Borussia walczy dalej, a City niszczy Villarreal

Kolejna kolejka grupowa Ligi Mistrzów za nami. We wtorek relacjonowałem na żywo mecz Borussia – Olympiakos, a dzień później popatrzyłem na El Madrigal na spotkanie Villarrealu z Manchesterem City.

Wieczorem w dzień Wszystkich Świętych musiałem mocno skupić na monitorze i klawiaturze, bo nieco wypadłem z wprawy w relacjonowaniu na żywo, ale co nieco pamiętam z wydarzeń na boisku. Głównie to, że gospodarze od samego początku zaatakowali, a po strzelonej bramce już nieco „zeszli” z rywali. Przynajmniej takie odniosłem wrażenie.

Gol Kevina Grosskreutza spowodował, że zarówno Mistrz Niemiec, jak i Mistrz Grecji zagrał otwartą piłkę i przyprawił nas o emocje. Na dobrą sprawę od 15. minuty obie ekipy grały jak równy z równym. Tak więc mecz mógł zakończyć się równie dobrze każdym innym wynikiem.

Zwykle napastników ocenia się po tym, czy strzelają bramki. W myśl tej zasady, powinniśmy Roberta Lewandowskiego zganić, że był nieskuteczny i tak dalej. Jednakże, jeśli popatrzymy ile pracy wykonał w tym spotkaniu, ile się nabiegał i jak był blisko, to ta wina może zostać zredukowana do minimum. Tym bardziej, że trzech graczy z Pireusu złapało na nim po żółtej kartce. Owszem, mogło być lepiej, ale ponoć zapomina się o mankamentach, jeśli drużyna wygrywa, prawda?

Pewnie mecz potoczyłby się inaczej, gdyby któryś (z pięciu!) arbitrów zauważył rękę Matsa Hummelsa w ostatnich minutach I połowy. Prawdopodobnie podopieczni Jurgena Kloppa musieliby podjąć większe ryzyko i byłoby jeszcze ciekawiej na BVB Stadion. Utwierdzają mnie w tym przekonaniu dyspozycje bramkarzy obu ekip. I Weidenfeller i Megyeri spisywali się bardzo dobrze i gdyby nie oni, to padłby we wtorek wieczorem rezultat hokejowy.

I na koniec muszę się przyznać do czegoś: W tym sezonie oglądałem Borussię w akcji po raz… pierwszy. Mam nadzieję, że nikt mi tego za złe nie ma poza mną samym. Pewnie widać to zarówno w zapisie z tekstówki, jak i z tego wpisu. No cóż, jak to kiedyś powiedział Marcin Daniec: „każdy za uszami cosik ma”…

Jak w każdą środę z Champions League, po powrocie z angielskiego, szybko rzuciłem gdzieś plecak (do tej pory nie wiem, gdzie leży) i przeniosłem się do Hiszpanii na mecz Villarrealu z Manchesterem City. Niestety, spodziewałem się za wiele po tym meczu. Sądziłem, iż po znakomitym spotkaniu na Etihad Stadium dwa tygodnie wcześniej, znów będzie interesująco. To miało być przełamanie hiszpańskiej drużyny w LM (o punktów i jedna zdobyta bramka na półmetku grupy mówią same za siebie).

Przeliczyłem się. Juan Carlos Garrido miał spory problem ze składem, bo kilku graczy nie mogło wystąpić z powodu kontuzji. Mogli się pokazać tacy gracze, jak Joselu, czy Wakaso Mubarak (ma urodziny tego samego dnia, co ja), ale to było za mało na naszpikowany gwiazdami (także na rezerwie) zespół Manchesteru City.

Przez pierwsze pół godziny wyglądało to jeszcze dobrze, ale wraz z pierwszym trafieniem Yayi Toure, Żółta Łódź Podwodna zaczęła tonąć. W drugich 45 minutach już prawie nie było jej widać, a kibice zaczęli masowo wychodzić ze stadionu już kwadrans przed końcem, gdy ich pupile stracili trzeciego gola. Stało się jasne, że cudu nie będzie i ubiegłoroczny półfinalista LE odpadnie z Ligi Mistrzów.

Nie mogę się już doczekać meczu za dwa tygodnie, bo The Citizens przyjadą do Neapolu. W pierwszej kolejce padł remis, więc zapowiada się dobre spotkanie. Dochodzi jeszcze czynnik w postaci dwupunktowej różnicy między tymi zespołami w tabeli grupy A, więc może się okazać, iż wynik może mieć wpływ na to, kto zostanie w Champions League, a kto będzie musiał zadowolić się występami w Europa League (zakładam, że Villarreal pozostanie na dnie i pożegna się z europejskimi pucharami już w grudniu).

Już tak wybiegłem w przyszłość, ponieważ mało można napisać o wydarzeniach z El Madrigal. Mój szybki powrót z angielskiego się nie opłacał. Chociaż chwilę, moment… opłacał się, bo to jest Liga Mistrzów!


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl