Będzie co oglądać, czyli po losowaniu 1/8 finału Ligi Mistrzów

Jak co roku, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, w siedzibie UEFA rozlosowano pary 1/8 finału Ligi Mistrzów. Nie wiem czemu, ale jeszcze podczas ostatniej kolejki grupowej byłem przekonany, iż pary poznamy już w poprzedni piątek, 14 grudnia. Tymczasem po raz pierwszy od… nie pamiętam kiedy, nyońską ceremonię przeprowadzono w czwartek, a nie w piątek.

Ponadto, tak się złożyło, że rozlosowano takie same pary, jak podczas próby przeprowadzonej dzień wcześniej:

 

(kliknij, aby powiększyć) 

Ale zostawmy to na boku, bo czekają nas dwumecze absolutnie godne piłkarskiej Ligi Mistrzów.

Galatasaray Stambuł – Schalke 04

Jako, że Sporting Braga prezentował się bardzo przeciętnie w Lidze Mistrzów począwszy od fazy play-off, w najlepszej szesnastce znalazła się ekipa Galatasaray. Posiada ona wielu naprawdę znanych i ciekawych graczy, jak choćby Emmanuel Eboue, Felipe Melo, Milan Baros, czy – przede wszystkim – Burak Yilmaz, który aktualnie lideruje w klasyfikacji strzelców razem z Cristiano Ronaldo.

Kluby z Turcji znane są ze swej waleczności, szczególnie na własnych obiektach, gdy są niesione dopingiem fanatycznych kibiców. Kto wie, może będzie to jedna z przyczyn awansu stołecznej drużyny do 1/4? Choć Schalke wyszło z pierwszego miejsca (dzięki trzem wygranym i trzem remisom), przed Arsenalem, to ich gra nie była zbyt przekonująca. Jej odzwierciedleniem jest 6. miejsce w tabeli Bundesligi, które aktualnie zajmuje zespół z Veltins Arena. Niczego nie chcę ujmować półfinalistom LM sprzed dwóch sezonów (a wówczas w lidze byli jeszcze niżej), pragnę jedynie zwrócić uwagę na to, że zapowiada się zacięta rywalizacja.

Celtic Glasgow – Juventus Turyn

Mówcie co chcecie, ale do mnie wygrana z Barceloną i awans kosztem Benfiki nie przemawiają. Zapowiada się najbardziej jednostronna para w całej 1/8. Niekoniecznie chodzi mi tu o jakąś zawiść, jaką mógłbym odczuwać do Celtów w związku z faktami wymienionymi w pierwszym zdaniu tego akapitu, ale moim zdaniem brakuje im tego „czegoś”, co mieli jeszcze 3-4 lata temu, gdy wyrzucali z LM Manchester United. Wstyd się przyznać, ale palce jednej ręki zupełnie by mi wystarczyły do wymienienia wszystkich piłkarzy aktualnie grających w tym zespole…

Po drugiej stronie mamy Juve, które wyszło z jednej z grup śmierci i to we wspaniałym stylu. Tę drużynę naprawdę chce się oglądać – zdecydowanie zasłużenie liderują w Serie A z dużą przewagą nad pozostałymi. Pokazuje nam to również aktualny stan włoskiej piłki. Jest Stara Dama, potem przepaść i reszta. Wśród Bianconeri upatrywałbym nawet kandydata do najlepszej czwórki Champions League.

Arsenal – Bayern Monachium

Wbrew pozorom, tu również możemy być świadkami teatru jednego aktora. O kryzysie w Arsenalu mówi się już od tygodni, ale póki jako-tako radzą sobie na europejskiej scenie, nie ma jeszcze tragedii. Jednakże jeśli nie zmieni się nic, lub zmieni się niewiele, to szybko pożegnamy się z Kanonierami.

W Bawarii sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Jest wygodny, bezpieczny fotel lidera i tylko jedno mocniejsze potknięcie na Białorusi na początku października. Odkąd Chelsea sprzątnęła Bayernowi Puchar Europy sprzed nosa, można mówić tam o podrażnionej ambicji, która teraz przeradza się w moc niszczenia przeciwników. Mówiąc szczerze, to nie byłbym zdziwiony, gdyby ta drużyna ponownie znalazła się w finale Champions League i tym razem nie dała sobie wyrwać trofeum z rąk. Należy jednak czynić to krok po kroku, a jednym z nich będzie wyeliminowanie londyńczyków.

Szachtar Donieck – Borussia Dortmund

Aby polecieć na mecz, piłkarze jednego, bądź drugiego klubu będą nam musieli przelecieć nad głowami. Tyle z Ligi Mistrzów dla Polski. No i jeszcze polski tercet, który jest motorem napędowym podopiecznych Juergena Kloppa. Myślę, że Szachtar dla dortmundczyków rywalem do ogrania, chociaż to samo mogą powiedzieć Mistrzowie Ukrainy o Mistrzach Niemiec.

