Catargentina

Catargentina, tak od ponad roku nazywa się niekiedy włoską Catanię. Dlaczego? Bo od kilkunastu miesięcy kadrę tego włoskiego pierwszoligowca tworzą w przeważającej większości Argentyńczycy.

Jeszcze kilka lat temu o argentyńskiej kolonii mówiło się tylko w kontekście Interu Mediolan. Włoski potentat miał wielu piłkarzy z Ameryki Południowej w składzie, co niektórych na półwyspie Apenińskim bardzo raziło, szczególnie przy coraz większym spychaniu na margines włoskich piłkarzy. Teraz na Sycylii jest podobnie, ale równie częstych krytycznych głosów nie słychać.

Wszystko za sprawą mniejszej rangi Catanii, która przeważnie walczy o utrzymanie w Serie A. Jedenastka z południa Italii nie reprezentuje swojego kraju w europejskich pucharach i nie walczy o mistrzostwo, choć sporadycznie potrafi utrzeć nosa wielkim firmom pokroju Interu czy Juventusu. Na początku 2010 roku w klubie grało tylko i aż  jedenastu Argentyńczyków i ta liczba utrzymała się do dzisiaj. Mimo, że w kadrze jest dwudziestu ośmiu zawodników to jednak rodacy Lionela Messiego grają w niej główną rolę. A doliczając do tego trenera Diego Simeone, Germana Burgosa i resztę sztabu szkoleniowego będziemy mieli jasny obraz czemu dzisiaj Catania jest już Catargentiną.

Włosi, a głównie tifosi z Sycylii początkowo zastanawiali się czy to dobrze, że drużynę tworzą w takim stopniu cudzoziemcy z jednego kraju. Okazało się jednak, że nie doszło do poważnej alienacji reszty kadry, a wyniki nie pozwalały kolejnych transferowych posunięć właścicieli krytykować. A gdy było już naprawdę niebezpiecznie i klubowi zaczęła zagrażać Serie B, wtedy postanowiono Argentyńczyków właściwie ukierunkować rodakiem, Diego Simeone. Jaki to miało efekt? Pod okiem nowego szkoleniowca zespół powoli pozbierał się i zaczął zdobywać potrzebne punkty. W sumie Catanii udało się wygrać cztery mecze z trzynastu i zdecydowanie poprawić grę na własnym boisku. Nie jest to jeszcze rewelacyjny wynik, ale przynajmniej przybliżył zespół do upragnionego utrzymania.

Jak widać, nie zawsze takie eksperymenty muszą kończyć się porażką. Dobrze o tym wiedzieć i mieć alternatywę dla odwrotnego przykładu naszej, brazylijskiej Pogoni Szczecin sprzed lat. Włosi jednak wcześniej sprawdzają kogo kupują i ściągają do drużyny profesjonalnych piłkarzy, a nie kelnerów i sprzątaczy, którzy po prostu zakochali się w futbolu. I tak to powinno działać.


pubsport.pl