Borussia u bram piłkarskiego nieba

Europejska przygoda Borussi Dortmund jest zjawiskiem niesamowitym.  Po pokonaniu Szachtara twierdziłem, że ćwierćfinał to dla BVB za wysokie progi, nie myśląc nawet o możliwości przejścia całej, wyboistej drogi do piłkarskiego raju – Wembley, to tam chłopaki z Westfalii zakończą swój FANTASTYCZNY sezon. Lepszego scenariusza z pewnością nie mogli sobie wymarzyć.

Zostawmy pierwsze spotkanie pomiędzy BVB a Realem, na jego temat zostało już powiedziane chyba wszystko. Natomiast zajmijmy się tym, co działo się wczoraj na Santiago Bernabeu.

Początek Realu był fenomenalny. Gonzalo Higuain był wszędzie, świetnie rozgrywał Oezil. Gospodarze grali precyzyjnie, zaskakująco i niezwykle szybko. Narzucili tempo, które przybyszów  z Niemiec chwilowo oszołomiło. Bardzo imponowała mi ich gra na jeden kontakt, potrafili wyczuć, kiedy przyspieszyć akcję, stale zaskakiwali. Zapału starczyło im na dobry kwadrans. Trzy setki, a potem było już tylko gorzej.

Mesut Ozil, o którym pisałem, że świetnie zaczął, z biegiem czasu popadał w przeciętność, zatracił pomysłowość, niekonwencjonalność i błysk. Dlatego też brakowało na boisku gościa, który potrafiłby poprowadzić Real, dyrygować ich grą. Piłkarza, który wybiera najlepsze rozwiązania. Luka Modrić, który wczoraj grał niemalże w linii z Oezilem również próbował, ale tak Niemcowi, jak i jemu brakowało kreatywności w grze.

Wskutek tego, Real zatracił pomysł na przedarcie się przez linię defensywy rywala. Warto dodać, że wczoraj do momentu straty gola, niezwykle pewnej defensywy. Owszem, na początku zdarzało się, o czym już pisałem, że Królewscy  potrafili rozmontować kilkoma podaniami obronę z Dortmundu, ale i tak nie może to zatrzeć dobrego wrażenia pozostawionego przez Hummelsa, Suboticia, Piszczka, Schmelzera i Bendera, wszak przeciwko takiemu Realowi jak ten na początku, chyba żadna defensywa nie zagrałaby bezbłędnie.

Borussen byli doskonale ustawieni i zdyscyplinowani taktycznie. Długimi momentami potrafili utrzymywać idealne odległości między formacjami. Był taki moment, przy okazji tej prawdziwej kanonady Realu na początku spotkania, że zaczęli „kryć na radar”, zostawiając swobodę swojemu rywalowi, ale po niedługim czasie ponownie wszystko wróciło do normy.

Wreszcie zaimponował Mats Hummels, który w ostatnich meczach  z prawdziwego  skarbu, którego chciałaby mieć w swoich szeregach każda drużyna na świecie, zaczął zmieniać się w nieporadnego i nieodpowiedzialnego piłkarskiego bachora, który niewiele ma wspólnego z pozycją środkowego obrońcy ? popełniał głupie błędy i zawodził w ważnych momentach. Nawet  w sobotę przeciwko rywalowi bardzo przeciętnemu, Fortunie z Dusseldorfu, były gracz monachijskiego Bayernu nie wyglądał dobrze. Tymczasem wczoraj był świetny. Grubą linią należy podkreślić jego doskonałą grę w powietrzu i wiele istotnych odbiorów.

Głównie dzięki Łukaszowi Piszczkowi nie istniał Cristiano Ronaldo, usilnie próbujący znaleźć sobie miejsce na boisku. Portugalczyk szukał, szukał, ale bez skutku – nie znalazł i dzisiaj był jedną z gorszych postaci gospodarzy w ofensywie. Bardzo mało groźnych sytuacji,  niewiele (jak na niego) wygranych pojedynków jeden na jeden. Zawiódł, mimo tego, w jak doskonałej formie znajdował się w ostatnim czasie.

Skrzydłowi z Dortmundu: Błaszczykowski i Grosskreutz  w grze defensywnej spisywali się nienagannie (poza jedną sytuacją, kluczową). Zwłaszcza należy podkreślić tutaj zasługi kapitana naszej reprezentacji, który zaliczył wiele wygranych pojedynków w obronie. Martwi tylko jego postawa w grze do przodu. Kubę zawsze znaliśmy ze świetnego dryblingu, ciągu na bramkę, umiejętności wypracowania okazji. Tymczasem wczoraj zwody kompletnie nie wychodziły, brakowało mu pomysłu na minięcie rywala. Coentrao  poradził sobie z nim bardzo dobrze. Kevin Grosskreutz z kolei maczał swoje palce w pierwszej bramce dla Królewskich, ale ogólnie w defensywie spisywał się bardzo poprawnie i po jego wejściu za kontuzjowanego Mario Goetze, Borussia zaczęła bronić się znacznie umiejętniej.

Po raz kolejny jestem pod wielkim wrażeniem postawy Marco Reusa. Ten chłopak ma nieprawdopodobną wręcz łatwość mijania kolejnych rywali. Nie używa wyszukanych zwodów. Bierze piłkę pod stopę i jedzie, prowadząc ją króciutko i wykonując przy tym kolejne balanse ciała, a wtedy zatrzymać jest go już piekielnie trudno. Nawiasem mówiąc, bardzo dużo widzi na boisku, wyczuwa odpowiedni moment do zagrania, ma nieprawdopodobny wręcz zmysł do gry kombinacyjnej. Dla mnie, najlepszy obecnie piłkarz Borussi. No, niech będzie,  że do spółki z Lewandowskim, bo oboje wywiązują się ze swoich zadań w  ponadprzeciętny sposób.

Robert Lewandowski wczoraj zagrał znacznie słabiej niż przed tygodniem, nie wykorzystał kilku doskonałych sytuacji, ale łatwość z jaką do nich dochodził świadczy o tym, z jakiej klasy napastnikiem mamy do czynienia. Wiadomo, w każdym meczu strzelać nie może i zdarzy się też taki, kiedy jakiejś sytuacji nie wykorzysta. Zresztą widzimy to na przykładzie Cristiano Ronaldo  czy Messiego – dwóch najlepszych piłkarzy świata, ale na „popisy” Argentyńczyka z Allianz Arena czy Portugalczyka we wczorajszym spotkaniu na SB aż żal było patrzeć.

Boję się tylko o przyszłość Żółto – Czarnych. Po odejściu Mario Goetze zacząłem nabierać przekonania, że Borussia długo nie pozostanie w tej najściślejszej czołówce światowego futbolu. Odszedł wspomniany Super Mario, niemal na pewno z Signal Iduna Park pożegna się Robert Lewandowski, a w kontekście odejścia z Borussi tego okienka wymienia się przecież jeszcze  Hummelsa, Reusa, Błaszczykowskiego czy Gundogana. Architekta sukcesu, Jurgena Kloppa, wkrótce też może skusić perspektywa jeszcze większych pieniędzy i pracy w innym klubie czy nawet reprezentacji. Nie widzę w Borussi nowej Barcelony, prędzej londyński Arsenal ? hurtownię talentów do klubów z najwyższej półki. Chciałbym się mylić.

Ale na razie niech piłkarze i kibice z Dortmundu o tym nie myślą, teraz jest ich wielki czas, są w niebie. Niech się cieszą, świętują i otwierają kolejne szampany. Prędko może się taki wyczyn w stolicy Westfalii nie powtórzyć.


pubsport.pl
Daniel Flak

Mam czternaście lat. Uwielbiam sport, a w szczególności piłkę nożną, w której zakochałem się oglądając w telewizji Mistrzostwa Świata w Niemczech. Od tego czasu regularnie trenuje i gram w klubie, obecnie w Rakowie Częstochowa. Oprócz tego, wielką przyjemność sprawia mi pisanie o futbolu. W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem sportowym. Prowadzę bloga, na którego serdecznie zapraszam: http://daniel99.blox.pl/html

http://daniel99.blox.pl