Boks Box (2)

Tony Thompson (38-3, 26KO) chyba zakończył poważną karierę Davida Price’a (15-2, 13KO), a Dereck Chisora (16-4, 10KO) w swojej drodze powrotnej do czołówki wagi ciężkiej jak zwykle prowokuje i bezczelnie obraża kolejnego przeciwnika, którym będzie niepokonany Amerykanin Malik Scott (35-0-1, 10KO). Biorąc jeszcze pod uwagę wrześniowe starcie Davida Haye’a (26-2, 24KO) z Tysonem Fury’m (21-0, 15KO) jedno nie ulega wątpliwości – w ostatnich dniach w królewskiej kategorii wagowej najwięcej dzieje się na Wyspach Brytyjskich. 

6 lipca w Liverpoolu doszło do rewanżu pomiędzy Davidem Price’m a Tonym Thompson’em za lutową walkę zakończoną przez amerykańskiego weterana nokautem w 2. rundzie. Porażka Price’a na swoim terenie z dwukrotnym pretendentem do tytułów mistrzowskich m.in. WBO, WBA i IBF (obie walki przegrał z Władimirem Kliczką) 41. letnim Thompsonem była wielką niespodzianką. Nie brakowało głosów, że był to „wypadek przy pracy” o tyle łatwiej było więc zorganizować walkę rewanżową. Price przygotowywał się ponoć do niej bardzo sumiennie, a gwarantem jego zwycięstwa miały być treningi z wielkim czempionem królewskiej dywizji i legendą boksu – Lennoxem Lewis’em. Lennox chwalił swojego podopiecznego zapowiadając udany rewanż i potwierdzenie jego wysokiej klasy.

Sam David Price przed walką nie ukrywał ile ta walka dla niego znaczy:

David Price

– To dla mnie walka z cyklu być albo nie być.

– Moje życie się zatrzymało pięć miesięcy temu. Nie zdajecie sobie nawet sprawy co porażka może z tobą zrobić. Tego nie można zaplanować. Masz wielkie plany na przyszłość, a nagle wszystko ci się zawala. Teraz przede mną szansa by powrócić do gry i szczerze wierzę, że tego dokonam.

– Porażka nadal będzie widniała w moim rekordzie, a ludzie mi tego nie zapomną, natomiast jest okazja by trochę oczyścić się z tej plamy. Nie zastanawiam się nawet co będzie jeśli przegram. Myślę bardziej o tym, co da mi wygrana w rewanżu, wszak Thompson należy do czołówki światowej. Jeśli więc go pokonam, znów będę wysoko w rankingach.

Po dobrym początku i niewielkiej dominacji w ringu Price mógł być z siebie zadowolony. Miał nawet rywala na deskach w 2. rundzie, ale … Coś się w nim zacięło i z czasem doświadczony Thompson zaczął trafiać coraz częściej, aż w 5. rundzie dopadł rywala w narożniku i po serii kolejnych ciosów na głowę bez obrony rywala sędzia ringowy przerwał pojedynek – TKO dla Amerykanina i druga kolejna porażka nadziei Brytyjczyków. Tony Thompson zostaje tym samym w grze jako znaczący gracz w wadze ciężkiej, natomiast przyszłość Davida Price’a rysuje się w nieciekawych kolorach. Marzenia o walce o tytuł mistrzowski może odłożyć i to nie wiadomo czy nie na zawsze, a na pewno na najbliższych kilka lat podczas których znowu będzie musiał się wspinać żmudnie w rankingach.

Komentarze zwycięzcy po walce były jak zwykle skromne i wyważone. Choć 41. letni Thompson nie ukrywa, że na koniec kariery dość niespodziewanie otworzyła się przed nim raz jeszcze furtka do jeśli nie wielkich, to z pewnością opłacalnych pojedynków:

Tony Thompson

 

– Chcę pokazać ludziom, że jestem gotowy, dostępny i chętny do wysłuchania wszystkich poważnych propozycji. Dwukrotnie pokonanie Price’a na jego terenie w przeciągu sześciu miesięcy powinno pokazać wszystkim, że w wieku 41 lat wciąż mam wiele do zaoferowania.

