Brąz, który cieszy

Za nami już Mistrzostwa Europy w siatkówce mężczyzn. Jak się okazuje, te dziewięć dni rywalizacji oceniamy pozytywnie, bo z Austrii i Czech przywozimy brązowy medal. Nie spodziewaliśmy się tego chociażby widząc postawę naszej drużyny w Memoriale Wagnera.

Wielu z nas mówi sobie tak: „Skoro pojechaliśmy w nienajsilniejszym składzie, to co by było, gdyby do drużyny dołączyły te wszystkie gwiazdy?”. To pytanie jest idealne na rozważanie dla filozofów. Przecież dwa lata temu również, jak się wydawało, w okrojonym składzie zdobyliśmy złoty medal ME, a rok temu na MŚ pojechaliśmy z prawie wszystkimi „najlepszymi” graczami w naszym kraju i co? To jest jakiś paradoks…

Tym bardziej, że to 3. miejsce zostało wywalczone przy aż trzech porażkach na 7 meczów.  No, powiedzmy, że jednej z nich by nie było, gdyby nie system. Znowu widać, jak cienka jest granica między zwycięstwem, a porażką na wielkiej imprezie.

Pomimo tego, brązowy medal powinien nas cieszyć. „Każdy medal ma swoją historię” – powiedział Wojciech Drzyzga. Nieinaczej jest teraz. Tym razem nie zachowaliśmy się jak naiwniacy, którzy chcieli po prostu wygrywać i, co za tym idzie, wpaść w systemową pułapkę. Pokazaliśmy odrobinę cwaniactwa, co pozwoliło nam dojść do półfinału. I chociaż wypadliśmy w nim słabo, to dzień później wygraną z Rosją w walce o brąz zatarliśmy wszystkie nieprzyjemne akcenty tego turnieju. Jeszcze raz warto podkreślić: wygraliśmy z Rosją mecz o brązowy medal Mistrzostw Europy! Już sam ten fakt bardzo napawa radością.

Weseli także to, iż zrobiliśmy postęp w porównaniu do Ligi Światowej. Przede wszystkim wyłączenie z gry Bartosza Kurka nie jest dla nas już tak znaczącym osłabieniem, bo są inni, którzy mogą przechwycić rolę lidera naszej reprezentacji. Kuba Jarosz pokazał, źe już nie boi się trudnych przeciwników po drugiej stronie siatki i dorzuca dużo punktów do dorobku drużyny. Podobnie dzieje się z Michałem Kubiakem – odkryciem tego sezonu reprezentacyjnego. Mamy też znakomitych środkowych, ale o tym wiemy już od dłuższego czasu. Trójka, która pojechała na Eurovolley znacznie się przyczyniła do zdobycia brązowego krążka. Wiele zawdzięczamy również Krzysztofowi Ignaczakowi, choć gra na niewdzięcznej, często zapomnianej pozycji libero. To jeden z najlepszych zawodników na tej pozycji na świecie. Dziwię się, że nie dostał za to indywidualnej nagrody.

I nawet jeśli są elementy, które wciąż psują idealny obraz polskiej ekipy, to przynajmniej na razie zapominamy o nich. Nie pamiętamy o własnych, niewymuszonych błędach, które pojawiają się seriami. Te mankamenty jeszcze powrócą w swoim czasie, lecz póki co, przykrywa je kurtyna w kolorze brązowym.

Dość o naszych, spójrzmy na inne drużyny. Największymi wygranymi są oczywiście Serbowie. To pierwszy złoty medal dla tego kraju. Na pewno jest zasłużony. Trafił do jedynej reprezentacji, która wygrała wszystkie spotkania na ME. I to jest przykład, że można zostać Mistrzem Europy i nie kombinować, wybierać sobie przeciwników. Ale to jest przywilej tego, kto ma naprawdę waleczny skład i osobistości, które „robią różnicę”. A takimi z pewnością są Ivan Milijković, Nikola Kovacević, czy Milos Nikić.

Największymi przegranymi są oczywiście Rosjanie. Przed turniejem było bardzo niewielu takich, którzy twierdzili, że nie zdobędą złota, a o tym, iż nie staną na podium już nikt nie pomyślał. Kolejny raz boisko zweryfikowało papier. Mówiło się o tym, iż Sborna ma kadrę, która przez najbliższe lata będzie rządzić w światowej siatkówce, a tu proszę. Oczywiście nie jest wykluczone, że tak będzie, ale ta hegemonia miała trwać od lipcowego ich triumfu w Lidze Światowej. Znów nie wyszło, pojawiły się problemy z koncentracją w kluczowych momentach, jak np. 4. set meczu półfinałowego, co na dobrą sprawę zadecydowało o końcowej porażce w turnieju. Na walkę o brąz już się niespecjalnie koncentrowali, bo nie to było ich celem. No cóż, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać, aż ekipa Vladimira Alekhny uzyska miano idealnej.

Wicemistrzem Europy zostały Włochy. Według mnie, jest to wynik zadowalający tę drużynę, ale bez przesady. Mieli też trochę pecha w LŚ, choć mniejszego od nowych Mistrzów Europy, więc drzemała w nich żądza rewanżu. Pokazali ją w tym Eurovolley. Wyglądali na zespół poukładany, chciało się go oglądać (pięciosetowy spektakl z Francją w grupie). Bohaterami tej drużyny byli przede wszystkim Cristian Savani i Michal Lasko. Nie wystarczyło to jednak do końcowego sukcesu.

Na koniec moje myśli o poziomie sportowym (o technicznym będzie chyba jeszcze jeden artykuł). Zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę Mistrzostwa Europy zaczęły się od ćwierćfinałów, gdzie zagrały reprezentacje znane kibicom, z jakimiś osiągnięciami na arenie międzynarodowej. Powiedzmy sobie szczerze – Austria, Słowenia, Belgia, czy Estonia to są po prostu drużyny, które trzeba było ograć i basta. Pamiętajmy jednak, że my, Polacy patrzymy na to z innej strony, bo mamy drużynę dosłownie na medal. Dla innych, tych „mniejszych” sukcesem będzie w ogóle zakwalifikowanie się do turnieju finałowego, albo wyjście z grupy. Jednakże na świecie liczy się chyba co najwyżej połowa uczestników ME.

Z czego zapamiętam Eurovolley 2011? Nie będę orginalny i powiem, iż z tego, że zdobyliśmy medal po wygranej z Rosją. Rzadko zdarza się nam pokonać tę reprezentację w meczach o punkty. Dodaje to temu brązu cenności.

Było kilka „technicznych” sprawek, które chciałbym poruszyć. Uzbierało się ich tyle, że trzeba napisać o tym osobno.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl