Bitwa na Etihad Stadium dla United

Dzisiaj byliśmy świadkami derbów Manchesteru. The Citizens podejmowało na Etihad Stadium Czerwone Diabły z Old Trafford. Samo spotkanie było fenomenalne, tempo zabójcze, emocje sięgnęły zenitu. Manchester United pokonał Manchester City 3:2.

Było to spotkanie dwóch najlepszych drużyn w kraju. Manchester City – obrońca tytułu – przed tym spotkaniem znajdował się na drugiej pozycji w tabeli, tracąc trzy punkty do liderującego rywala zza miedzy. Było to spotkanie najlepszej defensywy Premier League (MC) z najlepszą ofensywą (MU).

W pierwszym składzie gospodarzy zaszło aż pięć zmian w porównaniu do poprzedniego, zremisowanego spotkania z Evertonem. Niespodziewanie to Mario Balotelli partnerował Aguero w ataku, a na skrzydłach znaleźli się Nasri oraz Silva. W końcu przyszedł czas na „Blue Moon” na Etihad, a Martin Atkinson zagwizdał w dniu dzisiejszym po raz pierwszy. Rozpoczęła się bitwa.

Od początku gospodarze dominowali, znacznie dłużej utrzymywali się przy piłce, dyktowali tempo gry, a ekipa Fergusona ustawiona była bardzo głęboko, wyczekiwała na swoją okazję. O sytuacji na boisku najdobitniej świadczy fakt, że w 12 minucie gry piłkarze Manciniego mieli 80 procent posiadania piłki. United nie istniało. Pod koniec pierwszego kwadransa gry, Silva idealnym podaniem obsłużył Clichy’ego, który z kolei wyłożył piłkę jak na tacy Mario Balotellemu. Włoch nie wykorzystał jednak świetnej sytuacji, strzelił mocno, ale bardzo niecelnie.

Jednak Czerwone Diabły w końcu zaatakowały. Przez pół boiska na pełnej szybkości biegł z piłką Ashley Young, a gdy znalazł się w okolicach  pola karnego, dograł piłkę do Wayne’a Rooneya, a ten, mimo iż miał wokół siebie kilku defensorów City, wypracował sobie pozycję strzelecką i uderzył na bramkę Joe Harta. Angielski golkiper był zasłonięty, nie miał szans i tym samym Manchester United objął prowadzenie. A przecież nic na to nie wskazywało!

W 21 minucie z powodu kontuzji plac gry musiał opuścić kapitan City, Vincent Kompany. Co ciekawe, za Belga na placu gry pojawił się Kolo Toure, a nie Lescott.

Dwie minuty później znowu zaatakowali zawodnicy Fergusona. Ładnie akcję oskrzydlił Rafael, który idealnym podaniem w pole karne obsłużył Rooneya, który spokojnie po raz drugi w tym spotkaniu pokonał Harta. Było już 0:2.

Piłkarze Manciniego jednak się nie poddawali i znowu przejęli inicjatywę.  Pod koniec pierwszej części gry David Silva ładnie dograł do Balotellego, który wycofał futbolówkę na szesnasty metr. Tam znalazł się Gareth Barry. Anglik uderzył po ziemi, minimalnie chybił.

Warto zwrócić uwagę na bardzo dobrą współpracę skrzydłowych z bocznymi obrońcami Manchesteru Utd. . I Rafael, i Evra byli aktywni i efektywni zarazem, w czym bardzo pomagali im Valencia oraz Young.

Pierwsza połowa niewątpliwie należała do ciekawych, ale, jak się okazało, był to dopiero przedsmak tego, co czeka nas w drugiej części gry. Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy boisko opuścił bezbarwny tego dnia Mario Balotelli, a zmienił go zwykle przebojowy i aktywny, Carlos Tevez. Wreszcie obudził się Nasri, który po słabiutkich pierwszych 45 minutach, w końcu zaczął stwarzać zagrożenie pod bramką De Gei. W 57 minucie szarpnął prawym skrzydłem i bardzo ładnie podał w pole karne w kierunku czekającego na podanie Aguero. Argentyńczyka w ostatniej chwili uprzedził fantastyczną interwencją Rio Ferdinand.

Chwilę później wreszcie błysnął Van Persie. Oddał kapitalny strzał zza pola karnego, uwaga, z prawej nogi, a fantastycznie uderzona piłka trafiła w słupek. Dobijał Ashely Young, trafił, ale jego gol nie został zaliczony, ze względu na rzekomą pozycję spaloną. Ale, jak pokazały powtórki, Anglik w momencie strzału RVP nie znajdował się na owej pozycji. Pierwszy, fatalny błąd arbitra.

Dosłownie momencik później kapitalną kontrę wyprowadzili gospodarze, dwukrotnie świetnie bronił De Gea – najpierw strzał Teveza, następnie dobitkę Silvy, ale z pewnym, mierzonym, płaskim uderzeniem Yaya Toure  sobie już nie poradził. 1:2.

Bardzo dużo zagrożenia z przodu stwarzali: Silva, Aguero i Tevez. Spotkanie było twarde, zacięte, Martin Atkinson nie przerywał gry z byle powodu, poza jednym wyjątkiem, kiedy to Yaya Toure świetnie przedarł się przez trojkę rywali, wychodził na świetną pozycję, ale nieoczekiwanie arbiter odgwizdał na nim przewinienie Rooneya i nie zastosował przywileju korzyści. Błąd. Kolejny.

Ze strony Czerwonych Diabłów dokładnością i odwagą w zagraniach imponował Tom Cleverley, zagrożenie nieustannie stwarzał też strzelec dwóch bramek dla MU, Rooney.

W 78 minucie Silva, po zagraniu Nasriego, doszedł do doskonałej sytuacji. Strzelał z ostrego kąta, ale od bramki nie dzieliła go zbyt duża odległość. Po jego strzale piłka odbiła się od klatki piersiowej hiszpańskiego bramkarza United i trafiła w poprzeczkę.

Jednak wynik wciąż nie ulegał zmianie i Mancini postanowił zagrać va banque. Za defensywnego Yaya Toure wprowadził napastnika, Edina Dżeko.

Wreszcie nadszedł korner dla City, piłkę przed pole karne wybił RVP, jednak tam już na nią czyhał Pablo Zabaleta. Nie przyjmował, nie zastanawiał się. Uderzył i nadeszła eksplozja radości, prawdziwa euforia na Etihad Stadium.

City chciało jednak wygrać za wszelką cenę, nadal atakowało i jeśli którakolwiek drużyna miała to spotkanie wygrać, byli to raczej gospodarze.

W doliczonym czasie gry przyszedł czas na rzut wolny dla MU. Do piłki podchodzi Robin Van Persie. Uderza po długim słupku. Goool! Hart bez szans. 3:2 dla United. Futbol znowu pokazał swoją jaśniejszą stronę, swoją fantastyczną nieprzewidywalność.

Do końca meczu wynik się już nie zmienił i pierwsza porażka City na własnym stadionie od dwóch lat stała się faktem. United tym samym powiększyło swoją przewagę nad The Citizens do sześciu punktów. Sir Alex znowu zwycięża!


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl