Być jak Adam Małysz!

Adam Małysz dziś, w niedzielę 20 marca 2011 oddał swój ostatni skok w Pucharze Świata. Czy można było sobie wymarzyć piękniejsze zakończenie kariery przez Orła z Wisły? Kamil Stoch wygrał swoje trzecie pucharowe zawody, a Adam zajął trzecie miejsce. Dla Małysza to 90. podium w karierze w Pucharze Świata, 90. i ostatnie…

Czy fakt, że wygrał Kamil, a Adam w swoim pożegnaniu z Pucharem Świata zajął trzecie miejsce można nazwać symbolicznym przekazaniem pałeczki? Można, ale eksplozji entuzjazmu, jaką przeżywaliśmy za sprawą Adama już nigdy nie będzie. Małysz to nie tylko fenomen sportowy, ale także socjologiczny. Coś podobnego do Małyszomanii już nie powróci, bo Adam jest tylko jeden, król jest tylko jeden. Ale oczywiście życzę Kamilowi jak najlepiej, by potrafił choć w niewielkiej części zapełnić tę lukę, która powstanie po odejściu wielkiego mistrza, żywej legendy skoków.

Adam pierwsze punkty w Pucharze Świata zdobył w Innsbrucku w 1994 roku, po raz pierwszy na podium stał w Iron Mountain w 1996 roku, a pierwsze pucharowe zawody wygrał w Oslo w marcu 1996 roku, czyli kilka lat przed rozpoczęciem 10-letniej telenoweli pt. „Małyszomania”. Tam gdzie święcił swój pierwszy triumf ogłosił zakończenie kariery w trakcie tegorocznych mistrzostw świata. Król Holmenkollen, jak go nazwano, w miejscu magicznym dla skoków powiedział, że czas kończyć karierę.

Łezka w oku się kręci, gdy się wspomina te wszystkie wspaniałe sukcesy. Triumf w Turnieju Czterech Skoczni 2000/2001, Kryształowa Kula wywalczona trzykrotnie z rzędu w latach 2001-2003 oraz za sezon 2006/2007. Cztery złote medale mistrzostw świata, a w sumie sześć, ostatni brązowy wywalczony kilka tygodni temu w Oslo. Cztery medale olimpijskie (trzy srebrne i jeden brązowy). 39 wygranych zawodów Pucharu Świata, 90 razy na podium pucharowych zawodów. Adam Małysz, który stał się żywą legendą polskich skoków, żywą legendą polskiego sportu. 20 marca 2011 dobiegła końca kariera najwybitniejszego polskiego sportowca w historii. Teraz jeszcze będziemy mieli benefis Adama w Zakopanem 26 marca i więcej szybującego w przestworzach go nie zobaczymy.

Dziś wiele rzeczy odbywa się po raz ostatni. Ale takie jest życie, takie są koleje losu. Nic nie trwa wiecznie i doskonale wiedzieliśmy, że Adam w końcu powie, że czas się pożegnać. A chciał się przecież żegnać wiele lat temu, na długo przed nastaniem Małyszomanii, gdy nic mu nie wychodziło. Przetrwał kryzys, a nawet więcej, gigantyczny dół, który mógł doprowadzić do tego, że nie zostałby legendą światowych skoków. Ale Małysz wtedy, tak jak i przez ostatnie 10 lat pokazał swoją siłę, swój hart ducha. Oczywiście miał przy sobie odpowiednich ludzi, którzy go wspierali i nie pozwolili mu porzucić jego największej pasji. Możemy im tylko podziękować, że z nim byli i go nie opuścili, tak jak później były z nim miliony kibiców i go wspierały, choć często ten szum musiał Adama irytować.

Rozpiera mnie ogromna duma, że przyszło mi żyć w czasach, gdy skakał i latał nasz Orzeł z Wisły zarażając nas swoim entuzjazmem, dając nam wiarę i nadzieję, pomagając zapomnieć o troskach życia codziennego. Adam Małysz dla większości Polaków był kimś więcej niż tylko skoczkiem, niż tylko sportowcem. Dla mnie zawsze był ostoją i wsparciem, pomagał mi uwierzyć, że wszelkie lęki, słabości można pokonać, przezwyciężyć każdy kryzys w myśl zasady co nas nie zabije to nas wzmocni. Wiele razy przeżywaliśmy to razem z Adamem. Przyznaję, czasami pojawiało się zwątpienie i myśl: a może to już koniec wielkich zwycięstw mistrza Adama? Przyznaję się, że przed MŚ w Predazzo 2003 nawet nie śniłem, że może się to tak pięknie ułożyć. Już wtedy stał się dla mnie największym z największych, bo pokazał niesamowitą odporność i hart ducha, wykazał się podziwu godną konsekwencją. Choć sezon nie układał się po jego myśli (delikatnie mówiąc) zapowiadał, że do Predazzo jedzie po medale i został podwójnie ozłocony. To wtedy w mojej głowie uformowało się użyte w tytule hasło: „Być jak Adam Małysz”.

Być jak Adam Małysz odnosi się nie tylko do świata sportu. Młodzi adepci marzą by być jak Adam Małysz na skoczni. A ja chciał bym być takim człowiekiem jak Adam Małysz. Cierpliwym, uparcie dążącym do celu, twardym, niezłomnym, pracowitym, potrafiącym przełamywać bariery i pokonywać własne słabości, wierzącym głęboko w siebie i ludzi. Szczerym i jednocześnie skromnym. Widzieliśmy jego metamorfozę jeśli chodzi o sposób odnoszenia się do ludzi i dziennikarzy. Na początku małomówny, skryty, wręcz nieufny przeobraził się w znakomitego mówcę dającego nam świadectwo wielkiej wiary i radości, którymi nas zarażał. Życzliwy dla ludzi, uśmiechnięty, dobroduszny, prosty człowiek, wielki mistrz. Po prostu nasz Adam!

Za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, gdy będą nam przypominać te wszystkie wielkie skoki Adama Małysza będziemy mogli powiedzieć: my to widzieliśmy i przeżywaliśmy, mu dmuchaliśmy mu pod narty, aby dorzucić tych parę centymetrów. My skakaliśmy, szaleliśmy i płakaliśmy radując się z kolejnych zwycięstw i zdobytych medali. My szliśmy przez kolejne etapy naszego życia razem z Adamem. Adam odchodzi, a bez niego skoki nie będą już takie same. Bez niego i będącego nieodłączną częścią telenoweli pt. „Małyszomania” Włodzimierza Szaranowicza. Jest oczywiście jakiś żal, smutek, że nie będzie już weekendów z Adamem Małyszem. Dziś płaczemy, ale ze wzruszenia i radości patrząc na migawki z kolejnych triumfów Orła z Wisły z tych wszystkich lat. Smutek w tym wypadku szybko zostaje wyparty przez radość i wzruszenie, pamięć o tych niezapomnianych sukcesach.

Byłem świadkiem rodzącego się fenomenu nie tylko sportowego, bo przecież Adam przeniknął na wszystkie płaszczyzny naszego życia i jestem z tego powodu ogromnie dumny! Coś się kończy, coś zaczyna? Czy Kamil będzie w stanie kontynuować to nasze narodowe dziedzictwo? Życzę mu tego z całego serca, ale drugiego takiego sportowca jak Adam długo mieć nie będziemy, jeśli w ogóle… Takiego, który przez ponad 10 lat będzie jednym z członków milionów polskich rodzin. Takiego, który stanie się naszym najbliższym „sąsiadem”. Takiego, który tak bardzo wpłynie na nasze życie. Tych emocji, podskakiwania przed telewizorem, łez wzruszenia, wybuchów radości nikt mi nie odbierze. Dziękuję Adam! Za to, że przy tobie dorastałem. Za to, że razem z tobą obchodziłem 18-te urodziny w dniu, gdy wygrywałeś Turniej Czterech Skoczni. Za to, że gdy ty wygrywałeś ja skończyłem liceum i zdałem maturę oraz zdobyłem tytuł magistra. Dziękuję!


pubsport.pl
Łukasz Iwanek

Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.

http://sportowapublicystyka.blox.pl