Blamaż Isi, niezła gra Uli – nasi tenisiści na Igrzyskach

A. Radwańska

W olimpijskim turnieju tenisowym nie mamy już żadnego reprezentanta w singlu. Łukasz Kubot zakończył swój start w Londynie w I rundzie z przeciętnym, acz dobrze rokującym rywalem. Agnieszka Radwańska również odpadła w I rundzie, ulegając niżej notowanej rywalce, po bardzo słabym meczu w jej wykonaniu. Najlepiej z całej trójki singlistów, których posłaliśmy do stolicy Wielkiej Brytanii, wypadła Urszula Radwańska i powiedzmy sobie szczerze, mało kto przewidywał, że to właśnie ona zajdzie najdalej z całej trójki. Do drugiej rundy.

Ojciec Sereny Williams mówił przed finałem Wimbledonu, iż nie ma żadnego finału, jego córa wygrała turniej, Radwańska to żadna rywalka. Przed meczem z Urszulą, idąc retoryką jego bzdurnych wypowiedzi, mógł wygłosić kwiecistą opinie, jego córka nawet nie musi wyjść na kort. Ale Serena wyszła i musiała wziąć dłuższy prysznic, niż się mogła spodziewać.

Choć Amerykanka kontrolowała cały przebieg spotkania, to Ula wsławiła się grą bez kompleksów. Nie napędziła jej strachu, nie wygrała nawet seta, ale bardzo korzystnie się zaprezentowała. Mecz przegrała 6:2 6:3,  chociaż przebieg meczu nie do końca odzwierciedlał to, co działa się na korcie. Wielu kibiców spodziewało się egzekucji, takowej nie było.

Młodsza Radwańska już w pierwszym secie pokazała pazurek, nieraz posyłała piłkę w narożnik, ale gdy Williams była pod ścianą, jeśli już tak można powiedzieć, to Amerykanka włączała drugi bieg i Polka nie pisnęła. Nie mniej jednak Polka zaprezentowała się korzystnie, raz nawet wygrała gema przy serwisie Sereny. Choć w rankingu WTA dzieli ich 40 miejsc, to jednak na korcie nie było mocno widoczne.

Znacznie gorzej od Urszuli zagrała Agnieszka, która odpadła już w pierwszej rundzie, ulegając Julii Georges. Trzeba także przerzynać, że Polka zagrała słabo, oddała mecz bez walki, nie mogła zejść z kortu z podniesioną głową tak, jak po przegranym meczu w finale Wimbledonu.

Nie mam pojęcia, co mogło być powodem porażki. Grała bez wigoru, posyłała piłki w środek kortu, czyhając tylko na błędy rywalki, ta jednak była prawie nieomylna. Przechytrzyła ją, wygrała ten mecz nawet pod aspektem technicznym. Niemka przy stanie 4:4 w decydującym momencie seta posłała takiego dropa shot, którego nie powstydziłaby się najlepsza tenisistka na świecie. Po tej akcji Niemka wygrała gema na 5:4 i nasza zawodniczka zżymała się na siebie i powiedziała sobie, iż tego meczu nie wygra. Tak też było w ostatnim gemie, krakowianka nie wierzyła w wygraną i Georges triumfowała bezapelacyjnie.

Przegraną Radwańskiej odebrano w Polsce jako wielką kompromitację. Na portalach czytałem złośliwe komentarze, m.in „lepiej macha flagą niż rakietą”, za taką kasę to nie chce się jej grać”, ” się nadaję na zmywak w Londynie”. Nie zgodzę się z nimi, ale tak czy owak Agnieszka spartaczyła robotę. Celnie orzekł Wojciech Fibak, że klęska w turnieju wielkoszlemowym nie boli tak bardzo, jak na Igrzyskach, bo za parę chwil jest następny turniej. Igrzyska są raz na cztery lata, to była jej wielka szansa. To najdotkliwsza porażka w dotychczasowej karierze.

Przed Agnieszką jeszcze nie jedne Igrzyska Olimpijskie, być może wtedy będzie  na absolutnym topie. Ale to nie koniec zmagań Radwańskiej w Londynie. Zagra także w mikście wespół z Marcinem Matkowskim i w deblu z siostrą, w którym to awansowały do drugiej rundy. Szanse na medal w obu konkurencjach są, ale realnie patrząc iluzoryczne. Większa możliwość zdobycia krążka jest w mikście, aniżeli w deblu. W parach mieszanych nie ma aż takiej wielkiej konkurencji, jaka niewątpliwe jest w grze podwójnej pań.


pubsport.pl
Bartosz Śliwicki
Uczeń gimnazjum, mieszkaniec Sompolna, fanatyk sportu. Lubi futbol w najwyższym wydaniu, ale nie gardzi biegami i skokami w zimę. Często ślęczy nad tenisem, namiętnie śledzi poczynania Radwańskiej i Janowicza. Pseudo-erudyta, nieokrzesany humanista, ministrant, ironista, leń i naczelny krytyk wszystkiego. Gustujący w refleksyjnych filmach oraz Depeche Mode. Żarliwy entuzjasta reportaży i Jerzego Pilcha.