Bezbarwność mistrza

    Co roku, gdy zaczynamy nowy sezon, a polskie drużyny przystępują do walki w europejskich pucharach, głęboko wierzę w powodzenie celu pod tytułem „Liga Mistrzów”. Niepowodzenia się mnożą, a ja rokrocznie  mam przeświadczenie, że  drużyna, która startuje w tej kampanii już na pewno wejdzie do fazy grupowej najbardziej elitarnych rozgrywek na Starym Kontynencie. Jednak już wiem, że do walki o LM w przyszłym sezonie podejdę  nastawiony znacznie bardziej sceptycznie, z wiarą, ale nie tak wielką jak w poprzednich przypadkach. A wszystko dlatego, że wyłoniliśmy mistrza bardzo przeciętnego, bez stylu, choć mimo wszystko, zasłużonego i w polskich warunkach najlepszego.

Legia Warszawa ma bardzo dobry sezon. Zostały trzy kolejki do końca, a  już wypracowała sobie przewagę pięciu punktów nad poznańskim Lechem. Śmiało można już nazywać ją mistrzem Polski (myślę, że nie będziemy świadkami cudu). W rundzie wiosennej punktuje imponująco, potknięcia zdarzają się jej naprawdę rzadko i wreszcie można rzec, że walka o mistrza to nie wyścig sześciu kulawych żółwi, a dwóch wielkich lampartów osiągających imponujące prędkości. Stołeczna ekipa wygrywała pojedynki trudne, absolutnie kluczowe, ale też takie, w których jedyną dopuszczalną opcją był tryumf. To cechuje mistrza. Martwi tylko kompletny brak stylu. A jestem pewien, że liga jest dużo słabsza niż przed rokiem czy dwoma. Znacznie łatwiej wygrywać z Lechem bez Stilicia, Rudnevsa, Wojtkowiaka i Krievetsa, z Wisłą bez Meliksona, Bitona, Kirma i Małeckiego czy – nomen omen – z Polonią Warszawa bez Smolarka, Bruno i Sobiecha w najlepszej formie. Nawet Górnik bez Milika i Lechia bez Traore to zupełnie inne drużyny. Słabe, pozbawione błysku i – przede wszystkim – lidera, który pociągnie grę zespołu. Super, że wprowadzamy młodzież (róbmy to dalej, koniecznie), ale prawda jest taka, że nasza liga pod względem sportowym nie idzie do przodu, ponieważ wiele klubów pozbyło się swoich największych gwiazd. Z powodów finansowych, oczywiście. Dlatego też uważam, że od mistrza powinniśmy wymagać czegoś więcej.

Tymczasem warszawiacy co tydzień prezentują to samo. Piłkę rozgrywają bardzo wolno, nierzadko niedokładnie i  bezsensownie.  Próbują znaleźć lukę w defensywie rywala, ale udaje im się to niezwykle rzadko. Nie ma w ich grze przyspieszenia, nie potrafią zaskoczyć. Często ich zwycięstwa są  dziełem słabości drużyn, z którymi grają. Nie zaprzeczajmy, że są lepsi od rywali, ale poziom sportowy owych przeciwników woła o pomstę do nieba.

Wiele osób mówi, że nad Legią wisi teraz klątwa Macieja Skorży, za którego kadencji piłkarze z Łazienkowskiej grali bez pomysłu, a Urbana próbuje się na siłę bronić. Tymczasem moje zdanie jest takie, że przyszły mistrz Polski nie różni się prawie niczym od zespołu, który prowadził Skorża. Po pierwsze, Jan Urban ma znacznie ułatwione zadanie, wszakże słabsza liga równa się więcej punktów. Po drugie, w przededniu rundy wiosennej Skorży zabrano trzech kluczowych piłkarzy (kupiono dwóch – wypalonych piłkarsko, nieprzygotowanych, rezerwowych), a Jan Urban dostał dwóch grajków do pierwszej jedenastki (plus dwóch solidnych rezerwowych). Po trzecie, Legia w sezonie 2011/2012 zaliczyła fantastyczną przygodę z Ligą Europejską. Awans z fazy grupowej miała zapewniony już po czterech spotkaniach. Wyeliminowała kilkanaście razy bogatszy Spartak z Moskwy, Rapid Wiedeń wręcz rozklepała – i to w DOSKONAŁYM STYLU. W najlepszym wypadku,  pomiędzy Legią Urbana a Legią Skorży, możemy postawić znak równości,    chociaż dla mnie to drużyna prowadzona przez szkoleniowca zatrudnionego obecnie na Półwyspie Arabskim była lepsza. Często go krytykuję, mówię, że jest typowym przedstawicielem polskiej myśli szkoleniowej, czyli „najważniejsze, żeby nie stracić bramki” i wiem, że gdyby nie to podejście, Sporting Lizbona zostałby przez jego drużynę wyeliminowany, to jednak nie sposób nie docenić tego, czego dokonał ze swoim zespołem w poprzednim sezonie.

A, i jeszcze jedno. Głupotą jest twierdzenie,  że Urban stawia na młodzież, a Skorża nie, bo co z tego, że Janek wprowadził Furmana, Łukasika czy Koseckiego, skoro Maciek też  nie bał się grać Wolskim czy Żyro. Jak się ma taką młodzież w skali polskiej ligi, to się nią grą. Proste?

Wreszcie należy przejść do obecnej sytuacji kadrowej Legii. O tym, jak słabą ławką dysponuje obecnie warszawska drużyna najlepiej  świadczy fakt, że wśród rezerwowych we wczorajszym spotkaniu z Lechem jedynym ofensywnym piłkarzem był Miroslaw Radović (a weźmy pod uwagę jeszcze okoliczność, że po lewym skrzydle biegał niepełnosprawny piłkarsko Michał Kucharczyk, dla którego już dawno nie powinno być miejsca na Pepsi Arenie). Sprawa Enklawy była idiotyzmem ze strony Ljuboji i Radovicia, ale oddelegowanie od zespołu jednego z nich również  nie było, wedle mojej opinii, zbyt mądrym posunięciem. Może oboje nie zawsze są w najwyższej formie, czasami zachowują się i grają egoistycznie, ale są wartością dodaną. Są błyskotliwi, gwarantują jakość. Gdy Legia przegrywała z Rosenborgiem nie myślałem, że uratuje ją Marek Saganowski czy Michał Kucharczyk, ale największe nadzieje pokładałem właśnie w serbskiej dwójce. Oni byli liderami tego zespołu. Takie gwiazdy gwarantują znacznie więcej dobrego niż piłkarze pokroju Saganowskiego właśnie czy nawet Kuby Koseckiego, którego uważam za całkiem perspektywicznego grajka, ale nie wysyłałbym go od razu do pierwszej Bundesligi, co na Twitterze zasugerował Roman Kołtoń (za to Radovicia, jak najbardziej).

Jeżeli więc Legia pragnie awansu do Ligi Mistrzów tak samo jak my wszyscy, musi zainwestować w kilku nowych zawodników. Bez transferów ani rusz. Natomiast Jan Urban musi wreszcie sprawić, by ta maszynka zaczęła funkcjonować nie tyle poprawnie, co przynajmniej dobrze.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl