Bernadetta Bocek-Piotrowska zapowiada zawody PŚ w Szklarskiej Porębie

Niedawne zawirowania związane z wycofaniem się z Tour de Ski to już historia. Dla Justyny Kowalczyk starty w zawodach Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie będą jednym z ostatnim oficjalnych występów przed igrzyskami olimpijskimi w Soczi. – Nieoczekiwane zmiany zawsze w pewien sposób zakłócają sprawdzony rytm przygotowań, ale nie sądzę, aby to okazało się wielkim problemem. Nie przy doświadczeniu Justyny i jej trenera – mówi Bernadetta Bocek-Piotrowska, czterokrotna uczestniczka mistrzostw świata i trzykrotna uczestniczka igrzysk olimpijskich w biegach narciarskich.

Jakich rozstrzygnięć spodziewa się pani w ten weekend na Polanie Jakuszyckiej?

A czego tu można się spodziewać? Wszyscy oczekujemy na zwycięstwo Justyny Kowalczyk w biegu na 10 km, to chyba nie ulega wątpliwości. Co do sprintu, jeśli wygra Justyna, to będzie rewelacja. Ale specjalnie na to nie liczę, zresztą nie tylko ja. Wiemy, w jakiej sytuacji jest Justyna. Wiemy też, jak wyglądały zawody w Novym Meście. Co prawda tym razem nie będzie na starcie Norweżek, Finek i Szwedek, ale będą choćby Niemki i Amerykanka Kikkan Randal, najlepsza obecnie specjalistka od sprintu na świecie. Na pewno Justyna będzie się bardzo starała, bo startuje przecież przed krajową publicznością. Myślę, że do ćwierćfinału spokojnie się załapie. Pozostaje jednak kwestia, jak to się wszystko dalej potoczy…

Według kursów w firmie bukmacherskiej Fortuna, niedzielny bieg na 10 km powinien być „teatrem jednej aktorki”. Pod nieobecność Skandynawek ktoś może zagrozić Justynie?

Zapowiada się bardzo fajny bieg ze startu wspólnego. Myślę, że Justyna sama dobiegnie na metę, bo wątpię, aby w pozostałych ekipach znalazła się godna rywalka dla niej. Amerykanki na takim dystansie nie mają szans z Justyną, Niemki podobnie. O innych reprezentacjach nawet nie ma co wspominać.

Piąty z rzędu tytuł „Najlepszego Sportowca Polski” jeszcze bardziej wzmocni Justynę w biegach przed własną publicznością?

Na pewno w jakimś stopniu takie wyróżnienie dodatkowo „nakręci” Justynę. Plebiscyty zawsze są fajnym zastrzykiem mobilizacji ze strony kibiców. To wyraźny przekaz pod hasłem „jesteśmy z tobą, podobają nam się twoje starania”. Takie rzeczy podbudowują Justynę, ale ona i bez tego doskonale wie, co ma robić. Ostatnie prawie cztery lata poświęciła na przygotowania do igrzysk w Soczi i cały czas dąży do kolejnego olimpijskiego sukcesu. Bo to właśnie igrzyska zawsze najbardziej pozostają później w pamięci zawodników.

Te ostatnie zmiany w kalendarzu przygotowań i startów nie odbiją się na Justynie w decydujących momentach sezonu?

Tego tak naprawdę nie wie nikt. Poznaje nam zaufać doświadczeniu Justyny i trenera Wierietielnego. Oni najlepiej wiedzą, co robią. Wiadomo, że niespodziewane zmiany zawsze w pewien sposób zakłócają sprawdzony rytm przygotowań, ale nie sądzę, aby to okazało się wielkim problemem.

Czy możemy się doszukiwać jakiegoś „drugiego dna” w tym, że Norweżki mają wyznaczone wewnętrzne kwalifikacje do kadry olimpijskiej właśnie w terminie zmagań na Polanie Jakuszyckiej?

Kalendarz pucharowy był znany dużo wcześniej i do dyspozycji zainteresowanych pozostawały rożne terminy. Ale ten akurat był chyba najbardziej rozsądny ze wszystkich na przeprowadzenie mistrzostw kraju. Do Novego Mesta zależało Norweżkom, aby pojechać, bo mają bardzo silną drużynę. Podczas Tour de Ski też nie mogli zrobić tak ważnych zawodów. Z kolei później wyznaczyć mistrzostw nie można było, bo dana zawodniczka musi odpowiednio wcześniej wiedzieć, czy pojedzie na igrzyska. Ten weekend jest i tak już dosyć późnym terminem, więc nie doszukiwałabym się w tym wszystkim żadnych podtekstów.

Co  – na niespełna 4 tygodnie przed igrzyskami – możemy powiedzieć o dyspozycji pozostałych Polek?

One jakby cały czas powoli dochodzą do formy. Starty w Tour de Ski podniosły im pułap wymagań. Od półtora roku dziewczyny trenują pod okiem Ivana Hudaca.  Przez taki czas żaden trener tak naprawdę nie jest w stanie zbyt wiele zrobić. A moim zdaniem to, co był w stanie robić, zrobił. Widać, że popracował nad siłą, szybkością i byciem drużyną. Myślę, że dotychczas wykonana praca przyniesie wkrótce owoce.

Jaśkowiak, Maciuszek, Kubińska, Szymańczak. Kto z tej czwórki może w najbliższym czasie pokusić się o najlepsze wyniki?

W sprintach powinna się pokazać Sylwia Jaśkowiec. Co wcale też nie znaczy, iż nie będzie jej widać w biegu na 10 km oraz biegu łączonym. W tym ostatnim coraz lepiej powinna się też prezentować Paulina Maciuszek. Ostatnio poprawiła styl łyżwowy, a klasycznym już nie raz dobrze biegała. Nie wiem za to, co się dzieje z Kornelią Kubińską. Coś nie potrafi ruszyć z miejsca, ale może właśnie akurat na igrzyskach uda się jej zrobić jakiś przyzwoity wynik. Agnieszka Szymańczak dopiero co doszła za to do zespołu, bo nie było jej na Tour de Ski i trenowała indywidualnie.

Trudne warunki pogodowe mogą mieć wpływ na przebieg rywalizacji w Szklarskiej Porębie?

Trasa jest usypana, sypnęło też jeszcze trochę świeżego śniegu, który przysypał ten brudniejszy. Powinno być fajnie. Jedyne co, będzie trochę trudniejsza sprawa ze smarowaniem nart. Ale najlepsi serwismeni dadzą sobie radę i w takich okolicznościach przyrody.

Zazdrości pani trochę młodszym koleżankom? Za pani czasów nie było takiej imprezy w Polsce?

Oczywiście. Kiedy ja startowałam, nie mogłyśmy nawet marzyć o czymś takim. Jeździłyśmy za to do Słowaczek do Strbskiego Plesa, gdzie odbywały się zawody Pucharu Świata. Atmosfera była super. Byłyśmy z nimi jak siostry, więc dużo nie straciłyśmy.

Nie słabnie w Polsce zainteresowanie skokami narciarskimi. A co z biegami? Odczuwa pani rosnące zainteresowanie nimi wśród dzieci i młodzieży?

Tak, koniunktura na biegi powoli zaczyna się nakręcać. Mam coraz więcej sygnałów, że choćby w centralnej części kraju brakuje miejsc, gdzie można trenować bieganie bez konieczności wyjazdu do Zakopanego. Powinno być więcej takich szkół jak ta w Warszawie, gdzie od pewnego czasu z powodzeniem funkcjonuje klasa biathlonowa. Zwróćmy zresztą uwagę, że nasz najlepszy obecnie zawodnik, czyli Maciek Staręga, który coraz śmielej poczyna sobie w Pucharach Świata, pochodzi z Siedlec. Bardzo bym chciała, aby w niedalekiej przyszłości również w innych regionach Polski powstały ośrodki, gdzie będą się mogli rozwijać utalentowani biegacze i biegaczki. Wprawdzie ostatnio jest dość krucho ze śniegiem, ale jak pokazuje przykład wspomnianej szkoły z Warszawy, w każdych warunkach można sobie jakoś poradzić. Trzeba jednak pamiętać, że same sukcesy Justyny Kowalczyk nie wystarczą, aby rosło zainteresowanie biegami w Polsce. Do tego potrzebna jest jeszcze odpowiednia postawa związku, a także nauczycieli wychowania fizycznego i samych rodziców. Przy dużej liczbie zwolnień z w-fu oraz braku zainteresowania tym przedmiotem, trudno oczekiwać, aby później wyszło z tego coś pozytywnego dla naszej dyscypliny.

źródło: inf. prasowa Arskom Group


pubsport.pl
Damian Ślusarczyk
29 lat, wychowany pod Kielcami, mieszka w Manchesterze, PubSport.pl z małymi przerwami ogarnia od 8 lat. Stale udowadnia, że jest w stanie znaleźć "coś" ciekawego w każdej dyscyplinie sportu. Obserwuj mnie na Twitterze
http://www.pubsport.pl/