Bez emocji? Nie u nas

Mnóstwo dramatycznych spotkań pełnych dramatycznych zwrotów akcji oraz emocji, a na końcu upragniony awans do najlepszej szóstki – tak wyglądała dla nas II faza grupowa siatkarskich Mistrzostw Świata w Polsce. Podobno poradnie kardiologiczne mają rozgrzane telefony, bo w trakcie każdego meczu kibice dzwonią i proszą o wizyty. A przecież najważniejsze chwile tego turnieju wciąż przed nami.

Wygrany mecz to trzy wygrane sety, nie dwa i pół

Po pierwszych dwóch partiach meczu z Iranem, chyba wszyscy byliśmy spokojni o końcowy rezultat. Osobiście uważałem, że jeśli przypilnujemy przeciwników od początku (z czym w poprzednich spotkaniach miewaliśmy problemy), będziemy ich w stanie pokonać. Kamień spadł mi z serca, gdy Mariusz Wlazły od początku wstrzelił się zagrywką i męczył nią podopiecznych Slobodana Kovaca. Nawet Piotr Nowakowski jakby się otrząsnął z kiepskiej dyspozycji i przestał psuć serwisy. Zamiast tego dorzucił kilka punktów ze środka.

Co stało się w secie numer 3? Nie potrafię dokładnie wytłumaczyć. Prawdopodobnie wybiła nas z rytmu 10-minutowa przerwa, choć przecież już mieliśmy sześciopunktowe prowadzenie (13:7). Prawdopodobnie za szybko uwierzyliśmy, że mecz już się wygrał sam.Tymczasem Persowie znacznie poprawili przyjęcie, a wiatr w żagle złapał ich najlepszy atakujący, Amir Ghafour. Odniosłem wrażenie, że przez pierwszą godzinę reprezentacja Iranu jeszcze się aklimatyzowała w Łodzi. To ważny znak przed starciem z Brazylijczykami.

Zdemotywowała nas też kontuzja Michała Winiarskiego, choć może nie ona sama w sobie, a sposób, w jaki opuszczał Atlas Arenę. Wyglądało to na coś bardzo poważnego, skoro dwóch członków sztabu musiało mu pomóc przy wychodzeniu. Jednak w jego miejsce pojawił się Mateusz Mika, który przecież w dwóch pierwszych spotkaniach wypadał fatalnie, a do niego właśnie poszło sporo ważnych piłek w czwartym i piątym secie, a on je kończył. Być może on faktycznie lepiej czuje się, gdy nie wychodzi w pierwszej szóstce? Będą jeszcze okazje, by to sprawdzić.

Czymże jednak byłaby nasza drużyna bez Mariusza Wlazłego! Mamy mnóstwo szczęścia, że w naszej kadrze jest taki lider. Choć momentami monotonne jest, gdy Marek Magiera regularnie powtarza jego nazwisko po udanej akcji polskiego zespołu, zdaję sobie sprawę, że żaden inny atakujący nie sprostałby takiej presji, jaka ciąży na siatkarzu PGE Skry Bełchatów. Nareszcie może dać upust wszystkim emocjom i przerodzić je w atomowe ataki oraz zagrywki, za którymi momentami bardzo tęsknimy. Choć nie zawsze jeszcze jego komunikacja na boisku z Pawłem Zagumnym wygląda jak należy, obaj robią wszystko, aby było jak najlepiej. 

Muszę się przyznać, że znów w oczy zajrzało mi widmo odpadnięcia z turnieju. Zdawałem sobie sprawę, ze ewentualna porażka z Iranem bardzo skomplikuje nam grupową sytuację. Grę na przewagi w tie-breaku obserwowałem w pozycji klęczącej obok naszych statystyków. Eksplozja radości (i jednocześnie ulgi), jaka potem nastąpiła, była nie do opisania, dlatego ją nakręciłem:

Magiczne rezerwy reprezentacji Francji

Gdyby nie pomoc Argentyńczyków, którzy pokonali w Bydgoszczy USA, z Trójkolorowymi gralibyśmy o życie na tym mundialu. Dlatego ciśnienie w niedzielny wieczór było już znacznie niższe, choć Biało-Czerwoni i tak zadbali o to, by nasze serca zabiły zdecydowanie mocniej. Pierwszego seta wygraliśmy dość pewnie, co napawało optymizmem. Drugiego przegraliśmy, lecz po walce, co nie zmąciło mojej wiary w powodzenie.

Już w drugiej partii trener Laurent Tillie wprowadził kilku siatkarzy z ławki, ale od trzeciej na boisku była już właściwie druga szóstka. Najciekawsze jest to, iż właśnie ci rezerwowi pojawiali się na placu gry tak subtelnie, że przez dobre kilkanaście minut tego nie zauważyłem. Albo inaczej, nie zdawałem sobie z tego sprawy. Tymczasem właśnie ten rzekomo drugi skład sprawiał nam więcej kłopotów niż pierwszy.

Czy to była magia? Nie potrafię odpowiedzieć. Widziałem na porannym rozruchu Mory Sidibe – drugiego atakującego u Francuzów. Ruszał się dość opornie, jakby jeszcze nie do końca był w pełni zdrów po kontuzji. Tymczasem to właśnie on bombardował nas swoimi atakami niemiłosiernie podczas wieczornego meczu.

Z kolei po naszej stronie siatki atak rozkładał się na wielu zawodników, co mnie osobiście cieszy, bo dla mnie opcja pt. "zdecydowany lider i reszta" to wariant awaryjny, taki "plan B". W tej analizie pomijam czwartego seta, bo nasz zespół wyglądał, jakby go w ogóle nie było. A Mateusz Mika po raz kolejny pokazał, że gdy wchodzi z ławki rezerwowych, jest znacznie bardziej efektywny niż gdy pojawia się od początku spotkania. Gdy ważyły się losy zwycięstwa, zdobywał punkty nawet z ataków, których pozornie nie miał prawa zakończyć powodzeniem.

Na sam koniec zostawiam miejsce na pochwały dla Marcina Możdżonka. Nasz środkowy jest w znakomitej formie, a najlepszym tego dowodem są punktowe bloki w decydujących momentach spotkania. Trochę się dziwię, że trener Antiga nie daje mu jeszcze więcej szans do grania, ale tłumaczę to sobie tym, iż być może uważa go za swoistego asa z rękawa (czyt. ławki), który wpuszczony w odpowiednim momencie, może nam uratować mecz. Może to i dobrze, że są tacy gracze w naszym zespole, bo dzięki temu każdy siatkarz w czternastce ma poczucie, że jest ważny i przydatny.

 

fot. Kuba Atys dla PKN Orlen/galeria.orlensiatkowka.pl


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl