Będzie jeszcze lepiej!

Podsumowanie Pucharu Świata nie jest łatwym zadaniem. Może dlatego, że niemal każdy mecz opatrzyłem już komentarzem. Radość z wyniku dość skutecznie odpycha od wyszukiwania wad i problemów, z drugiej jednak strony kolejnej laudacji na cześć podopiecznych Anastasiego, jak i samego włoskiego szkoleniowca pisać chyba nie ma co.

Nie oglądajmy się więc za siebie. Albo inaczej – oglądajmy, ale w ramach konstrukcji przyszłości. Chyba już nie warto kierować słów do malkontentów i wątpiących, bo jeśli ktoś wciąż do tego grona należy, to ja jestem bezsilny. Ja na potrzeby tego tekstu przyjmuję założenie, że należymy do najściślejszej światowej czołówki. Stąd można wysunąć wniosek, że możemy pokonać każdego, co implikuje szansę na złoty medal w Londynie. Koniec dowodu. Właściwie w tym momencie mógłbym skończyć wpis. Ale mam jeszcze kilka spostrzeżeń.

Przez cały turniej dusiłem tę myśl w sobie, ale nie chciałem poruszać tej kwestii. Bo o to właśnie w chodzi, żeby jej nie poruszać. Ile razy przez ostatnie dwa tygodnie przewinęło się w mediach nazwisko Mariusza Wlazłego? Zdaję się w połowie drugiego tygodnia gdzieś je widziałem. A poza tym cisza. Bartman miał być niestabilny emocjonalnie. Jarosz chimeryczny i niepewny. A okazało się, że mamy parę atakujących, której wielu może nam zazdrościć. Abstrahując nawet od przyczyn i słuszności argumentów stron konfliktu Wlazłego z PZPSem – ekipa bez atakującego Skry stworzyła wspaniały kolektyw i chyba nie warto teraz tego rozgrzebywać. Można wprawdzie przytoczyć kontrargument w postaci świetnych powrotów Gumy i Winiara, ale czy są to postaci do których Wlazłego można przyrównywać? I czy okoliczności ich powrotów byłyby analogiczne? Nie sądzę.

Jeśli już wspomniałem o obalaniu negatywnych opinii na temat niektórych zawodników, to warto jeszcze wspomnieć o Łukaszu Żygadło. Znowu – jeśli ktoś ma wciąż wątpliwości co do niego to ja już nie jestem w stanie nic zrobić. W czasie Mistrzostw Europy wielu mówiło, że gra bo musi. Teraz mieliśmy bezpośrednią rywalizację o miejsce w składzie z człowiekiem-legendą Pawłem Zagumnym. Rozgrywającym, który w Polsce jest uważany za geniusza. I nie należy doszukiwać się w tym przesady. Żygadło był na tym turnieju wcale nie gorszy. Obaj nasi rozgrywający mieli słabsze momenty. Ale po to jest ich dwóch żeby się uzupełniać, czyż nie?

Kilka lat temu, gdy mieliśmy na środku duet Kadziewicz-Pliński mogło się wydawać, że złapaliśmy Pana Boga za nogi. To co mamy powiedzieć teraz? Ani Możdżonek, ani Nowakowski nie musieli wygrzebywać się ze złej sławy. Ale i tak zdołali chyba jeszcze bardziej podnieść swoje akcje. Szczególnie Nowakowski został w końcu doceniony na pełną skalę, choć cały sezon reprezentacyjny miał świetny. Teraz już nie szło nie zwrócić na niego uwagi. Na naszego zimnokrwistego mordercę z twarzą dziecka.

A przecież Pliński z Kadziewiczem wciąż grają w siatkówkę, i to na wysokim poziomie. I tutaj dochodzimy do najwspanialszej sprawy. Mamy po prostu problemy bogactwa. Kilka lat temu kadra ciągnęła na pokoleniu ’77-78: Zagumny, Świderski, Pliński, Gruszka, Ignaczak, Gacek. Potem było pokolenie ’83 z tytułem mistrzów świata juniorów: Winiarski, Wlazły, Ruciak, w tamtym zespole grał też dwa lata młodszy Możdżonek. Teraz dziarsko wdarło się pokolenie ’87-88: Bartman, Kurek, Nowakowski, Kubiak, Jarosz. I już wchodzą kolejne roczniki. Wiśniewski, Zatorski, nieobecni na Pucharze Świata Mika, Kłos, Drzyzga. To już coś więcej niż nowe pokolenie. Gdy Brazylijczycy grają enty sezon bez większych zmian, u nas co roku notujemy jakieś odkrycia. Co rusz wydaje się, że mamy młodego zawodnika, który może zostać w kadrze na lata, a tu zaraz kolejny młokos robi furorę. Ciekawe kto będzie naszą nową gwiazdą na Igrzyska Olimpijskie w Londynie? Piotr Hain? Dawid Konarski? Wojciech Ferens? W naszej lidze talentów nie brakuje. Z tej mąki może być sporo pysznego, polskiego chleba.


pubsport.pl
Paweł Kazimierczyk
Wrocławianin, student Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej. W styczniu 2010 rozpocząłem prowadzenie bloga olimpijsko.blox.pl. Grudzień tegoż roku przyniósł mi zaproszenie do PubSportu, kolejna zima zaowocowała z kolei przeniesieniem bloga do serwisu naTemat.pl, gdzie można mnie znaleźć pod adresem pawelkazimierczyk.natemat.pl. Pisuję o wielu dyscyplinach. Być może wygląda to tak, że myślę, że znam się na wszystkim, ale sądzę, że przeboleję taką opinię i będę robił swoje. Największe emocje wzbudzają we mnie zawody w których sportowcy występują pod barwami narodowymi, stąd też ogromna fascynacja imprezą jaką są Igrzyska Olimpijskie. Przy czym wobec tych wszystkich rozgrywek niemal zawsze w ślepej kibicowskiej naiwności wierzę w sukces tych pod biało-czerwonym sztandarem.
http://pawelkazimierczyk.natemat.pl