Bolesne zniżkowanie Serie A

Serie A, jeszcze do niedawna uważana za najsilniejszą ligę na świecie, teraz z roku na rok coraz bardziej odstaje od Premier League i duopolu barcelońsko-madryckiego, a już za chwilę w rankingu UEFA  pochłonie ją Bundesliga, gdzie stadiony są nowe i goszczą na nich tłumy kibiców niespotykane nigdzie indziej w Europie.

Nie jestem wielkim entuzjastą włoskiego Calcio. Dużo uważniej śledzą wspomniane ligi angielską i niemiecką, na hiszpańską nie zawracam uwagi bo nie emocjonuje mnie oglądanie po raz n-ty tego, jak Barcelona bądź Real w piętnastej minucie prowadzą 3:0, mecz wygrywają pięcioma bramkami, a Messi czy Ronaldo w każdym spotkaniu strzelają co najmniej po dwie bramki. Lecz nie w tym rzecz. Dziś chciałbym się skupić na tym, jak to piękna liga, którą przed laty jako wielbiciel Milanu śledziłem z zapałem, stacza się na dno.

Ten tragiczny obraz włoskiego futbolu zamazał na krótko kapitalny sezon Interu, który z Jose Mourinho wygrał wszystko, ale jedynym Włochem w mechanizmie Portugalczyka był jego ulubieniec grający jednak tylko ogony Marco Materazzi. O ile dokonania Interu dawały nadzieję na lepszą przyszłość dla Calcio, o tyle afrykański Mundial mocno to wszystko zweryfikował i pokazał prawdę bolesną lecz całkowitą, niczym nie zmąconą.

Po tym sezonie, ewentualnie po następnym, Włosi stracą jedno miejsce w Lidze Mistrzów na rzecz Niemców. Oznacza to, że jeden włoski klub straci grube miliony euro, bez których nie przyciągnie wielkich nazwisk, a te i tak są już na Półwyspie Apenińskim gatunkiem wymierającym.  Za największe gwiazdy Serie A uchodzą gracze po przejściach, którym nie wszystko w życiu poszło jakby sobie tego życzyli. Zlatan Ibrahimovic nie sprawdził się w Katalonii prawdopodobnie dlatego, ze miał na wyposażeniu zbyt dużo centymetrów i do kolegów z drużyny nie pasował nawet wizualnie. Antonio Cassano był jednym z kilku tuzinów transferowych niewypałów Realu z ery międzyperezowskiej, a Robinho, o ile w Madrycie dawał radę, o tyle na Wyspach nie poradził sobie zupełnie.

Nie widać także przyszłości. Serie A cierpi na niedobór młodych gwiazd czy to rodzimych, czy to zagranicznych.  Piłkarzy, którzy już się jakoś wyróżniają, a którzy mają jeszcze przed sobą kawał kariery jak Marek Hamsik czy Edinson Cavani można policzyć na palcach jednej ręki. Juventus po kilku rewolucjach kadrowych wciąż w pełni polegać może tylko na Aleksie Del Piero, a czołowi strzelcy ligi Marco Di Vaio i Antonio Di Natale także już dawno minęli granicę trzydziestu lat.

Niewiele trzeba też, aby w Serie A objąć władzę. Po kilku latach absolutnego panowania Interu tak skąpego we włoskich graczy, który kolejne mistrzostwa zdobywał bez większego wysiłku, po Scudetto prze Milan, trochę odmłodzony, porządnie zrewolucjonizowany (bo poodchodzili ludzie, którzy byli tam blisko dekadę), ale ciągle będący w fazie budowy. Jednakże Rossonerri spośród całej ligi wykazują w swoich poczynaniach największą regularność i w zasadzie tylko oni są w stanie wygrać kilka meczów pod rząd, a bez tego o tytule nie ma co marzyć.

Pozostaje też kwestia infrastruktury.  Wiele stadionów jak wyglądało 15 lat temu, tak wygląda i dzisiaj.  We Włoszech jest mnóstwo stadionowych skamieniałości po  „Il Mondiale” z 1990 roku. Są to obiekty duże lub wręcz olbrzymie, jednakże mocno zaniedbane, bo po prostu na siebie nie zarabiające. Jedynie co niektóre areny, goszczące na co dzień Ligę Mistrzów trzymają poziom zaliczając się wciąż do najwspanialszych obiektów na świecie. Przebudowę (edit) przeszło Stadio delle Alpi, San Siro w Mediolanie i Stadio Olimpico w Rzymie gościły nie tak dawno finały Champions League, ale poza nimi włoskie  obiekty to żywe muzea. W takiej sytuacji potrzebny jest impuls, ale Włosi przegrali batalie o EURO 2012 i 2016 tak więc plany trzeba odłożyć.

Oby tylko Calcio wyszło z kryzysu, bo stanowi kawał historii futbolu. Kraj czterokrotnych Mistrzów Świata może niedługo z klasy Elite przenieść się do klasy średniej czemu trzeba zapobiec jak najszybciej.


pubsport.pl
Krystian Nowak
Mam 16 lat. Miłością do piłki zaraziłem się podczas EURO 2004, które nauczyło mnie futbolu. Piłkarzem już raczej nie zostanę, choć szansa na to przez moment była. Chciałbym w przyszłości być dziennikarzem sportowym, bo wydaje mi się , że na sporcie, a szczególnie na piłce, znam się bardzo dobrze. Ponadto byłaby to chyba jedyna praca, którą wykonywałbym z przyjemnością. Od lipca 2010 roku swoimi spostrzeżeniami na temat piłkarskiego świata dziele się na moim blogu, gdzie serdecznie zapraszam: http://prideoflondon.blox.pl/html
http://prideoflondon.blox.pl/html