Cel: od meczu do meczu

Zaczynamy Eurovolley kobiet. Przed nami 9 dni z siatkówką pań na najwyższym europejskim poziomie. Choć inne rozgrywki pokazują, że świat Europie ucieka, to cieszmy się tym, co mamy, bo wyrasta nam mnóstwo faworytek do medali, a na podium miejsca są tylko trzy.

Jesteśmy w specyficznym momencie, gdyż rok 2013 to rok poolimpijski. Wiele ekip zmienia kadry i przygotowuje je głównie na Mistrzostwa Świata, które za rok zorganizują Włochy. Jednakże te reprezentacje, które nie muszą przemeblowywać składów, są w bardzo dobrej sytuacji przed europejskim czempionatem.

Weźmy na przykład obrończynie tytułu, Serbki. Aż 9 z 14 złotych medalistek z Mistrzost Europy 2011 przyjechało do Niemiec na kolejne Mistrzostwa Starego Kontynentu. Mówi się, że wówczas to było po prostu szczęście gospodarza, co później potwierdziło się w World Grand Prix i Igrzyskach Olimpijskich w 2012 roku. Jednakże w tym roku zawodniczki prowadzone przez Zorana Terzicia okazały się najlepsze spośród europejskich ekip w dorocznym prestiżowym cyklu. One nie kalkulowały, w każdym meczu grały na maksimum możliwości. Zobaczymy, czy nie złapie ich jakieś zmęczenie po Final Six. W końcu od niedzieli do piątku musiały przelecieć tysiące kilometrów i jeszcze zmienić o 7 godzin strefę czasową. To może przełożyć się na dyspozycję Serbek, szczególnie w pierwszych, bardzo ważnych spotkaniach.

W naszej grupie poza Serbią, jest jeszcze Bułgaria i Czechy. Chciałbym skupić się na tej pierwszej ekipie, bo ona również pozostawiła po sobie bardzo dobre wrażenie w World Grand Prix. Zawodniczki te rozsiane są po całkiem niezłych klubach, głównie w Europie. Pozwoliło to trenerowi Marcello Abbondanzy zbudować bardzo ciekawy zespół, który w tym sezonie reprezentacyjnym zdążył już pokonać Holandię, Japonię i Brazylię, a także postraszyć Stany Zjednoczone. Obok tych wyników nie można przejść obojętnie. Sam nie wiem, kogo obawiać się bardziej. Bułgarki zapowiadają się na czarnego konia Mistrzostw Europy.

Bardzo ważny dla nas będzie mecz z Czeszkami. Nie tylko dlatego, że będzie on pierwszym na turnieju, ale w kontekście tego, co przedstawiłem powyżej, wygrana z tym zespołem może się okazać bezcenną przepustką do dalszej gry w fazie pucharowej. Ja wiem, że groźna jest Havlickova, że Ivana Plchotova zna nasze siatkarki bardzo dobrze, ale z kim mamy wygrywać? Tu aż prosi się, by przytoczyć wyświechtane nieco powiedzenie, że „na tym szczeblu słabych drużyn już nie ma”.

Naturalnie do medalu należy również kwalifikować jedne ze współgospodyń, Niemki. Choć z większością faworyzowanych zespołów przegrywały podczas World Grand Prix, ale mam wrażenie, że one wszystkie siły skupią na meczach w domu. Już dwa lata temu pokazały, że na Starym Kontynencie stać je na medale. Do złota brakowało przecież bardzo niewiele. Składu przedstawiać nie trzeba, bo – przynajmniej tę pierwszą szóstkę – powinniśmy wymienić z pamięci. Tak, wiem, że zaczęliście od Małgorzaty Kozuch. Ona będzie liderką, ale do pomocy ma świetnie dysponowane koleżanki.

Podopiecze Giovanniego Guidettiego juz w grupie zmierzą się z kolejną ekipą, która moim zdaniem może celować w medale. To Turczynki, choć tu trzeba zastrzec, że dołożyć się musi kilka czynników. Przede wszystkim nowe zawodniczki muszą stworzyć silny kolektyw. To możliwe, bo cała czternastka, która przyjechała na Mistrzostwa Europy złożona jest z siatkarek grających w tym kraju. To zresztą przecież nie jest nowość. Na pewno z ich strony będziemy oglądać dużo walki.

