Borussia – Bayernu rywal na lata

Po 31  kolejkach niemieckiej Bundesligi Borussia Dortmund ma siedem punktów przewagi nad drugim Bayernem. Chyba tylko jakiś kataklizm mógłby spowodować to, że Borussen tę przewagę, w cztery kolejki, które pozostały do rozegrania, roztrwonią.

Bayern, jak wiemy, od lat panuje na niemieckich boiskach. Jest to firma, która w Niemczech wychyla się ponad wszystkich. Niemal pod każdym względem. Finanse, klasa sportowa, marketing. Wszędzie, niemal na każdym polu góruje Bayern. Owszem, zdarzało się, że majstra zdobył Wolsfburg czy Stuttgart, ale to były tylko pojedyncze wybryki. Jednosezonowe przypadki. Po roku bez mistrzowskiej patery monachijczycy zaraz wracali na szczyt, a ekipy, które śmiały się zdobyć mistrza rok wcześniej, były w tabeli daleko, daleko za zespołem z Bawarii. I tak od niemal dwudziestu lat.

Rok temu mistrzostwo  zdobyli chłopcy Kloppa. Niemiecki szkoleniowiec kapitalnie tę drużynę zbudował, ułożył. Sprawił, że zawodnicy z Westfalii zaczęli grać pięknie, widowiskowo, ale zarazem bardzo skutecznie. Poprzedni sezon był jak sen. Marzenie. O, tak. Ale, mimo iż BVB zdobyła ten tytuł graczami bardzo młodymi, niezwykle perspektywicznymi,  mogącymi w przyszłości rządzić na naszej futbolowej planecie, zdobywać ogromne laury, to jednak sądziłem, że w tym sezonie Duma Westfalii zostanie sprowadzona na ziemię, mistrzostwa po raz kolejny nie powtórzy. Nie wierzyłem, że żółto – czarni  będą w stanie drugi rok z rzędu pozostawić za swoimi plecami wielki Bayern. Bo jednak Bayern to są pieniądze. Ogromne pieniądze, takie, jakich w Dortmundzie może nie być jeszcze przez długi, długi czas.  BVB nie wydaje tylu pieniędzy na transfery. Latem kupili przecież tylko  Perisicia za  5 mln euro. Na Alianz Arena przybył Neuer, Boateng i inni. Za ogromne pieniądze. Bayern to są gwiazdy najwyższego formatu, klasy światowej. Miałem nadzieję i w to akurat bardzo pozytywnie się zapatrywałem, że BVB będzie w czołówce. Ale mistrzostwo? Nie.

I początek sezonu, rzeczywiście, wskazywał, że ten sezon dla Borussen nie będzie już taki oszałamiająco piękny. Siedem punktów po sześciu kolejkach, nie, to nie brzmi zbyt dumnie. Ale dortmundczycy otrząsnęli się. Zaczęli wygrywać. Seryjnie. Cierpliwie walczyli o coraz to wyższe lokaty. Aż w końcu wylądowali na piedestale. Ale to nie był jeszcze koniec. Kilka dni temu miało miejsce wydarzenie, które miało wszystko rozstrzygnąć lub  –  w przypadku wygranej drugiego FCB  –  znacznie przybliżyć nas do wyłonienia zwycięzcy Bundesligi w tym sezonie. Mecz Borussia – Bayern. Jak już wspomniałem we wstępie, wygrali podopieczni Kloppa i od tytułu dzieli ich już bardzo mało. Malutko.

Nie wierzę, by taką przewagę roztrwonili. Oni niesamowicie dojrzeli, grają mądrzej niż sezon temu, są znacznie bardziej doświadczeni. Należy zwrócić na pewno uwagę na przygotowanie mentalne tych zawodników. Niemal przez cały sezon gracze BVB mówili, że Bayern jest najlepszy w Niemczech, że nie myślą o mistrzostwie, w końcu, przed kilkoma dniami, ekipę Heynckesa ukąsili, pokonali; teraz dopiero zaczęli mówić o mistrzostwie bardziej otwarcie. Zawodnicy Borussi nie patrzą daleko w przyszłość, oni po każdym meczu żyją następnym, grają z Ausburgiem, to nie myślą już o meczu z takim Bayernem z którym grają przykładowo dwa tygodnie później. Nie, każdy mecz jest dla nich ogromnie ważny. Klopp pokazał, że wie, kiedy z zawodników ściągnąć presję, zluzować, a kiedy przycisnąć w mediach, powiedzieć konkretniej o swoich oczekiwaniach.

