Być jak Francesca… Niech żyje mączka!

Wielkie granie na mączce pora zacząć. Które tenisistki będą całować to pomarańczowe cudo i tańczyć w amoku, a które będą płakać, zgrzytać zębami i przeklinać tę okrutną ziemię?

Sezon na kortach ziemnych zapowiada się pasjonująco, bo wiemy że nic nie wiemy. Praktycznie każdą zawodniczkę z Top 15 i nie tylko stać na wygranie Roland Garros, oczywiście jak zawsze będzie to suma szczęścia, dyspozycji i psychicznego nastawienia.

Podejrzewam, że nawet takiej wojowniczce jak Francesca Schiavone nieźle będą drżały łydki w najbliższych tygodniach. Mistrzyni Roland Garros 2010, szybka, niezwykle dynamiczna o wspaniałej psychice, która przed 30-tką rozpoczęła swoje prawdziwe tenisowe życie. To była wspaniała przygoda, Włoszka grała porywający tenis. Zmysł taktyczny, kocie ruchy (gdy rywalka się tego nie spodziewa ona nagle znajduje się przy siatce) i skuteczność pozwoliły jej sięgnąć po wielkoszlemowy tytuł. Tym co ją cechuje jest to, że potrafi się odrodzić jak Feniks z popiołu, nie można jej przekreślać, nawet gdy przegra kilka spotkań z rzędu. Pytanie jak będzie z jej nastawieniem, gdy pojawi się olbrzymia presja? Tej niezwykle sympatycznej tenisistce zawsze życzę jak najlepiej (dawno nie cieszyłem się tak bardzo ze zwycięstwa jakiejś zawodniczki, jak w zeszłym roku w Paryżu), ale powtórzyć jej to będzie niezwykle ciężko. W przyrodzie nic nie ginie i wszystko się wyrówna. Frania to wspaniała tenisista, nieszablonowa, znakomicie realizująca plan taktyczny, ale takiego poziomu genialności, jak rok temu w Roland Garros raczej już nie powtórzy.

Samantha Stosur, której ubiegłoroczny bilans na kortach ziemnych to 20-3. Siła fizyczna, znakomity serwis, wspaniała technika, ale i też słaba psychika. Gdy pojawia się presja Sam często zawodzi. Przed rokiem w Charleston zdobyła swój pierwszy tytuł na ziemi, w tym tygodniu w Stuttgarcie broni punktów za ubiegłoroczny finał (przegrała z Justine Henin). W Paryżu zaliczyła swój pierwszy finał Roland Garros i by zachować miejsce w Top 5 czy nawet Top 10 musi w ciągu najbliższego miesiąca odnieść parę wartościowych zwycięstw. Jeżeli Francesce przynajmniej częściowo to może się udać to Samancie sukcesu nie wróżę, moim zdaniem będzie ona największym rozczarowaniem tegorocznej rozgrywki na ziemi.

A co z sensacyjnymi triumfatorkami z ubiegłego sezonu Marią Jose Martinez (Rzym) i Aravane Reza? (Madryt)? Hiszpanka to tenisistka preferująca taktykę serwis i wolej, na ogół nieskuteczna, do tego kontuzje jej nie oszczędzają. Taki tenis jest szalenie efektowny i uwielbiam patrzeć na takie popisy i jeżeli zobaczymy ją taką jak w Rzymie to stać ją na wielki wynik w Paryżu, tylko czy ona będzie w stanie zagrać tak skutecznie po raz drugi? Reza? to z kolei potworna siła, tenis nastawiony na szybkie kończenie wymian, tenisistka jakich wiele, ona miała swoje dni i zwyciężyła w Madrycie. Z takim „huraganowym” tenisem wiadomo – raz się uda, 10 razy nie. Zważywszy na problemy osobiste Aravane w najbliższych tygodniach raczej będzie duże nie.

A Anastasija Sevastova, która w ubiegłym sezonie w Estoril zdobyła swój pierwszy tytuł? A Simona Halep, która także w 2010 roku w Fes zaliczyła swój pierwszy finał i to jako kwalifikantka? A serbska nastolatka Bojana Jovanovski, która miała zabójcze otwarcie sezonu 2011 (półfinał w Sydney jako kwalifikantka)? Warto przyglądać się tym zdolnym dziewczynom, moim zdaniem jedna z nich może być rewelacją drugiej lewy Wielkiego Szlema.

Najbliższe tygodnie mogą też należeć do Andrei Petković i Petry Kvitovej. Niemka w 2009 roku na ziemi w Bad Gastein zdobyła swój pierwszy i dotychczas jedyny tytuł. W tym sezonie w Australian Open osiągnęła swój pierwszy wielkoszlemowy ćwierćfinał i zadebiutowała w Top 20 rankingu. To co imponuje w jej grze to równomierne rozłożenie ataku i obrony. Niemka znakomicie zmienia rotację, jej opanowanie w defensywie i błyskawiczne przechodzenie do ataku jednym potężnym zagraniem robi wrażenie. Najpierw pozwoli się rywalce wystrzelać, a potem sama wyprzedza ją o krok albo nawet o dwa i niespodziewanym drop-szotem bądź akcją przy siatce potrafi psychicznie zniszczyć tenisistkę po drugiej stronie siatki. Ile razy zobaczymy Petko Dance na ceglanej mączce? Czeszka z kolei w tym roku zdobyła już dwa tytuły (Brisbane – w finale pokonała właśnie Petković, hala w Paryżu) oraz dotarła do ćwierćfinału Australian Open. Petra w 2008 roku w swoim debiucie w Roland Garros doszła do IV rundy. Zabójcze otwarcie sezonu pozwoliło jej nabrać pewności siebie, którą utraciła po serii niepowodzeń bezpośrednio po osiągnięciu półfinału Wimbledonu 2010. Pewna siebie, do bólu konsekwentna Czeszka może być jak karabin maszynowy trafiający za każdym razem w dziesiątkę.

Wika Azarenka i Karolina Woźniacka, obie sezon na mączce rozpoczęły od zdobycia tytułów: Białorusinka w Marbelli, Dunka w Charleston. Co więcej Wika wywalczyła dwa tytuły z rzędu, wcześniej święciła triumf w wielkiej imprezie w Miami. Nie wiem jednak dlaczego, ale mam przeczucie, że do Roland Garros obie tenisistki się wystrzelają i do Paryża zabiorą już tylko ślepaki. Azarenka zwyciężając w Marbelli zdobyła swój pierwszy tytuł na kortach ziemnych. Spójrzmy na wyniki Woźniackiej na mączce z ubiegłego sezonu: triumf w Ponte Vedra Beach, półfinał w Charleston i kontuzja kostki, która ciągnęła się za nią przez kolejne tygodnie. W Paryżu trafiła w ćwierćfinale na mającego dwa tygodnie konia taktycznego geniusza, jakim jest Schiavone. Taką przebiegłą lisicą, wyprzedzającą ruchy rywalek zawodniczką jest też Agnieszka Radwańska i kto wie czy to nie bardzo dobrze grająca od początku sezonu, podbudowana deblową wiktorią w Miami Polka pokrzyżuje szyki swojej przyjaciółce. Wydaje się, że jej szanse na pokonanie Dunki na mączce są proporcjonalnie większe niż na kortach twardych. Wszyscy mówią, że krakowianka swojego Wielkiego Szlema może upolować na kortach Wimbledonu, ale dlaczego miałby to nie być Roland Garros? Agnieszka to w końcu przekorna dziewczyna, forma jest, psychiczne nastawienie również, co też wynika z faktu, że nie broni zbyt wielu punktów. Jeśli będzie grała tak porywająco, jak ze Schiavone w Stuttgarcie (taki tenis to poezja!) to ona może być jak Francesca, która w zeszłym roku była w Paryżu nie do zatrzymania. A zatem… ognia AGA!

A wyglądająca na piekielnie mocną finalistka Wimbledonu i US Open 2010 Wiera Zwonariowa? A Masza Szarapowa, która wróciła do czołowej 10? A ich rodaczki Swieta Kuzniecowa i Dinara Safina? A Serbki, byłe liderki rankingu Jelena Janković i Ana Ivanović? Jeśli któraś z nich ma szansę być gwiazdą tegorocznej rozgrywki na clayu to Zwonariowa. Właśnie w Roland Garros Wiera po raz pierwszy pokazała drzemiący w niej olbrzymi potencjał, gdy w 2003 roku doszła do ćwierćfinału. Teraz nie jest już tą płaczką, jaką była przez lata, jest dojrzałą, doskonale znającą swoją wartość kobietą. Trzy ostatnie Wielkie Szlemy to finały i półfinał. Czy Zwonariowa w ciągu najbliższego miesiąca sięgnie gwiazd i znajdzie się w galerii wielkoszlemowych mistrzyń?

Szarapowa przed rokiem na kortach ziemnych zdobyła tytuł w Strasburgu, ale świat chyba nie jest aż tak zwariowany, by Masza, która na kortach ziemnych „czuje się jak krowa na lodzie”, mogła wygrać Roland Garros. Nie dokonała tego w 2007 roku jako numer dwa na świecie (jedyny półfinał), w 2008 roku będąc liderką rankingu odpadła w IV rundzie, a zatrzymała ją wówczas Dinara Safina. Mająca ciągle problemy z plecami Dinara raczej miłych wspomnień z kolejnej wizyty w Paryżu, gdzie grała w finale w 2008 i 2009 roku, nie wywiezie.

Ana Ivanović i Swieta Kuzniecowa, dwie mistrzynie Roland Garros, odpowiednio z 2008 i 2009 roku. Ana ostatnio narzekała, że brakuje jej motywacji i czuje się wypalona, a w miniony weekend wróciła po kilkutygodniowej przerwie podczas Pucharu Federacji, by skreczować w meczu z Dominiką Cibulkovą. Jakby to powiedzieć, czarno widzę najbliższe tygodnie w wykonaniu Any, nad czym bardzo ubolewam, bo Ana której się chce jest pociskiem, który eksploduje nawet przed czasem. Póki co mistrzyni z 2008 roku jest raczej bombą z opóźnionym zapłonem, ale zawsze pozostaje nadzieja, że ta bomba kiedyś eksploduje. Wygra 3-4 mecze i huk będzie tak potężny, że usłyszy go cały świat. Nauczony wieloma doświadczeniami wiem, że nikogo skreślać przedwcześnie nie można, zwłaszcza zawodniczki z takim potencjałem jak Ana. Zdecydowanie większe szanse na przypomnienie się kibicom daję jednak Kuzniecowej, która właśnie odzyskała radość z gry w tenisa. Świetnie łącząca tenis siłowy i finezyjny Rosjanka znowu może zagrać tak, że wszystkim gały wyjdą z orbit. A trzykrotna półfinalistka Roland Garros Janković, która odzyskała wiarę w siebie i siły? Jak zawsze, stać ją na dobry wynik, ale tak jak Woźniacka nie jest to tenisistka, która może zdobyć wielkoszlemowy tytuł. Dunka jeszcze nie, Serbka w ogóle nie.

Do grona potencjalnych rewelacji sezonu na mączce trzeba też zaliczyć Marion Bartoli, Shahar Peer, Kaię Kanepi, Anastazję Pawljuczenkową, Alisę Klejbanową i Yaninę Wickmayer oraz Flavię Pennettę, pod warunkiem że Włoszka będzie zdrowa. Uważałbym też na Jarmilę Groth i dwukrotną triumfatorkę z Warszawy Alexandrę Dulgheru. A inne Rumunki, rewelacyjna finalistka z Marbelli Irina-Camelia Begu i zagubiona, ale ogromnie utalentowana ćwierćfinalistka Roland Garros 2009 Sorana Cirstea? A słowacka półfinalistka Roland Garros 2009 Dominika Cibulková. A niezwykle utalentowane rodaczki Petković, odzyskująca siły Sabina Lisicka czy Julia Görges? A finalistka Australian Open 2011 Na Li (Chince akurat wróżę wielki odwrót, bo mączka nie jest dla niej)? A inna Chinka, jedna z największych rewelacji otwarcia sezonu Shuai Peng?

Pasjonująco zapowiada się najbliższy miesiąc z okładem. Kto wykorzysta sprzyjające okoliczności braku zdecydowanej dominatorki kortów ziemnych? Kim Clijsters to wielka niewiadoma, tym bardziej, gdy nabawiła się kontuzji na… weselu kuzyna. Choć w Paryżu dwa razy grała w finale (2001, 2003), to tym razem Roland Garros nie widzę na liście jej priorytetów, ona znowu będzie niebezpieczna latem. Sensacji i zaskakujących rozstrzygnięć z pewnością będzie co nie miara, a to wszyscy przecież uwielbiamy. Niech żyje mączka!


pubsport.pl
Łukasz Iwanek

Lubartów, w 2009 roku ukończył studia na kierunku Ekonomia. Od 2009 roku pracuje w portalu SportoweFakty.pl, najczęściej cytowanym serwisie internetowym. Pisze tam o tenisie, ale interesuje się też piłką nożną i wieloma innymi dyscyplinami, jak lekkoatletyka, siatkówka, pływanie czy sporty zimowe. Od 2007 roku prowadzi bloga Sportowa Publicystyka.

http://sportowapublicystyka.blox.pl