Przecież niesamowita walka z Chelsea oraz Juve w grupie nie mogła się wziąć z nikąd. Oby tylko wszyscy trenujący na Donbass Arena pamiętali, co to jest fair play i przypomnieli sobie dyspozycję z października i listopada tego roku. Jeśli oba warunki zostaną spełnione, to możemy spodziewać się fantastycznego dwumeczu. Tylko pech chciał, że rywalizacja tej pary będzie pokrywać się z bojem gigantów (Realu z United). W tym momencie przychodzi nam z pomocą Multiliga…

AC Milan – FC Barcelona

Prawdopodobnie w Mediolanie na Barcę zareagowano słowem: „znowu”. Jednak różnica w porównaniu do ubiegłego sezonu jest taka, że teraz Katalończycy są jeszcze większymi faworytami. Obejrzałem kilka spotkań Rossoneri w tym sezonie i nieźle się rozczarowałem. Przegrana batalia o 1. miejsce w grupie z pogrążoną w kryzysie Malagą nie rokuje dobrze.

W Barcelonie panuje względny spokój. Kibice liczą, że nie dojdzie do powtórki z Glasgow i wszystko pójdzie w dobrym kierunku. W La Liga, póki co, wszystko mają pod kontrolą, lecz wszyscy wiedzą, że celem jest także wygranie Ligi Mistrzów. Jestem przekonany, że da się go zrealizować, choć nie wykluczam także, iż ktoś znów zatrzyma Barcę. Mamy w tym sezonie kilka fantastycznych drużyn, a w system pucharowy ma to do siebie, że „ktoś musi odpaść, żeby awansować mógł ktoś”.

Real Madryt – Manchester United

Największa, najciekawsza, najbardziej prestiżowa dwójka tego szczebla rozgrywek. W dodatku dla mnie sentymentalna, bo właśnie mecze tych klubów pamiętam jako pierwsze świadomie przeze mnie obejrzane w ramach Ligi Mistrzów UEFA 10 lat temu. Były one niesamowite – 11 goli w dwumeczu i losy awansu toczące się do samego końca, a na boisku van Nistelrooy, Raul, Zidane, Ronaldo (oczywiście Luís Nazário de Lima), czy Beckham. Chwilami żałuję, że nie mogę wrócić do tych czasów. Jako ciekawostka zaznaczę, że zarówno Anglik, jak i Holender jeszcze wtedy grali dla Czerwonych Diabłów, ale kolejno w latach 2003 i 2006 przeszli do… Królewskich. Osobiście uważam, że te transfery zepsuły i umniejszyły rangę tych graczy, ale to tylko moje prywatne zdanie.

U Mistrzów Hiszpanii ostatnio nie dzieje się najlepiej. Trener Jose Mourinho miał nawet powiedzieć, że nie ma już szans na wygraną w Primera División. Według mnie jest trochę za szybko na tego typu orzeczenia, ale jeśli mówi tak The Special One, to nie musi przecież tak uważać naprawdę. Może być również elementem jego taktyki na walkę z rywalami. Niemniej jednak sądzę, że w tym sezonie wszelkie siły rzucił na Ligę Mistrzów i na boczny tor schodzą wszelkie inne sprawy nawet Barca i tytuł w kraju.

Za to Manchester United niedawno wygrał z lokalnym rywalem bezpośredni pojedynek o fotel lidera Premier League, a w europejskich pucharach nie zmęczył się jeszcze za bardzo – miał awans już po 4 rozegranych meczach. Możnaby więc podopiecznych sir Alexa Fergusona uznać za minimalnych faworytów, ale to i tak dość odważne stwierdzenie. Oby nastąpił na boiskach taki spektakl, że do samego końca nie będziemy wiedzieli, kto przejdzie dalej!

Valencia – PSG

Tu również mamy do czynienia z ciekawą parą. Nietoperze to jedna z najlepszych hiszpańskich drużyn będących za plecami dwóch wielkich. Bez specjalnych problemów awansowali do 1/8 Ligi Mistrzów, więc prawdziwa weryfikacja ich możliwości dopiero nastąpi.

Nie będzie łatwo, bo na przeciwko stanie opływająca pieniędzmi drużyna PSG. Oglądałem kilka jej meczów i muszę przyznać, że spodziewałem się większych fajerwerków. Nie lubię klubów z tak ogromnym zasileniem budżetowym, ale – z drugiej strony – są oni najlepsi spośród tych najbardziej załadowanych kasą. Zarówno dla jednej, jak i dla drugiej ekipy ćwierćfinał jest w zasięgu, tylko kto po niego sięgnie?

FC Porto – Malaga

Ciekawie się złożyło, że dwa kluby z Półwyspu Iberyjskiego zagrają ze sobą. Smoki już pokazały swoje waleczne oblicze, choć z grupy wyszły jako drugie. Lecz los przydzielił im rywala średniej klasy – ani łatwego, ani trudnego.

Choć Malaga to też finansowy twór, to teraz boryka się z wielkimi kłopotami finansowymi i UEFA może zdyskwalifikować drużynę z udziału w europejskich pucharach w następnym sezonie. Dlatego dochodzi tam czynnik motywacyjny, bo każda wygrana to doładowanie portfela i szansa na załagodzenie kryzysu.

Nie wiem jak inni, ale mnie w paru przypadkach czeka dylemat z wyborem meczu na dany wieczór. Tak, jak wspominałem, być może skończy się na Multilidze. Z jednej strony to dobrze, że można pogodzić dwa mecze, ale z drugiej trochę szkoda, że nie będzie można się skupić w pełni na żadnym z nich. Cóż, jest jeszcze sporo czasu do namysłu. Są to jednak najprzyjemniejsze „problemy”, jakie spotyka się oglądając ukochaną Champions League.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl