupie B. Veszprem pokonało Zagrzeb (27:25) po jednostronnym spotkaniu (nawet +7) , Flensburg namęczył się zaś by zdobyć twierdzę w Celje (26-30), a PSG rozstrzelało Besiktas (40-28). Smutna wiadomość napłynęła natomiast z Kilonii. Wisła, mimo heroicznej postawy, uległa mistrzom Niemiec. Płocczanie prowadzili już nawet czterema bramkami (5:9) i rozgrywali najlepsze spotkanie w obecnej edycji LM. Jednak ogranie „Zebr” zadecydowało o końcowym wyniku. O poziomie wyrównania spotkania niech poświadczy fakt, iż najwyższą przewagę dwóch bramek THW osiągnęło… na samiuteńki koniec, ustalając wynik rzutem przez całe boisko na kilka sekund przed ostatnią syreną. Biorąc pod uwagę całokształt 60 minut można pokusić się nawet o stwierdzenie, iż to właśnie Wisła była drużyną lepszą. Niestety, chłodne głowy, opanowanie i moc doświadczeń przeważyły szalę zwycięstwa na korzyść Kilonii (26-24).

Układ tabeli w „płockiej” grupie jest jeszcze ciekawszy. Z czołowej trójki najcięższy kalendarz ma Flensburg – zmierzy się i z PSG , i z Veszprem. To właśnie te dwa spotkania rozstrzygną o losach rywalizacji. Liczyć się będzie stosunek meczów bezpośrednich oraz tzw. „mała tabelka”. Co ciekawe, tych samych przeciwników co „Wikingowie”ma również Orlen Wisła, więc Nafciarze raczej nie powąchają już choćby punktu. Ich 6. lokata wydaje się być jednak niezagrożona. Czwarte miejsce na „mur-beton” przypadnie THW, piąte dla młodej ekipy z Zagrzebia.

1. Paris Saint-Germain Handba… 12 10 0 2 380 : 335 (45) 20
1. SG Flensburg-Handewitt 12 10 0 2 369 : 316 (53) 20
3. MVM Veszprém 12 9 1 2 346 : 311 (35) 19
4. THW Kiel 13 7 1 5 369 : 359 (10) 15
5. HC Prvo plinarsko drustvo … 12 4 1 7 305 : 313 (-8) 9
6. Orlen Wisla Plock 12 3 2 7 325 : 343 (-18) 8
7. RK Celje Pivovarna Lasko 12 2 1 9 319 : 345 (-26) 5
8. Besiktas Jimnastik Kulubu 13 1 0 12 353 : 444 (-91) 2

Bardzo pomocną grafikę przedstawił EHF, prezentując wszystkie możliwe kombinacje par Top16. Jakkolwiek by nie łączyć, muszą powstać wielkie hity. Zapraszam więc do zabawy i rozkładania poniższej układanki na czynniki pierwsze.

Dziś mogliśmy tylko czysto hipotetycznie pogdybać i pobawić się w przewidywanie pojedynków play-off. Nadchodzący weekend odpowie na wiele pytań. Nic tylko cieszyć się szczypiorniakiem na najwyższym poziomie i zarezerwować długie sobotnio/niedzielne wieczory na spotkanie z esencją handballa.