Błogosławieni cierpliwi?

Czemu piszę o tym akurat teraz, skoro milczałem przez ponad rok? Nie wiem. Ale piszę, bo nic się nie zmienia. Piszę, bo nie rozumiem, a nie lubię nie rozumieć. Wyobraźcie sobie, że w małej wiosce na Podhalu jest piłkarz, który ma 16 lat. Jest na tyle utalentowany, że gra w seniorach swojej B-klasowej drużyny. Trener nie chce młodemu zrobić krzywdy, wpuszczając go pomiędzy 100-kilowych rzeźników, ale nie ma wyboru, bo wynik jest niekorzystny. Młody i niepozorny chłopak wchodzi, ładuje trzy bramki i odmienia losy spotkania.


Taka sytuacja powtarza się częściej. Na chłopaka zwracają uwagę większe kluby. Trafia do liceum prowadzonego przez klub z zaplecza ekstraklasy. Wyjeżdża z rodzinnej wsi, przenosi się do większego miasta. Nie jest łatwo, ale wytrzymuje. Potwierdza talent, staje się jednym z najlepszych zawodników juniorskiej drużyny. Tymczasem seniorzy klubu nie mają w kadrze żadnego wychowanka. Czas to zmienić – trener I zespołu pozwala młodzianowi trenować w letnim okresie przygotowawczym z I-ligowcami. Wystawia go też na sparingi. Debiut przypada na spotkanie z Cracovią. Młody się nie boi, pokazuje się ze świetnej strony, udowadnia, że ma dobrą technikę, ale ważniejsze jest co innego. Nie ma żadnych kompleksów. Atakuje obrońców z ekstraklasy jakby grał z nimi już 341 razy. A gra pierwszy. Ma mord w oczach. Oczywiście jest sympatycznym i miłym człowiekiem, nie gra wcale jak rzeźnik. Ten mord wynika raczej z przekonania „To moja życiowa szansa, muszę ją wykorzystać”. Równie dobrze gra w meczu z czeską Karviną. Zaczyna się liga, zaczyna się więc przesiadywanie na trybunach. Wcześniej młodzian podpisał jednak pierwszy, 5-letni, seniorski kontrakt, dlatego można cierpliwie czekać na debiut. W końcu kiedyś nastąpi. Piłkarz udziela też wywiadu, w którym mówi, że kiedyś chciałby zagrać w Wiśle Kraków i uważa, że jest to w zasięgu jego możliwości.

W pierwszej rundzie debiut nie następuje, choć konkurenci spisują się wyraźnie źle. Tuż po pierwszej fazie sezonu przychodzi bardzo prestiżowy sparing z… Wisłą Kraków. Trener zabiera zawodnika na ten mecz i wpuszcza go w drugiej połowie. Ambicja spotęgowana. Chłopak szoruje od skrzydła do skrzydła (szkoleniowiec ustawił go na boku obrony, choć woli grę na boku pomocy. Co to za różnica, kiedy gra się z Wisłą?!). Jest bliski zdobycia bramki. Znów wyróżnia się spośród wszystkich piłkarzy na boisku. W nagrodę miesiąc później dostaje wolną rękę w poszukiwaniu klubu i zostaje przesunięty do rezerw.

Notabene grał w nich przez całą jesień. Spisywał się gorzej niż w sparingach, bo postura utrudnia mu rąbankę. Ale stara się. Najbardziej błyszczy w prestiżowym, derbowym meczu, w którym strzela pięknego gola w okienko. Zaczyna się ujawniać prawidłowość – najlepsze występy notuje w najważniejszych momentach. To niezwykle cenne i świadczy o mocnej psychice. Trener, który zaprosił go na treningi z I zespołem odchodzi. Nowy opiekun klubu pozostawia go w rezerwach. Nie pozwala ćwiczyć z I-ligową drużyną, choć zaprasza do niej kilku innych zdolnych wychowanków, którzy, w przeciwieństwie do naszego bohatera, są umiejętnie wprowadzani na boisko i zaczynają znaczyć coraz więcej.

Tymczasem Marcin Folwarski wciąż gra w Podbeskidziu II. Zanotował z nim awans do IV ligi, był jedną z ważniejszych postaci drużyny, która wygrała okręgówkę. Na wyższym szczeblu również radzi sobie bardzo dobrze. Trochę się postarzał, ma już 20-lat. Tymczasem młodsi Damian Byrtek i Mariusz Mikoda już zadebiutowali w Podbeskidziu. Czy mają więcej talentu? Nie wiem, ale nie wydaje mi się. Rok temu, gdy dopytywałem jednego z piłkarzy o Folwarskiego, usłyszałem. – No, w sparingach fajnie grał, ale liga to co innego. Nie wiadomo czy by się nie spalił. Owszem, nie wiadomo, bo nikt tego nie zechciał sprawdzić. Ale jestem przekonany, że włączyłby funkcję mordu w oczach i pokazał wszystkim taką grę, jaką prezentował w meczach z krakowskimi zespołami. Przed ekstraklasą kolana mu nie drżały.


pubsport.pl
Michał Trela
Kronika Beskidzka, Gazeta Wyborcza, SportSlaski.pl
http://trelik.blox.pl