20 lipca na londyńskim Wembley dojdzie do kolejnego pikantnego starcia z udziałem Brytyjczyka i Amerykanina. W walce wieczoru zobaczymy wówczas jednego z najbardziej kontrowersyjnych pięściarzy, byłego pretendenta do tytułu WBC (porażka na punkty z Witalijem Kliczką) Derecka Chisorę i niepokonanego, będącego dotychczas w cieniu Malika Scott’a.

Dereck "Del Boy" Chisora29. letni Chisora to swego rodzaju fenomen. Pięściarz ten pojawił się w rankingach w 2010 roku po tym jak zdobył najpierw pas BBBofC British nokautując w 2. rundzie Dannego Williams’a (44-17, 33KO) oraz w jego obronie dorzucając pas Commonwealth (British Empire) nokautując w rundzie 9. Sama Sexton’a (18-3, 7KO). W kolejnej obronie już w 2011 roku przegrał jednogłośnie na punkty z wschodzącą wówczas brytyjską gwiazdką Tysonem Fury’m (21-0, 15KO). Wreszcie w grudniu 2011 roku Chisora został wytypowany do walki m.in. o wakujący mistrza Europy (EBU) z niepokonanym i faworyzowanym Finem Robertem Heleniusem (19-0, 11KO). Pojedynek miał być łatwym spacerkiem dla olbrzyma ze Skandynawii, który otworzy mu drzwi do walki z którymś z braci Kliczko. Jednak przebieg walki zaskoczył nie tylko Heleniusa ale także wszystkich światowych ekspertów, którzy mocno skrytykowali werdykt sędziowski wskazujący po 12. rundach niejednogłośne zwycięstwo Fina. Dla większości to jednak Chisora był w tej walce lepszy, a orzeczenie sędziów było niesprawiedliwe i krzywdzące dla ambitnego Brytyjczyka pochodzącego z Zimbabwe. Właśnie jego ambicja i determinacja to były główne atuty, które urzekły po tej walce cały bokserski świat i dość nieoczekiwanie to on a nie zwycięzca dostał propozycję od wielkiego mistrza Witalija Kliczki (45-2, 41KO).

Do walki doszło w lutym 2012 roku i tam już wątpliwości nie było. Zdecydowanie i jednogłośnie na punkty zwyciężył Ukrainiec, ale Chisora po raz kolejny uwiódł wszystkich ogromnym sercem do walki. Wytrzymał dzielnie dystans 12. rund i choć nawet przez moment nie zagroził rywalowi, to mimo porażki pozostał w grze i kolejna jego walka również była wielkim wydarzeniem sportowym jak i medialnym. Rywalem Derecka w lipcu 2012 roku był David Haye (26-2, 24KO), który bardzo łatwo poradził z nim sobie nokautując go w 5. rundzie.

Fenomen Derecka Chisory tkwi w dwóch rzeczach. Po pierwsze dał się poznać w walkach z Heleniusem i Kliczką jako pięściarz bardzo ambitny i zacięty o wielkim sercu do walki. Po drugie i gorsze po walce z Heleniusem i przed walkami z Kliczką a zwłaszcza z Haye’m pokazał światu swoją ciemną stronę, która klasyfikuje go w czołówce najbardziej bezczelnych pięściarzy. Wiadomo, że każda walka to jest swego rodzaju show jeszcze na długo przed wyjściem rywali do ringu. Konferencje prasowe z udziałem przeciwników, spotkania twarzą w twarz czy wspólne ważenie mają, co jest zrozumiałe, podkręcić atmosferę przed walką, nadać jej wymiar osobisty, sprawić że mówi się o niej na długo przed wydarzeniem. Na calym świecie odkąd istnieje boks zawodowy jest to praktyka, która miała i ma wielu medialnych bohaterów.