Borussia to nie jest drugi Wolsfburg, który po mistrzowskim sezonie stał się zupełnie inną drużyną. Gorszą.  Następny sezon skończył na odległej ósmej pozycji. Po środowym pojedynku nasuwa mi się wniosek, że w Dortmundzie pojawiła się drużyną, monolit, która może przez lata być rywalem Bayernu. Rywalem długoterminowym. Nie twierdzę, że przez następne lata Bayern będzie w cieniu BVB, absolutnie, ale myślę, że teraz wśród głównych faworytów do majstra nie będzie tylko i wyłącznie FCB, ale zacznie pojawiać się tam wspomniana ekipa z Westfalii.  Nawet jeśli ten wspomniany na samym początku kataklizm by nastąpił, nawet, jeśli jakimś przedziwnym trafem ekipa z Signal Iduna Park nie zdobędzie mistrzostwa, to i tak będę trzymał przy swoim.

Nie mówiłbym tego tak otwarcie, gdyby nie postawa władz Borussi. Watzke i innym nie zależy tylko na kasie, nie sprzedają połowy składu po mistrzowskim sezonie. Jak Watzke powie, że Goetze na razie nie sprzeda, to go nie sprzeda i koniec. Włodarze Borussi pragną, by ten klub nieustannie się rozwijał, szedł do przodu. Przypominam, skład BVB ma bardzo młody, większość z tych młodzieżowców ma szansę na wielkie kariery. A przychodzą następni. Latem do stolicy Westfalii zawita gwiazda innej Borussi, tej z Moenchegladbach, Marco Reus i to za 17 milionów euro. Zimą n SIP przeniósł się młody Leonardo Bittencourt z Energie Cottbus. Latem do Dortmundu trafi też młody Japończyk, Hiroki Sakai. No i ta młodzież z akademii.

Kamyczkiem do ogródka BVB jest na pewno ich słaby występ w tegorocznej LM. Grupy nie mieli imponująco trudnej: Arsenal, Maryslia i Olympiacos. Mistrzowi Niemiec wypadałoby zająć chociaż to trzecie miejsce. Zabrakło ekipie z Dortmundu wyrachowania, piłkarze Borussi mylili się w łatwych sytuacjach, dał o sobie znać brak doświadczenia drużyny Kloppa. Myślę jednak, że w przyszłym sezonie powinno być znacznie lepiej, bo jak już wspominałem, ta drużyna stale się rozwija, prze do przodu, zyskuje to, bardzo istotne przecież, doświadczenie.

Jak to fantastycznie, że w tej tak prężnie rozwijającej się drużynie, gra trzech polskich muszkieterów. Cała trójka, przynajmniej pod nieobecność Goetze’go, gra w pierwszym składzie. Myślę, że nawet jeśli młodziutka niemiecka gwiazdeczka wróci, to Błaszczykowskiego ze składu tak szybko nie przegoni, a nie zdziwię się, jak wygryzie ze jedenastki Kevina Grosskreutza, a nie właśnie Kubę.

Piszczek rozwija się świetnie. Już teraz mówi się, że jest to jeden z najlepszych prawych obrońców Bundesligi, niektórzy, bardziej odważni w swoich stwierdzeniach, stawiają tezę, że Polak jest już na swojej pozycji jednym z najlepszych na świecie. Ja w tym przypadku tak odważny nie jestem, bo Łukasz, owszem, w ofensywie szaleje, w przodzie gra efektownie, a zarazem efektywnie, ale, niestety, widać u naszego zawodnika braki w defensywie. Już kilka dobrych bramek Borussia po jego błędach straciła. Zdarzają się błędy w kryciu, czasami Piszczek za łatwo daje się przejść w sytuacji jeden na jeden, wiem, pamiętam, że z Polski wyjeżdżał jako przeciętny napastnik, z defensywą mający niewiele wspólnego. To momentami widać. Jednak dalsza intensywna praca może spowodować, że o Łukaszu z czyściuteńkim sumieniem będę mógł powiedzieć – jeden z najlepszych bocznych defensorów Starego Kontynentu.

Pamiętam jak jesienią narzekałem na Błaszczykowskiego, pamiętam, jak bałem się, że stary dobry Kuba już nie powróci.  Na wiosnę wrócił. W jeszcze lepszym wydaniu. Swojej gry nie ogranicza już tylko do pojedynków jeden na jeden i ofensywnego szaleństwa, tak jak dobre trzy lata temu. Takiego Kubę uwielbialiśmy, ale tego obecnego Błaszczykowskiego możemy wielbić jeszcze bardziej. Były gwiazdor Wisły Kraków pod względem piłkarskim dojrzał. Wkłada sporo wysiłku w swoją grę defensywną. Walczy w odbiorze, wraca się raz po raz. W ofensywie każda akcja to nie jest już pojedynek 1 vs 1. Polak potrafi popisać się ładnym prostopadłym dograniem, ma super dośrodkowanie, często gra z pierwszej piłki, a na pojedynek jeden na jeden wybiera tylko odpowiednie momenty. Na owy pojedynek nie decyduje się, gdy ma przed sobą trzech rywali, decyduje się na niego wtedy, gdy minięcie rywali jest realne i nie ma lepiej ustawionego od niego partnera, do którego spokojnie można zagrać piłkę. No i widać u Kuby tę dynamikę. Szybkość. Trochę mi tego brakowało przez znaczną częśc jesieni. To z czego zawsze słynął, stało się chwilowo jego gorszą stroną. Po dryblingu nie uciekał rywalom z taką łatwością jak robi to teraz. Bo teraz gra i do samej rundy jest doskonale przygotowany.

Czas napisać dobre słówko też o Robercie Lewandowskim. Fenomen? Może jeszcze nie. Piłkarz światowego formatu? Tak, po meczu z Bayernem mogę to spokojnie przyznać. Lewego oglądam co tydzień, ale do czasu wspomnaniego spotkania za takowego piłkarza go jeszcze nie uważałem. Dlaczego? – zapytacie. Ano dlatego, że Robert, owszem, bardzo szybko się rozwija, w porównaniu do zeszłego roku, przeszedł niesamowity progres, strzela dużo bramek, zastawia się, notuje asysty, podchodzi pod grę, ale jednak brakowało mi jednego do uważania go za gracza klasy światowej. Brakowało mi tylko błysku w jakimś bardzo ważnym meczu. Meczu, na który patrzy cała Europa, może nawet calutki świat. Wcześniej z FCB grał dobrze, ale bramki nie strzelił, asysty również nie zaliczył. W Lidze Mistrzów z Arsenalem czy Maryslią też niby grał dobrze, ale podporą zespołu nie był, goli nie strzelał. Lecz w środę, w meczu niesamowicie prestiżowym, niezwykle ciężkim gatunkowo, zabłysnął. Był gwiazdą BVB. To on strzelił piękną bramkę piętką. To on w ostatniej akcji spotkania przerzucił Manuela Neura i tylko poprzeczka uratowała monachijczyków od podwójnego skarcenia. To on w pierwszej połowie trafił w słupek po pięknej główce. To on się zastawiał, przyjmował piłkę kapitalnie, nie tracił jej niemal w ogóle i rozgrywał. To on był największym zagrożeniem dla byłego golkipera Schalke 04. W końcu, to on trafił na następny dzień na czołówki europejskich gazet. Nie tylko polskich. Sam meczu nie wygrał, ale to on był postacią pierwszoplanową. Teraz mogę to powiedzieć – Robert, jesteś piłkarzem klasy światowej.

Szczerzej napisałem tylko o trzech zawodnikach. To zaledwie część tej wspaniałej ekipy. Firmy, na której stadion już wkrótce będzie bało się przyjeżdżać sporo europejskich potentatów, a tylko nieliczni będą w stanie spokojnie ograć Borussię. Tak, tak myślę – w Dortmundzie rośnie nowa siła europejskiego futbolu.


pubsport.pl
Daniel Flak
Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html
http://daniel99.blox.pl