Biała Primera Division

Do rozegrania zostało jeszcze 16 kolejek La Ligi, a wielu ekspertów już zdążyło ogłosić mistrzami Królewskich z Madrytu. Czy jednak nie przedwcześnie? W końcu Barca to wielka ekipa, lecz czy tym razem wyjdzie z opresji obronną ręką? Mając 10 punktów straty do lidera, dogonienie rozpędzonego pociągu prowadzonego przez Jose Mourinho, może okazać się dla Katalończyków zbyt trudne. Wciąż jednak nie jest niemożliwe do wykonania. W końcu Leo Messi to ponoć zdecydowanie najlepszy obecnie piłkarz biegający, nie tylko po boiskach hiszpańskiej Primera Division, ale także całego świata.

Może się jednak okazać, że za dwa tygodnie przewaga Realu będzie jeszcze większa. Już za parę dni Barca zmierzy się bowiem, na własnym stadionie, z trzecią w tabeli Valencią. Następnie poleci do Madrytu na niełatwe starcie ze stołecznym Atletico. W pierwszym z tych meczów, w składzie Blaugrany, zabraknie Javiera Mascherano, który w ostatnim – przegranym z Osasuną spotkaniu, otrzymał dwie żółte kartki za dyskusje z arbitrem (pierwszą w 88. minucie, drugą już po zakończeniu spotkania – w tunelu). Czyżby sędziowie obrócili się przeciwko zespołowi Pepa Guardioli, który także został ukarany przez sędziego?

W tym samym czasie Real podejmie u siebie słabiutki Racing, po czym pojedzie do beniaminka Rayo, który także nie powinien sprawić rozpędzonym Królewskim problemów. Wydaje się, że dla Realu gorszy czas może nastać dopiero w marcu. CR7 i spółka zmierzą się wówczas kolejno z: Espanyolem, Betisem, Malagą, Villarealem i Sociedad. Przy bardzo szczęśliwym dla Barcy zbiegu okoliczności, Real mógłby stracić w tych meczach około 10 punktów. W to chyba nie wierzą jednak nawet w szatniach na Camp Nou, gdyż w rozegranych dotychczas 22 kolejkach Los Blancos stracili zaledwie 8 punktów! To dwukrotnie mniej niż liderzy z pozostałych, najsilniejszych lig w Europie.

Zwłaszcza, że największym problemem Barcy okazuje się ostatnio własna dyspozycja. Margines błędu drużyny Guardioli jest w tym momencie bardzo niewielki. Ewentualne zwycięstwo na własnym stadionie w bezpośrednim starciu to na dziś zdecydowanie za mało by ponownie realnie myśleć o dogonieniu Królewskich. Jeśli Barca nie poprawi swojej gry, to podopieczni Mourinho mogą już przed rewanżem na Camp Nou wywalczyć pewne mistrzostwo. Blaugrana ma przecież wcześniej mecze z: nieobliczalną zawsze Sewillą, silnym Athletickiem Bilbao, a ostatnio przecież znacznie słabsi rywale sprawiają Katalończykom kłopoty. Gran Derbi w Barcelonie rozegrane zostaną trzy kolejki przed końcem sezonu, więc wtedy już wszystko może być jasne jak Słońce (i koszulki Realu).

La Liga się nie skończyła, lecz do rozstrzygnięć coraz bliżej. Real nawet gdy gra słabo (traci głupie bramki, głównie po strzałach głową), inkasuje na swoim koncie trzy punkty. Barca męczy się, częściowo jednak na życzenie. Guardiola myśli bowiem, że bezkarnie może wystawiać drugi skład przeciwko „słabeuszom”. Jak pokazał mecz w Pampelunie, Pep się zaczął mylić. Cuenca, Sergi Roberto, czy Tello nie potrafią dać drużynie wystarczająco wiele. Nie dają jej zwycięstw. Brak Xaviego, Iniesty i Cesca w podstawowej jedenastce okazał się strzałem w stopę. Kontuzja Davida Villi spędza, trenerowi Barcelony, sen z oczu. Do tego dochodzą przedziwne ustawienia taktyczne. Guardiola chce chyba grać nieszablonowo, stąd pomysły by posiadać na boisku tylko dwóch obrońców, czy 5 napastników. Jakie są rezultaty tych eksperymentów doskonale pokazuje obecna sytuacja Barcy. Jej kibice powiedzą oczywiście, że jest przecież finał Copa del Rey i Liga Mistrzów, ale dlaczego tam ma być łatwiej? No i kolejne wygrane w El Clasico, które jednak mogą stać się okrutną przeszłością. Wydaje się, że podopieczni Mou zdołali się przełamać i znaleźli wreszcie odpowiednią formułę podczas rewanżowego starcia w ćwierćfinale Pucharu Króla.

Nie zgodzę się jednak z tezą, że emocje w La Liga się skończyły, gdyż wyścig o tytuł dobiega końca. Mecze Realu są przeważnie mocno emocjonujące, gdyż Królewscy przyzwyczajają kibiców do odrabiania strat. Popełniają zdecydowanie zbyt wiele błędów w obronie, jak na na tak doświadczony zespół. Dodaje to jednak zwykle ikry ekipie Los Merengues, motywuje i zachęca do zdemolowania przeciwnika. Zwykle koło 70 minuty tempo spada, gdyż jest już wtedy po zawodach, lecz przez ponad godzinę można rozkoszować się prawdziwie mistrzowską grą zespołu z Madrytu. 75 bramek zdobytych przez zespół Mourinho w 22 meczach mówi samo za siebie. Cristiano Ronaldo zmierza po kolejny strzelecki rekord. Po wczorajszym starciu z Levante, w którym popisał się hat-trickiem, ma już na swoim koncie 27 bramek zdobytych w rozgrywkach ligowych. Dominacja Los Blancos, w lidze, wynika więc przede wszystkim z wspaniałej postawy graczy z Madrytu. Nie tylko z nienajlepszej dyspozycji odwiecznego rywala z Katalonii.

Nie wiem, czy to koniec Barcelony, ale zdecydowany kryzys (żeby nie powiedzieć regres) jest zauważalny. Skoro Blaugrana jest najlepszym zespołem na świecie, a może i w historii, to dlaczego nie wygrywa absolutnie wszystkiego (chodzi o trofea, nie mecze). Być może stoimy przed rewolucją w piłkarskim światku, którą byłby spadek Barcy z mistrzowskiego piedestału, lecz równie prawdopodobny wydaje się być jedynie mały kryzys. Messi i spółka z pewnością pokażą jeszcze rogi w tym sezonie, lecz tym razem posiadanie piłki może nie wystarczyć. Obawiam się (jednocześnie mając nadzieję), że do Barcelony w tym roku trafi wyłącznie Puchar Króla. A może i on nie trafi. Kto wie co na finał Copa del Rey przygotuje Marcelo Bielsa ze swoim baskijskim Athleticem Bilbao. Tak czy inaczej, emocje w tym sezonie dopiero przed nami!

 


pubsport.pl
Adam Śmietański

Sport, muzyka i gry – trzy pasje nadające sens mojemu życiu.
Niestety nie było mi dane spróbować swych sił w zawodowym sporcie, lecz jedynie pchnęło mnie to ku dziennikarskim wyzwaniom.
Koszykówka, piłka nożna, kolarstwo – moi faworyci wśród walczących o uwagę kibiców.