Poza Serbkami, na turniej finałowy Grand Prix pojechały także Włoszki, ale one wygrały tam tylko z Amerykankami. Postraszyły też europejskie przeciwniczki i były o krok od odebrania im medalu z tej imprezy. Tyle, że tam również zachodzi pewna przemiana kadrowa. Na razie wygląda to nieźle, ale nie wiem, czy wystarczy na medal. Arighetti, Costagrande, Guiggi szkolą teraz młode zdolne, co symbolicznie można zobrazować siostrami Bosetti – Lucią i Catheriną.

O Rosjankach ciężko cokolwiek napisać, bo tu zaszły chyba największe zmiany spośród wszystkich dotąd wymienianych reprezentacji i im trzeba dać czas. Oczywiście należy liczyć się z tym, że mogą wystrzelić z formą akurat na Mistrzostwa Starego Kontynentu, ale one, podobnie jak my, powinny skupiać się na każdym kolejnym meczu. W taki oto sposób przechodzę do tytułu, a także do naszej drużyny.

World Grand Prix określam jako niezaliczony test. Trener Makowski będzie miał jeszcze sporo pracy z tym zespołem, dlatego uważam, że na Mistrzostwach Europy naszym celem powinen być… każdy następny mecz. Zagrajmy tak, by po ostatnim gwizdku móc powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co się dało. Na tę chwilę lekki uśmiech pojawiłby się na mojej twarzy nawet po przegranym meczu, ale w sposób, którego nie będziemy się wstydzić – zupełnie jak z Chinkami w Wuhan.

Właśnie ten jeden mecz w Chinach mógłby rzucić pozytywne światło na grę naszych dziewczyn, ale skoro dzień wcześniej i dzień później powróciliśmy do przeciętności, nie rokuje to dobrze przed najważniejszym turniejem sezonu reprezentacyjnego. Nie mamy całej wyrównanej dwunastki, więc Piotr Makowski będzie musiał niektóre zawodniczki mocno eksploatować, ale też oszczędzić.

Myślę tu o rotacji na pozycji atakującej. Widzieliśmy, że w Grand Prix Kasia Skowrońska-Dolata złapała zadyszkę i była cieniem samej siebie, szczególnie w odniesieniu do turnieju w Campinas. Więcej szans powinna otrzymywać Katarzyna Konieczna, a w razie czego, Skowrońska-Dolata może przecież przesunąć się na przyjęcie. Dużo szans na grę powinna otrzymać też Ewelina Sieczka – w moim odczuciu najlepsza przyjmująca w aktualnym składzie. Szkoda, że nie wyleczyła się Ania Werblińska, bo bardzo by pomogła w tej chwili naszej ekipie.

Jedynie środkowe i libero mamy na dość podobnym, wyrównanym poziomie. Wprawdzie Dorota Medyńska będzie raczej przegrywać walkę z Pauliną Maj, to podczas III weekendu World Grand Prix w Chinach pokazała, że będzie bardzo dobrą alternatywą.

Choć walka na całego i starcia wielkich drużyn rozpocznią się pewnie dopiero w fazie pucharowej, to już teraz czuję, że będzie co oglądać. A co do Polek, to cieszmy się każdych ich meczem, a raczej życzmy im, by grały tak, byśmy się mogli cieszyć z ich występu.


pubsport.pl
Krzysztof Sędzicki
Uczeń I LO w Łodzi. Już jako przedszkolak oglądałem transmisje sportowe w telewizji. Kilka lat pograłem w koszykówkę, ale nie spodobała mi się i już pod koniec gimnazjum przerzuciłem się na amatorską odmianę siatkówki i skoku wzwyż. Pasjonuję się wieloma dyscyplinami, przede wszystkim piłką nożną, siatkówką, formułą 1 i skokami narciarskimi. Czasami lubię też pooglądać inne sporty, np. koszykówkę, biathlon, tenisa, snookera, darta... Nie ma tygodnia, żebym czegoś nie obejrzał! Tak, uznawaj mnie za sportowego maniaka! Dobrze mi z tym! W przyszłości chciałbym zostać dziennikarzem - komentatorem sportowym. Póki co, próbuję swoich sił na kilku frontach - na blogu (sedzik.blox.pl), tele-sport.pl, TakSięGra TV i właśnie tu, na Pubsport.pl, gdzie piszę artykuły, felietony, relacje i robię kilka rzeczy, których nie widać gołym okiem, gdzieś tam "za kulisami".
http://sedzik.blox.pl