Historia zna wiele bójek i sprzeczek na konferencjach i eventach związanych z promocją kolejnych pojedynków, a wśród niechlubnych uczestników nie brakuje wielkich i legendarnych nazwisk jak choćby sam Muhammad Ali czy Larry Holmes. Jednak Dereck Chisora z każdym kolejnym przeciwnikiem przekracza pewną granicę dobrego smaku. Po niesłusznej porażce z Heleniusem obrażał wszem i wobec Fina, co można było jednak tłumaczyć frustracją po niesprawiedliwym werdykcie. Jednak niewybredne docinki słowne pod adresem Witalija Kliczki, uderzenie Ukraińca na konferencji prasowej w twarz czy oplucie jego brata Władymira wykraczały zdecydowanie poza wszelkie granice. To było zwykłe chamstwo. Ale potem zawsze kiedy Brytyjczyk pojawiał się w ringu znów uwodził swym sportowym charakterem. Niczym Jeckyll & Hyde. To co się wydarzyło wokół jego pojedynku z Haye’m poskutkowało nawet odebraniem mu licencji bokserskiej przez brytyjski związek. Wszystko zaczęło się jeszcze w Niemczech na konferencji prasowej po przegranej z Kliczką, gdzie nieoczekiwanie wśród dziennikarzy i kibiców pojawił się … David Haye i nie omieszkał zabrać głosu, a konkretnie wyśmiać Chisorę i jego sztab w reakcji na co ten wraz ze swoimi sekundantami rzucili się na niego. Doszło do rękoczynów, a cała scena przypominała bijatykę w wiejskiej remizie. W efekcie obaj pięściarze stracili na rok brytyjskie licencje, jednak … swój cel osiągnęli, bo media nie odpuściły i ich walka już w bokserskim ringu była nieunikniona. Do dziś pamiętne są ich konferencje podczas których występowali w … osobnych klatkach. Jako, że Haye ma nie mniej wyparzony język mieliśmy koncert ironicznych, bezczelnych i niestety także chamskich inwektyw padających raz z jednej raz z drugiej strony. Walkę jak wspomniałem wygrał bardzo łatwo Haye, a Chisora po trzeciej z kolei porażce siłą rzeczy musiał liczyć się z wypadnięciem z wszelkich rankingów.

Dziś Dereck Chisora musi ponownie odbudowywać swoją pozycję. Na początek, w kwietniu pokonał przez TKO w 9. rundzie przeciętnego Argentyńczyka Hectora Alfredo Avilę (21-14, 13KO). Teraz wyzwanie krnąbrnego Brytyjczyka przyjął niepokonany Amerykanin Malik Scott, dla którego również będzie to bardzo ważny pojedynek.

Malik ScottMimo świetnego bilansu kariera 32. letniego Scott’a zaczęła przyspieszać dopiero w ubiegłym roku. Wówczas po czteroletniej przerwie spowodowanej przewlekłą kontuzją bicepsa powrócił na zawodowy ring pokonując najpierw swojego rodaka Kendricka Releford’a (22-16, 10KO), następnie równie przeciętnego lecz mniej doświadczonego Meksykanina Alvaro Moralesa (6-13, 0KO), by wreszcie wyjść do ringu już z poważnym pięściarzem jakim był urodzony na wyspach Tonga Amerykanin Bowie Tupou (22-3, 16KO). Scott wygrał przez TKO w ostatniej 8. rundzie i wkroczył do czołówki ciężkich w USA. Na początku obecnego roku zmierzył się z niepokonanym Ukraińcem Wiaczesławem Głazkowem (14-0-1, 10KO) i po 10. rundach sędziowie orzekli niejednogłośny remis (każdy arbiter punktował inaczej – pierwszy wskazał remis, drugi zwycięstwo Scott’a, a trzeci zwycięstwo Głazkowa). Teraz marzący o walce o mistrzowski pas Amerykanin wyjdzie na ring za niespełna tydzień w jaskini lwa do walki z niepokornym i zawziętym Del Boy’em. Ciężko jest wskazać faworyta tego pojedynku, bo o ile można mieć pewność co do solidnego przygotowania Scott’a, to już dyspozycja Chisory jest wielką niewiadomą. Czy zobaczymy tego wolnego i bezradnego Chłopca z pojedynku z Haye’m? A może wróci wojownik, który na pełnym dystansie nie przestawał się bić z Heleniusem oraz nie dał się skrzywdzić starszemu Kliczce? Liczę na powrót tego aktywnego i prącego nieustannie do przodu Chisory, bo to byłby gwarant świetnej walki.

Póki co jednak mamy znowu żenujący spektakl medialny, pełen chamskich docinków, prowokacji i próby wyprowadzenia przeciwnika z równowagi podczas kolejnych spotkań promujących walkę. Na początku czerwca po zakontraktowaniu walki Malik Scott chciał nadać ton dyskusji m.in. poprzez takie wypowiedzi jak ta:

– Wątpię w to, by Dereck Chisora mógł mnie pokonać. Jestem najlepszym ‚ciężkim’ na świecie. Jeden z braci Kliczko będzie oglądał moją walkę w Londynie. Liczę na to, że wygrana z Chisorą stanie się przepustką do braci. Oni jeszcze nie widzieli takiego boksera jak ja. Zawodnicy wagi ciężkiej robią jedną lub dwie rzeczy dobrze. Ja jestem dobry we wszystkim. Trenuję przy tym bardzo ciężko. Chisora jest niższy ode mnie, to zawodnik wywierający presję. On jest jednak także agresywny, za jego presją stoi odpowiednie nastawienie. Większość ludzi myśli, że Chisora człapie w ringu, a ten gość naprawdę potrafi przygotować akcję w ataku.

Jednak podczas czerwcowej telekonferencji do głosu doszedł Chisora i wypalił w kierunku Scott’a:

– 20 lipca jesteś mój. Twoja d…pa będzie moja. Mówię ci, przyjedziesz tutaj jako niewolnik, zrobię z ciebie niewolnika. Zarobisz dla mnie pieniądze, dasz mi wielką wypłatę. Po prostu przyjedziesz i dostaniesz swoje grosze. Niewolniku.

Spokojny zazwyczaj Amerykanin dał się tym razem sprowokować i odwinął się słowami:

– Ty całujesz facetów, jesteś pedałem. Jesteś znany z tego co robisz poza ringiem, a nie w ringu. Zbierasz po tyłku dla kasy, całujesz facetów na wadze, w moich stronach takich jak ty nazywa się pedałami. Spuszczę ci wpierdol. Gówno mi zrobisz.

Do walki Chisora vs. Scott zostało zaledwie kilka dni. Atmosfera jest naprawdę gorąca. Ich ostatnia wymiana zapowiada, że w ringu dojdzie do świetnego pojedynku, prawdziwej wojny. Tym razem nioczekiwanie rywala zaczepił Scott:

– Dereck jest znany głównie z tego, co robił poza ringiem. To świr. W ringu zawsze przegrywa z mocnymi rywalami. David Haye go pobił, Witalij Kliczko go pobił, Tyson Fury go pobił.

Na ripostę Chisory nie musieliśmy długo czekać:

– Scott ma wielką gębę. Nie mogę doczekać się walki i chwili, kiedy go uciszę. Może nazywać mnie świrem, ale prawda jest taka, że dzięki mnie opłaci swoje rachunki, bo przyjeżdża bić się ze świrem na jego terenie.

– Lubię, kiedy rywale tyle gadają, bo mam wtedy dodatkową motywację. On może sobie mówić, co tylko mu się podoba, ale ja wiem, kto wygra tę walkę. Też mógłbym mieć taki rekord, ale wolałem walczyć z najlepszymi. Spójrzcie na jego bilans, on z nikim nie walczył.

Show medialny Del Boy już wykonał. Tak jak przed każdą swoją walką tak i teraz wypełnił rolę promotora wzorowo. Oczywiście prostackie odzywki są nie do zaakceptowania, ale o ich znaczeniu gdy padają z ust Chisory wiele świadczy jego zachowanie zaraz po przyjęciu nokautującego ciosu Davida Haye’a kiedy to podszedł do triumfującego rodaka, którego przecież śmiertelnie obrażał przed walką i … serdecznie się z nim wyściskał, a na konferencji po walce wyraził swój podziw wobec niego i oddał mu wyższość.

Tak to już wygląda świat boksu zawodowego, gdzie największym źródłem wpływów są te z transmisji telewizyjnych, a one są uzależnione od skali oglądalności. Walka to produkt. Pięściarze to element produktu. Szkoda tylko, że skądinąd bardzo sympatyczny facet jakim jest Dereck Chisora w całej tej otoczce tak łatwo zamienia się w prostackiego chama. Oby jednak w ringu znów był starym dobrym Jekyll’em.


pubsport.pl